Undertale – recenzja

banner-undertaleKontynuując szlachetną tradycję pisania o grach, które nie są z Japonii, ale równie dobrze mogłyby być, dzisiaj przyszedł czas na Undertale – grę, która od czasu swojej wrześniowej premiery wzburzyła masę użytkowników GameFaqs i podbiła masę serc. Czy moje również? (Tak.)

 Undertale jam.

Głównym bohaterem/bohaterką Undertale jest dziecko. Dziecko pewnego pięknego dnia bawiło się na Górze Ebott z której spadło wprost do Podziemia, opisowo nazwanego miejsca, gdzie urzędują Potwory. Widzicie bowiem, w świecie Undertale ludzie i potwory wiele lat wcześniej żyli razem do czasu rozpętania się wielkiej wojny, którą ostatecznie wygrali ludzie. Potwory zostały przegnane do podziemi, które zostało otoczone niepokonywalną od wewnątrz barierą. Zeby barierę zniszczyć, potwory potrzebują siedmiu ludzkich dusz. A ich przywódca, król Asgore Dreemurr ma ich już sześć…

Myślę, że mało kogo zaskoczy wieść, że fabuła w Undertale jest najmniej interesującą częścią gry. Najlepsze jest wszystko wokół – przedziwne, niespotykane postaci, poczucie humoru, które czerpie garściami z serii Mother, ale ma własny urok. Przykładowo jedynymi z najważniejszych postaci w grze są dwaj bracia Papyrus i Sans. Papyrus przemawia tą właśnie czcionką, a Sans oczywiście Comic Sansem. Kamienie awanturują się kiedy każemy się im przesunąć, a w niektórych miejscach są też tabliczki, które informują nas o tym, że nie udało nam się rozwiązać łamigłówki.

Hotland-0

Specyficzny humor Undertale wyrównuje zaskakującą ilością materiału do przemyśleń. Czym tak naprawdę są LV czy EXP, które tak chętnie zdobywamy w grach tego typu? Po kiego grzyba bić się ze wszystkimi napotkanymi stworzeniami? O czym świadczy to, że chętnie wybijamy każde z nich? Mimo że jest tu dużo specyficznego humoru, wszystko w Undertale podszyte jest mocno filozoficznymi rozważaniami na temat natury ludzkiej. Jest tu równie dużo powodu do śmiechu jak i smutku. To idealna mieszanka emocjonalna, której absolutnie nie spodziewałam się po tak niszowej produkcji.

Undertale jest reklamowane jako ‘przyjazny RPG gdzie nikt nie musi umierać’ i to prawda – system walki pozwala nam na cztery rzeczy – walkę, działanie, używanie przedmiotów i litość. Zadawanie ciosów polega na czasowym wduszaniu guziczków, a działanie pozwala na wybieranie nieagresywnych sposobów interakcji z przeciwnikiem. Na tym jednak nie koniec – nasz protagonista jest reprezentowany przez małe serduszko na dole ekranu, które to małe serduszko (będące duszą naszego bohatera) musi unikać rozmaitych przedmiotów, które rozsyłają potwory z którymi walczymy – te bowiem zabierają nam punkty życia. Z czasem zabawa zaczyna się komplikować, bo przeciwnicy mogą wpływać na naszą duszę i zmieniać sposoby jej kontrolowania. Wszystko to potrafi być dla kogoś z moimi zdolnościami dość trudne, ale także wynagradzające.

maxresdefault

Scenariusz gry zmienia się w zależności od tego jak traktujemy potwory, które spotykamy na swojej drodze – ma swoje konsekwencje. Możliwe jest przejście Undertale nie krzywdząc nikogo, ale możemy też zabijać wszystko i wszystkich. Wiedzcie tylko, że konsekwencje nie kończą się na etapie zakończenia gry, bo ta zapamiętuje nasze poprzednie podejścia. Undertale to piękne przedstawienie konceptu karmy – wszystko co gracz robi prędzej czy później do niego wraca.

Undertale jest super prościutkie pod względem graficznym. Myślcie o pierwszej grze z serii Mother i jeszcze to uprośćcie. Jest tu dużo przeuroczych sprite’ów i rysunków, które potrafią cudnie reagować na rozmaite wydarzenia. Wszystko to jednak pozostaje w konwencji niewielobitowej. Muzyka kompletnie zbiła mnie z pantałyku – jest fantastyczna. Zasłuchuję się nią od paru miesięcy i nie mam dość.

maxresdefault (1)

Bardzo się cieszę, że Undertale stało się obrzydliwie popularne, głównie przez wrażliwe dusze bojące się gier, które nie są strzelankami z brodudami w roli głównej. Gdyby nie oni, prawdopodobnie nigdy nie sięgnęłabym po tę produkcję. Byłaby szkoda, bo Undertale to jedna z najbystrzejszych i intrygujących gier, po które zdarzyło mi się kiedykolwiek sięgnąć. Jeśli macie ochotę zanurzyć się w fascynującą mieszankę internetowych memów i serii Mother, która połaskocze Wasz mózg w rejonach rozważań etycznych, to koniecznie wypróbujcie Undertale. Dostępne na oficjalnej stronie i Steamie za (domyślnie) niecałych dziesięć dolców – jak najbardziej warto!

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Undertale – recenzja

  1. Jako fan Undertale’a co jakiś czas przeglądam internet by zobaczyć opinię polskich graczy na temat tej wspaniałej gry. I dlatego mam pytanie do autora tej recenzji: Czy na pewno graliśmy w tę samą grę?
    „Dziecko pewnego pięknego dnia bawiło się na Górze Ebott z której spadło wprost do Podziemia” – nie, drogi autorze. Dziecko nie bawiło się na Mt. Ebott. A przynajmniej nie możemy być tego pewni. Nie wiemy nic o tym co robiło w tym miejscu. Jeśli wywnioskowałeś to z intra… To jesteś tym bardziej w błędzie.
    „Myślę, że mało kogo zaskoczy wieść, że fabuła w Undertale jest najmniej interesującą częścią gry.” – fabuła to właśnie to co najbardziej spodobało się fanom UT. Chyba, że nie przeszedłeś ścieżki pacyfisty i genocide, tylko sam neutral? Wtedy rzeczywiście mogło ci brakować fabuły, ponieważ najważniejsze rzeczy są ukryte właśnie w tych dwóch skrajnie różnych ścieżkach.
    „W niektórych miejscach są też tabliczki, które informują nas o tym, że nie udało nam się rozwiązać łamigłówki.” – przepraszam, ale muszę… Tutaj totalnie spaliłeś żart. To był żart sytuacyjny!
    „Myślcie o pierwszej grze z serii Mother i jeszcze to uprośćcie.” – miałam przyjemność obcować z tą serią i uważam, że grafika UT jest bardziej skomplikowana niż pierwsza część Mother. Albo nawet niż Earthbound. Poza tym mieszają się tu różne style pixelartów, więc można spotkać tu naprawdę piękną grafikę.
    „Bardzo się cieszę, że Undertale stało się obrzydliwie popularne, głównie przez wrażliwe dusze bojące się gier, które nie są strzelankami z brodudami w roli głównej.” – przepraszam… ale co? Jeśli do napisania tego zdania skłoniło cię to, że większość graczy grających w gry AAA nie tyka Undertale, to musisz wiedzieć, że to dlatego, iż należą do tej nieszczęśliwej części ludzkości, która bardziej zwraca uwagę na doznania wzrokowe niż na poznanie wspaniałego świata. Co prawda liczną liczbę fanów UT stanowią zapewne koneserzy indyków, ale bardzo dużo gra również w mroczniejsze gry i nie stronią od większych produkcji. Nie mówiąc o tym, że trzeba mieć o wiele grubszą skórę by przejść genocide route niż by zagrać w jakąkolwiek strzelankę…
    Iii… Widzę błąd w moim rozumowaniu. Nie widziałam tam tego „nie” przed strzelankami. W takim razie oddaję honor i przyznam, że teraz kompletnie nie rozumiem sensu tego zdania.
    Przepraszam, że posypało się tyle czepialstwa w tym komentarzu, ale musiałeś na to liczyć pisząc tę recenzję. Poza tym co zostało wspomniane powyżej, recenzja dobrze oddaje duszę Undertale’a!
    Pozdrawiam.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s