Amnesia: Memories – recenzja

banner-amnesiamemoriesOtome się zmieniło. Już nie chodzi o seiyuu, megane czy feelsy. To niekończąca się seria perwersji odgrywana przez bishów i pozbawione charakteru główne bohaterki. Otome, i jego odhaczanie kolejnych fetyszy, stało się dobrze naoliwioną maszyną. Otome się zmieniło.

Zarówno w grach o romansowaniu, jak i animu widziałam już najróżniejsze rzeczy. Wychowałam się na brutalnej szkole wyrażania uczuć a’la postacie Rumiko Takahashi, grałam w gry, w których potencjalni ukochani bili swoje wybranki, były też takie gdzie dziewczyna była ofiarą bullyingu ze strony bishów ze względu na tuszę. Po latach wydawało mi się, że jestem zobojętniała na okropne klisze pojawiające się w grach o romansowaniu bishów. Okazuje się, że jednak nie, nadal istnieją rzeczy, które robią na mnie wrażenie.

2015-12-06_00007

Amnesia: Memories to gra otome (w roli głównej dziewczę w wieku nastoletnim, celem gry jest podbicie serca tego jedynego… z kilku do wyboru) produkcji Idea Factory. Tytułowa amnezja wynika z tego, że pamięć głównej bohaterki, z wyglądu postaci z serii Atelier, zostaje wyparta przez ducha – chłopca Oriona. Orion nie chciał nic złego… tylko tak jakoś wyszło. Naszym zadaniem jest odzyskanie pamięci, a nasz nowy towarzysz będzie nam w tym pomagał… poprzez mniej lub bardziej pomocne i sarkastyczne komentarze.  

Strukturowo Amensia nie wyróżnia się z tłumu visual novel. Na samym początku gry wybieramy do której alternatywnej rzeczywistości trafimy (czyt. który bishounen będzie naszym celem) i poprzez dokonywanie decyzji rozkręcamy fabułę i trafiamy na jedno z licznych zakończeń. Warto odnotować, że nasze decyzje wpływają na trzy wskaźniki, którymi operuje gra: Przywiązania, Zaufania i Podejrzliwości, wszystko względem wybranego bisha. Chcąc najlepsze zakończenia musimy oczywiście utrzymywać pierwsze dwa na jak najwyższym poziomie, a ostatni parametr możliwie najniższym.

2015-12-06_00009

Każda z dostępnych ścieżek fabularnych ma jedno ‘dobre’ oraz ‘normalne’ plus wahającą się ilość złych zakończeń. Bardzo spodobało mi się to, że złe zakończenia nie są typowym lukrowanym smuteczkiem, a idą w stronę Corpse Party ze swoim mniej lub bardziej straszącym podejściem. Panów do romansowania mamy czterech plus jeden (bo jego ścieżka jest ukryta). Do zebrania są oczywiście liczne obrazki i bonusowe scenki. Jeśli się tym znudzicie, to w odwodach leżą zupełnie niezależne od głównej gry minigierki, które są niczym innym jak zabijaczem czasu.

Pomówmy zatem o samej fabule i naszych bishach, bo w końcu coś wywołało u mnie takie, a nie inne rozpoczęcie tekstu. Fabularnie nie jest źle, gra utrzymywała moją uwagę od początku do końca ze względu na zróżnicowanie nastroju przy każdej ścieżce fabularnej. Panowie w dużej części przyjemnie mnie rozczarowali – standardowi playboy, megane czy mruk mają na tyle wdzięku i rozbudowane charaktery, że łatwo ich polubić. Bohaterowie typowo zaczynają od dość cynicznego podejścia do siebie, tak więc z czasem bardziej lukrowane elementy wydają się bardziej wdzięczne. Z jednym wyjątkiem. Ja rozumiem fetysze, nie oceniam, ale na miłość boską, Japonio, Toma? Naprawdę? On jest nie tylko lubiany przez kogokolwiek, jest też najpopularniejszym bishem z gry? Trochę mnie korci żeby opisać ze szczegółami co mnie tak odrzuciło w tej postaci, ale jednak tego nie zrobię. Powiem tylko, że połączenie fetyszu starszego brata, yandere i obsesji to leciutkie przegięcie.

Toma-Cage

Wizualnie Amnesia jest ciekawa. Tła i interfejs są minimalistyczne, te pierwsze stanowią jedynie zarysy miejsc i przedmiotów na lekko zabarwionym tle. Dzięki temu jeszcze większe wrażenie robią śliczne rysunki postaci (które niemal wszystkie są ofiarami mody). Dźwiękowo nie mam większych zastrzeżeń: wszystkie kwestie są czytane przez aktorów, a gdzieś w tle plumkają sobie niezbyt zapamiętywalne melodie. Wszystko to spełnia swoje zadanie.

Amnesia: Memories to przyjemny standard: utrzymująca uwagę fabuła, fajni bishe i ciekawe obrazki. Co prawda jest tu jedna ścieżka fabularna, która pozbawiła mnie resztek wiary w ludzkości, ale możliwe, że Was już w ogóle nie wzruszy. W końcu młodzi jesteście, odporniejsi. Tak czy inaczej gra jest warta ceny przecenowej na Steamie. Niewiele wniesie do Waszego życia i jest nadzieja, że niczego też nie zabierze.

Advertisements

7 uwag do wpisu “Amnesia: Memories – recenzja

  1. > „połączenie fetyszu starszego brata, yandere i obsesji”
    > bezpośrednio pod spodem screen klatki

    czy, uh

    czy to zdjęcie jest przypadkowo w tym miejscu, czy, er…
    …… .____. ….

    (nie, nie grałam jeszcze, ale też dorwałam jak było -90% na Stimie, więc soon™)
    (swoją drogą zmartwiło mnie trochę tak wysokie promo po tak krótkim czasie od premiery, źle się sprzedało? Wiesz może?)

    1. Nie wydaje mi się żeby sprzedało się super dobrze, ale też nie martwiłabym się o gry na Sztimie. Te bestie mają długie nogi, tak więc z czasem gra może się sprzedać w duuuużych ilościach. Nie liczyłabym na dużo więcej premier od Idea Factory na konsolkach though.

      Edit: Doczytałam w jakimś wywiadzie, że są zadowoleni z wyników sprzedaży. Nie ma więc powodów do zmartwień, będzie więcej pogibanych otome. Yay!

  2. Naprawdę szokuje Cię Toma, a nie Ukyo, któremu przynajmniej w anime udało się przynajmniej raz zabić bohaterkę? Jest też drugi co do popularności ;) Ale przynajmniej mi się podoba wizualnie, lubię zielone włosy :)
    Pamiętam, jak oglądałam anime i jak bardzo głupie było, jak bardzo zirytowało mnie, że najfajniejszemu Kentowi poświęcili najmniej czasu i że szkoda, że gra nigdy nie zostanie przetłumaczona na normalny język. A tu – niespodzianka. Chociaż nadal wolałabym po prostu artbook.
    Chciałam to kupić na Sztimie jak było za kilka złoty, ale byłam tuż przed wypłatą, a potem zapomniałam. A na Vitę nie kupię, bo mam tam jeszcze nadal nieukończoną Dangarumpę… Życie jest takie ciężkie ;_;

    1. Jedyne co mnie szokuje, to koszmarny gust japońskich graczy! Chociaż po tylu latach naprawdę powinnam się przyzwyczaić… Toma był pierwszą ścieżką fabularną na którą trafiłam (granie na ślepo, yeah), więc kiedy tylko pojawił się kolejny niezrównoważony psychicznie bish, który mógłby mnie zabić, poleciałam z nim natychmiast. Dzięks bro, utopienie się w studni jest znacznie lepszym losem niż kontynuowanie tego koszmaru. A tak serio to zaskoczyło, jak to ładnie zwie TVTropes, Refuge in Audacity – Ukyo jest wyjęty prosto z Umineko i kolejne morderstwa mnie nie ruszały.

      Cieszę się, że się zgadzamy, że Kent jest najlepszy. Zapamiętałam animu właśnie z Twojego blogaska (i się obśmiałam jak norka kiedy zobaczyłam te wszystkie ciuchy) i z grubsza wiedziałam czego się spodziewać.

      1. Zgadzam się, też wolałabym szybko umrzeć (choć może niekoniecznie się topiąc, koszmarnie lękam się duszenia), niż musieć żyć z tym co Toma odwala xD Chociaż wsadził jej tam pluszaki, a wśród nich świnkę, więc gust ma dobry :3
        Nadal chichram się z ich ciuszków, najbardziej z Kenta właśnie, ale on jest najnormalniejszy, więc mu wybaczam :D

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s