Persona 4: Dancing All Night – recenzja

banner-pograjmy-p4dPiszę na tym blogu od ładnych paru lat, ale żadna gra nie sprawiła mi takiej trudności ze wstępem jak Persona 4: Dancing All Night. No bo znajdźcie mi inną grę, w której niebezpieczny socjopata, który napadał, manipulował i robił masę innych rzeczy potańcuje sobie do muzyki, która grała przy walce z nim. Jak ja mam to podsumować słowami?

Persona 4: Dancing All Night to chodząca pointa dowcipu. Śmieszne są ubrania bohaterów, ich kroki taneczne. Nawet fabuła jest tak schematyczna, że pomimo ciągłego jej przewijania, zawsze dokładnie wiedziałam co się wydarzy. Zresztą fabuła chyba najbardziej przeszkadza mi w całej grze – jest zupełnie niepotrzebna, od początku do końca przewidywalna i co najważniejsze, mogła spokojnie zostać zastąpiona większą ilością piosenek.

Tym razem dzieciaki z czwartej Persony pomagają Rise uratować koleżanki po fachu, które utknęły w niejakim Midnight Stage, gdzie cieni nie da się staromodnie ponadziewać ostrymi przedmiotami. O nie, teraz żeby je pokonać, bohaterowie muszą przekazać swoje uczucia poprzez taniec. Gdzieś po drodze kręci się Kanami Mashita, młodsza od Rise idolka, która w prawdziwym świecie współpracuje z Dojimami w celu zrozumienia tej sprawy. A tak naprawdę to Dojima Sr. odwala całą brudną robotę, a Nanako uczy się tańczyć. Jest to urocze, ale zupełnie, kompletnie niepotrzebne. Przejście trybu fabularnego zajmie Wam parę godzin i jest o tyle ważne, że odblokowuje dodatkową piosenkę.

2015-10-01-173430 2015-10-02-2014282015-10-02-1631452015-10-01-1713032015-09-30-232149

Przejdźmy zatem do mięska, którym w tej grze jest tańczenie. Persona 4: Dancing All Night jest grą rytmiczną, to znaczy wymaga od gracza naduszania guziczków na konsoli w odpowiedni sposób w odpowiednim momencie. Wszystko to do rytmu znanych z poprzednich gier piosenek, które na potrzeby gry zostały zremixowane. Remixy są w większości przypadków super fajne i strasznie się cieszę, że Atlus tak podszedł do sprawy. Spodziewałam się, że wrzucą wszystkie co bardziej znane melodie z gier i sprawę uznają za zamkniętą, a postanowili trochę bardziej się postarać. To miłe.

Wizualnie gra wymiata. Jak to na Persony przystało, interfejs jest super stylowy i nawet ekrany przejściowe są przyjemnością dla oka. Wszystko to jednak jest jedynie wstępem dla tego, co dzieje się w trakcie faktycznych tańców. Bohaterowie dostali zupełnie nowe, świetnie wyglądające modele (pierwszy raz moje dzieci nie są zdeformowane!), które mają cudną choreografię. Szkoda, że w trakcie gry w ogóle się na nie nie patrzy, ale chyba w tym celu Atlus wrzucił tryb choreografii, w którym możemy sobie do woli oglądać całe piosenki. Warto dodać, że każda postać ma własny styl taneczny – Yukiko inspiruje się baletem, Chie wrzuca trochę kung fu i tak dalej. Moją faworytką jest jednak Margaret, która powraca do lat 80. z Voguem.

2015-10-02-1758222015-10-02-1430182015-10-01-1152442015-09-30-2034462015-10-02-162057

Przejdźmy zatem do samej rozgrywki. Jak już powiedziałam, należy przyciskać guziczki w odpowiednim momencie. Guziczków używamy w sumie osiem, bo na tyle pozwala UI – po trzy z każdej strony konsoli/pada, plus alternatywnie analogi lub L1/R1 (pamiętajcie o zainstalowaniu patcha żeby mieć tę możliwość!). Te dwa ostatnie używane są do odhaczania pierścieni, które co jakiś czas atakują nasz ekran. Tych są dwa rodzaje, niebieskie tzw. scratch rings oraz fever rings, które po zebraniu trzech odhaczają fever time.

Fever jest o tyle interesujący, że jeśli dobrze nam idzie, to do tańczącej osoby na krótki czas dołączy inna postać. Może to być na przykład Nanako, która przyłącza się do głównego bohatera, lub wspierający Yukiko w balecie Kanji – wszystko to okraszone mniej lub bardziej stosownymi komentarzami. Serce skradła mi jednak Rise, która w jednej piosence na widok wygibasów głównego bohatera wahluje się ręką. Te taneczne występy gościnne są drugim powodem dla którego w ogóle zabierałam się za tryb fabularny – niektórych partnerów tanecznych da się odblokować tylko poprzez przejście opowieści. Cała reszta pojawia się kiedy przechodzimy piosenki na różnych poziomach trudności.

Trybów trudności mamy cztery – łatwy, normalny, trudny i czekający na odblokowanie All Night. W chwili obecnej mam trudności z trzecim poziomem trudności, dlatego nie zapowiada się żebym miała zabrać się w najbliższym czasie za ten ostatni. Poza możliwością wyboru poziomu trudności mamy całą masę innych udogodnień – możemy wybrać dźwięki nut lub w ogóle je wyłączyć, podobnie zresztą z komentarzami postaci. Super wygodną opcją jest też możliwość wyboru szybkości pojawiających się na ekranie nut – ku mojemu zdziwieniu znacznie łatwiej gra mi się kiedy latają najszybciej.

Nagrodą za te wszystkie przejścia są oczywiście pieniądze, które możemy wydać na dodatkowych kostiumach i akcesoriach oraz przedmiotach, które ułatwią/utrudnią nam kolejne występy. Fajnym smaczkiem jest to, że sprzedaje nam te wszystkie dobroci znany z poprzednich gier Tanaka.

Pozachwycaliśmy się, zatem przejdźmy do wad. P4:DAN ma duży problem z rytmem. Znaczy się gra polega na często wymyślonym rytmie, bądź każe graczowi być dodatkowym instrumentem wobec tych, które mają grają w piosence. Osoby, które nie znają się na teorii muzyki nie odczują tego zbyt mocno, co najwyżej będą jak ja ściszać piosenki po to, żeby nie zepsuć rytmu, który wymyślili sobie developerzy. Jest to duża wada, której nie sposób zignorować.

2015-10-01-190250

Kolejną rzeczą, której nie sposób nie zauważyć jest nieduża ilość piosenek, zwłaszcza w porównaniu do innych gier tego typu. Jest to zrozumiałe o tyle, że do każdej powstała osobna choreografia (dlatego też nie da się zmieniać tancerza – piosenka jest niezmiennie przypisana do jednego bohatera), ale mimo wszystko nie ma nawet trzydziestu piosenek. Można sobie oczywiście kupić DLC z kilkoma nowymi postaciami, ale problem pozostaje. Dlatego też bruździ mi ten nieszczęsny tryb fabularny – chętnie zastąpiłabym go innymi piosenkami.

Persona 4: Dancing All Night jest fanservicem w czystej postaci i to właśnie fani czwartej Persony powinni się do tej gry uśmiechnąć. Wygląda i brzmi świetnie, ale warstwa techniczna gry może, choć nie musi, zirytować weteranów gier rytmicznych. Z mojej strony mam nadzieję, że to już ostatnia gra z dzieciakami z czwartej Persony – już naprawdę się nimi zmęczyłam. Wygląda na to, że Atlus też już jest gotowy na eksploatowanie nowych bohaterów. Czas najwyższy.

Reklamy

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s