Steins;Gate – recenzja

banner-steinsgateUwielbiam, ale to uwielbiam gry, które prowokują do myślenia. Niechże by to było myślenie o żelowatych bananach, wpływie figurek na stan polityki czy też relacjach, które tworzymy w ciągu swojego życia. Steins;Gate to właśnie jedna z tych gier i zamierzam sprowokować Was do kupna jej teraz zaraz.

Steins;Gate jest wizualną nowelą autorstwa 5pb. i Nitroplus oryginalnie wydaną na PCta, a po jakimś czasie na każdym innym urządzeniu świata… może z wyjątkiem mikrofalówki. Po angielsku możecie nabyć wersję PCtową, a od niedawna wydania na PS3 i Vitę. Ja miałam okazję zagrać w te dwie ostatnie.

mayushii steins gateChciałam się pochwalić metalowym Upą, który przyozdabia mi biurko, ale zrobiłam zbyt ciemne zdjęcia i nie chce mi się robić nowych, więc macie Mayuri.

Osiemnastoletni Rintarou Okabe wiedzie idylliczne życie w Akihabarze. Posiada własne lokum, gdzie prowadzi mocno szemrane eksperymenty, a wspierają go w nich najsłodsza istota na świecie – Mayuri Shiina oraz prawa ręka, hacker Itaru Hashida zwany Daru. Cała trójka jest skończoną bandą otaku, choć nasz główny bohater wyróżnia się mocno zaognionym syndromem chuubnibyou. Jeśli nie wiecie co oznaczają co poniektóre słowa, którymi tu rzucam – bez obawy, gra posiada rozbudowany słownik pojęć, dzięki którym nie zgubicie się w żargonie, którego jest tu mnóstwo.

Wracając do fabuły, Okabe prowadzi zaiste idealne życie do momentu wycieczki na seminarium w celu zdobycia dodatkowych punktów ECTS (czy jakiego tam systemu Japończycy nie posiadają). Tam rozpoczyna się sekwencja wydarzeń, która odmieni wszystko, w co nasz młody człowiek dotąd wierzył, od SMSów rozpoczynając, a na mikrofalówkach wcale nie kończąc.

steins gate

Steins;Gate, jak się zapewne po powyższym opisie nie domyśliliście, jest opowieścią o podróżowaniu w czasie. W przeciwieństwie do większości historii tego typu ta gra zagłębia się w teoretyczne i praktyczne metody tego przedsięwzięcia. Co prawda fizyka była moim drugim najsłabszym przedmiotem w szkole (biologia pierwsza), dlatego nie wymagałam wiele od strony teoretycznej, ale koncepty, którymi rzuca gra wydają mi się szalenie intrygujące i mimo że tłumaczenie ich zajmuje czytance dużo czasu, czytanie tego sprawiło mi masę frajdy. Moją drugą ulubioną częścią czytanki był natomiast świat, w którym rzecz się dzieje – współczesna Japonia widziana oczami nieco… kolorowych indywiduów. Pojawia się tu tyle odniesień do rzeczywistości (i Jojo!), że już po pierwszym rozdziale byłam oczarowana i w pełni pochłonięta tym, co się dzieje na ekranie.

Największą zaletą gry jest niewątpliwie scenariusz. Byłam zaskoczona jak niewiele w Steins;Gate jest prozy. Historia jest opowiadana przede wszystkim za pośrednictwem dialogów oraz niezbyt częstej wewnętrznej narracji naszego głównego bohatera. On, czyli Rintarou Okabe, jest drugą największą zaletą gry. Nagrałam się w tyle wizualnych noweli, które posiadają super rozbudowane wydarzenia i postaci drugoplanowe, którym przewodzi nieprzemyślany awatar gracza. Okabe tymczasem jest silną postacią, która przechodzi imponującą (i wiarygodną) przemianę w ciągu historii. Dzięki temu, że chłopak jest sztandarowym przypadkiem syndromu chuunibyou, jest tak cudownie melodramatyczny i zabawny, że nie da się go nie lubić. Reszta ekipy jest równie kolorowa, ale prawdziwie błyszczą dopiero przy interakcji z naszym głównym bohaterem. I tak powinno być!

steins gateJedyne, czego VN brakuje w stosunku do anime to dubbing. J. Michael Tatum zawsze będzie Okabe w mym sercu.

Najgorzej Steins;Gate czytało mi się kiedy gra trzymała się schematów wizualnych noweli, jak zupełnie niepotrzebne wstawki kąpielowe, czy zaspokajanie potrzeb otaku poprzez przydział romantycznych zakończeń z postaciami, z którymi wcześniej takich relacji nie było. Nie ma tego dużo, ale kiedy się pojawia, kłuje w oczy.

Rozgrywkowo Steins;Gate wyróżnia niejaki Phone Trigger, czyli fakt, że jako Okabe niemal zawsze dzierżymy telefon w dłoni i jego wykorzystanie ma wpływ na rozwój fabuły. Możemy pisać i odpowiadać na maile, ale także ignorować próby kontaktu z nami – jest to bardzo ciekawy pomysł i fajnie zrealizowany. Konia z rzędem jednak ufunduję osobie, która mi wytłumaczy jak normalny człowiek bez przewodnika ma zgadnąć jaka sekwencja maili ma wpływ na odblokowanie prawdziwego zakończenia. Ale to drobnostka – gra robi liczne autosave’y i można swobodnie omijać tekst, dlatego prędzej czy później do wszystkiego można dojść samemu.

Audiowizualnie nie mam zastrzeżeń do gry – mamy tu projekty postaci autorstwa Huke’a i muzykę Takeshiego Abo i nie tylko. Interfejs jest schludny i spełnia swoje zadanie. Jest tu też maaasa czytanych dialogów przez super znanych seiyuu, więc fani też będą tym zachwyceni.

Bez tego ten wpis byłby niepełny.

Z technicznych rzeczy problemem w wydaniu PQube na PS3 i Vitę jest edycja tekstu, gdzie bruździ mi jeden nienaprawiony (bo z pewnością zauważony) błąd z przenoszeniem linijek w zwykłym oknie dialogowym i koszmarnie niedopasowanie tekstu do ekranu telefonu. Są to jednak nieduże problemy, które spokojnie da się zignorować. Spokojnie możecie kupować którąkolwiek z dostępnych wersji gry, poza wspomnianymi błędami w edycji wszystkie są identyczne.

Jeśli oglądaliście anime, które powstało na podstawie gry, to pewnie zastanawiacie się czy jest sens sięgać po czytankę. Autentycznie mam problem z odpowiedzią na to pytanie, bo anime jest fantastycznie wyreżyserowane i pewne aspekty fabuły poprowadziło lepiej niż gra. Z drugiej strony nie zmieściły się tu mniej ważne interakcje między postaciami oraz wspomniane dłuugie (ale przy tym strasznie fajne) tłumaczenie naukowych zagwozdek oraz budowanie świata. Sama nie miałam tego problemu, bo specjalnie zostawiłam sobie anime na później, ale jeśli już macie je za sobą, musicie zdecydować czy jesteście nerdami, którzy lubią czytać o jedenastu teoriach podróży w czasie oraz licznych Jojowych memach z 2ch.

Steins;Gate jest świetną czytanką. Nawet jeśli nie bardzo obchodzi Was ‚naukowa’ strona fabuły, to z pewnością podbije Was historia miłosna (a jak! nie wspomniałam, że to romans pełną gębą?), barwne postaci z protagonistą na czele i świetnie napisane dialogi. Należy mieć nadzieję, że anglojęzyczna wersja sprzedała się przyzwoicie i kiedyś zobaczymy zachodnie wydanie niewydanego jeszcze w Japonii sequela. Do tego czasu ja zacznę się chyba rozglądać za Chaos;Head… jeśli taka będzie wola Steins Gate.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Steins;Gate – recenzja

  1. Historia wydaje się być świetna. Kawałek który zamieściłaś wymiata i jest to ten przykład orkiestralnych wykonań które uwielbiam!

    Co ciekawe, jako w pełni niewidoma osoba [Tak, grająca w gry] nigdy nie zagram w Steinsgate mimo, że to w większości tekst i nie wiele potrzeba by, by uczynić tą produkcję w pełni dostępną.

    Spróbuje jednak nawiązać kontakt z developerami, co do Narcissu się udało. :)

    A, świetnie napisany tekst!

    Pozdrawiam serdecznie!

    L

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s