Tales of Xillia 2 – recenzja

banner-pograjmy-tox2Tales of Xillia to dziwna gra. Poszły na nią ciężkie (jak na Namco) pieniądze, widać też, że tytuł był robiony z myślą o okrągłej rocznicy. A jednak im dalej w grę, tym bardziej było widać, jak bardzo była niedokończona. Czy Tales of Xillia 2 w oryginale miało być częścią pierwszej gry? Nie dowiemy się tego na pewno, ale ja mogę jedną rzecz potwierdzić: sequel Xilii podoba mi się znacznie bardziej od pierwszej gry.

Tales of Xillia 2 opowiada historię Ludgera Kresnika, młodego człowieka, który rozpoczyna właśnie pracę w branży kulinarnej. Byłaby to jednak średnio ekscytująca gra gdybyśmy śledzili przygody Ludgera w mozolnej, codziennej pracy, dlatego coś idzie okropnie nie tak i główny bohater staje się świadkiem aktu terroryzmu i zostaje ofiarą okropnego wypadku razem z malutką dziewczynką o imieniu Elle. Jakimś cudem przeżywają i zostają operowani kosztem, bagatela 20 milionów… ichniej waluty, a Elle okazuje się być porzuconym dzieckiem w poszukiwaniu ojca. A potem jest tylko gorzej.

Xillia 2 ma generalnie ‚meh’ ścieżkę dźwiękową, ale ma swoje momenty.

Xillia 2 ma najlepiej napisaną fabułę ze wszystkich gier z serii, w które dotychczas grałam. Ma swoje wady, o których za chwilę opowiem, ale wszystko jest klarowne i naprawdę ciężkie jak na Tales. Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli – nie to, że gra jest przygnębiająca stanowi o sile jej fabuły, ale to, że przywiązujemy się do postaci i rozumiemy ich rozterki. To, co ma nas rozśmieszać – bawi, a to, co zasmucać – zasmuca. Główna w tym zasługa bardzo udanych postaci, które w dużej mierze powracają z pierwszej gry i bardzo zyskały przez czas, kiedy ich nie widzieliśmy, ale najważniejszą osobą jest tu malutka Elle. Dziewczynka jest wkurzająca, urocza i zachowuje się jak na dziecko przystało – dlatego nie sposób jej nie polubić. Teraz przejdźmy do problemów.

Ludger Kresnik jest pierwszym w historii serii niemym protagonistą i nie daje sobie rady w tej roli. Ludger w zamierzeniu miał być awatarem gracza, ale ze względu na to, że ma zdefiniowaną osobowość i określone reakcje emocjonalne, zupełnie mu to nie wychodzi. Niby dostajemy decyzje, które mają decydować o rozwoju fabuły, ale one i tak są napiętnowane osobowością Ludgera. Nie ma żadnego powodu, dla którego chłopak nie może się wypowiadać poza pojedynczymi słowami i chrząknięciami, a jednak na to jesteśmy skazani. Mam nadzieję, że Hideo Baba pluje sobie w brodę przez tę decyzję, bo Ludger miał ogromny potencjał, który został wyrzucony do śmietnika. To ogromny problem i wielu graczy może odrzucić niezręczność scen, która zostaje sprowadzona do parteru przez Ludgerowe nie-do-końca milczenie.

Tales-Of-Xillia-2-Ludger

Tales of Xillia 2 jest zbudowana epizodycznie. Się znaczy mamy swobodę w poruszaniu się po całym świecie (ta możliwość jest nam odblokowywana stopniowo), a kolejne rozdziały historii rozpoczynamy wedle własnego widzimisię. Rozdziały dzielą się na główne i postaciowe. Te drugie opowiadają poboczne historie bohaterów pierwszej gry i są naprawdę interesujące, a chwilami udaje im się nawiązywać do głównego wątku. Wracając jednak do fabuły, musimy jednak stopniowo spłacać narzucony na Ludgera dług. Zdarza się zatem, że w kluczowym momencie historia zatrzymuje się tylko po to, żebyśmy mogli przejść kilkanaście pobocznych misji i wpłacić odpowiednią kwotę do banku. Osobiście nie zdarzało mi się to często, ale taki zabieg skutecznie sprawiał, że fabuła traciła na rozpędzie. Szkoda, bo to naprawdę porządnie napisana rzecz.

No dobra, napisałam już trzy akapity o tym, że gra z serii Tales ma dobrą fabułę i czuję się z tym niezręcznie, dlatego przejdźmy do mięska. Xillia 2 wygląda identycznie jak pierwsza gra. Poruszamy się po identycznych miejscówkach, walczymy z tymi samymi stworzeniami i gadamy z tymi samymi NPCami. Nowych lokacji i przeciwników w grze jest tyle, co kot napłakał, co powiewa tanizną.

Gaius_(ToX2)Z radością informuję, że gra zaliczyła dramatyczny skok jakości husbandów.

System walki jest podobny do tego w poprzedniej grze, ale ma kilka elementów, które sprawiają, że jest jednak ciut lepszy. Pierwszym z nim jest Ludger. Nasz główny bohater może operować aż trzema rodzajami broni, które zmienia w czasie rzeczywistym. Noże dają mu ogromnego kopa w prędkości, młot jest znacznie wolniejszy, ale oferuje kilka fajnych wspierających zaklęć i w końcu dwa pistolety pozwalają Ludgerowi naparzać z odległości. Właściwie w ciągu całej gry nie było powodu żeby grać innymi postaciami niż główny bohater, ze względu na to jak bardzo jest zróżnicowany. Mimo to dołączają do nas dwie nowe postaci, które nie były grywalne w pierwszej grze. Drugim ważnym elementem w systemie walki natomiast jest większa waga słabości przeciwników. Możecie być dziesięć poziomów za nisko, ale jeśli będziecie uważać na słabe punkty przeciwnika i używać odpowiednich ataków, Xillia 2 pozwala na rozwalanie znacznie silniejszych przeciwników od Was. To lubię. Nie jest to wciąż system z Graces, ale Xillia 2 pozwala na znacznie większy margines strategii niż inne Tales używające TP.

Battle xillia 2Poza trzema rodzajami broni i niezliczoną ilością umiejętności, Ludger ma jeszcze na podorędziu transformacje niemalże w magical girl.

Ze względu na to, że musimy spłacać Ludgerowy dług, Xillia 2 wprowadza do gry system malutkich zadań pobocznych pod przykrywką dorywczych prac. Dzięki temu, że możemy w miarę swobodnie skakać między lokacjami, sidequesty wypełnia się szybko i w miarę bezboleśnie, ale ich ilość i monotonia z czasem zaczyna męczyć, zwłaszcza, kiedy chcemy po prostu przejdź do następnego rozdziału fabuły. Na całe szczęście pojawiają się tu inne zabijacze czasu jak chociażby poker, czy najważniejszy quest w historii ludzkości, czyli zadanie polegające na znalezienie 100 zaginionych kotów. Tak jest. Stu. Te z kolei możemy wysyłać w świat w poszukiwaniu rozmaitych przedmiotów. Xillia 2 ma coś z kotami i w ogóle mi to nie przeszkadza.

Xillia 2 wygląda identycznie jak pierwsza gra. Powracają lekko straszne modele postaci i ich lalkowate animacje, wraca też lekko wyprany z formy Motoi Sakuraba ze swoją muzyką. Z pojedynczymi wyjątkami nie zwracałam uwagi na ścieżkę dźwiękową dwójki, co jest swoistą zbrodnią. Na całe szczęście lokalizacyjnie gra jest super solidna, dubbing najwyższej próby i szybko zapomina się o tych słabościach.

Tales of Xillia 2 troszkę przypomina Final Fantasy XIII-2. Jest lepszą kontynuacja oryginalnej gry, która cieszy się umiarkowaną sympatią wśród fanów. Tales of Xillia 2 ma jednak nieporównywalnie lepszą fabułę, dlatego bez żadnych oporów mogę ją polecić miłośnikom solidnych RPGów. Zastanawiałam się nawet, czy nie lepsza by była bez grania w pierwszą grę, bo Xillia 2 oferuje streszczenie jedynki, ale decyzję pozostawiam Wam. Wiem tylko, że Xillia 2 bardzo mi zaimponowała i utrudniła czekanie na Zestirię, która podobno jest bardzo podobna do Graces pod względem systemu walki. Ngghhh!

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Tales of Xillia 2 – recenzja

  1. Ludger ma pełen voice acting, tylko po przejściu gry, trzeba odblokować tę opcję w Grade Shop i w kolejnych przejściach gry można się cieszyć pełnią wypowiedzi :)

    1. No ja Cię przepraszam, ale to, że przy oknach wyboru nagle pojawiają się odzywki aktora, to się jeszcze nie kwalifikuje jako pełny voice acting. Bleh. :(

  2. No ja wiem, ale to więcej niż przy pierwszym przejściu. Co ciekawe, człowiek (a przynajmniej ja) przyzwyczaja się do niemego protagonisty i gdy ten później zaczyna się odzywać, wydaje się to dziwne.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s