Final Fantasy X | X-2 HD Remaster – recenzja (cz. 2)

banner-ffx2hdOkej, internecie, trzymaj się mocno. Final Fantasy X-2 to jedna z moich ulubionych gier. Wielbiona dziesiąta część serii wywołuje u mnie rozwlekłe ‘meh’, ale oczka zapalają mi się kiedy tylko ktoś wspomni o kontynuacji tej gry. Dziś sprawdzimy czy wynika to tylko z mojego hipsterstwa, czy może jednak druga część Final Fantasy X ma jakieś zalety.

 Znowu się rozgadałam, choć tym razem na wesoło.

Zacznijmy od rzeczy nudnych: remaster FFX-2 to niestety znacznie mniej ambitny projekt niż remaster dziesiątki. Poodnawiano część tekstur (lub powymieniano je z dziesiątką), dodano elementy z wydania International i nara. Dzięki temu zabiegowi FFX-2 to w zasadzie lekko przewietrzona pościel, a nie całkowita zmiana poszewki jak w dziesiątce. Skoro to już wiecie, przejdźmy do mięska.

Fabuła Final Fantasy X-2 rozpoczyna się dwa lata po zakończeniu FFX. Yuna wyruszyła w poszukiwaniu sfer z nagraniami, które w zamierzeniu mają naprowadzić ją na osobę podejrzanie podobną do jej ukochanego Tidusa. W praktyce natomiast Yuna zajmuje się wszystkim innym tylko nie szukaniem rzeczonych kulek. Oto pierwsza, wielka zaleta X-2. Ta gra jest nieliniowa! Razem z towarzyszkami, Rikku i Paine, Yuna wędruje po Spirze, odwiedzając stare kąty i wypełniając mniej lub bardziej zajmujące zadania poboczne. Gra jest podzielona na rozdziały, ale ilość i kolejność wypełnianych przez zadań zależy wyłącznie od gracza. Sprawy komplikują się kiedy ktoś ma ciągoty w kierunku odkrywania wszystkiego, co gra ma do zaoferowania. FFX-2 odnotowuje procentowe przechodzenie gry i kiedy ktoś chce zdobyć 100%, to bez ściągi raczej tego nie dokona. Ciężko nawet powiedzieć czy warto się starać, bo 100% przejścia daje jedynie króciutką scenkę po właściwym zakończeniu.

ffx2

Sama fabuła jest… przyzwoita! Główna intryga jest raczej nijaka i dość szybko się o niej zapomina, chociażby ze względu na nieliniowość gry. Pojawiają się w niej wątki romantyczne, komediowe i nawet polityczno-religijne, ale wszystko jest tu przedstawione w tak lekkostrawny sposób, że ma się wrażenie jakby gra była głupsza niż jest naprawdę. FFX-2 w świetny sposób prezentuje to, co się dzieje w społeczeństwie Spiry po upadku religii, która dotychczas była jej podstawą. Świątynie poprzeistaczały się w atrakcje turystyczne, powstał konflikt między frakcjami politycznymi chcącymi odpowiednio powrócić do starego porządku lub stworzyć nowy, oparty na wiedzy i maszynerii. A między tym wszystkim kręcą się NPCe, którzy nie bardzo potrafią się odnaleźć w tym nowym, dynamicznym świecie. Final Fantasy X-2 jako próba przedstawienia zmian wywołanych sekularyzacją – macie temat na rozprawkę z WoSu.

FFX-2 zmieniło nie tylko motyw przewodni i tematykę. Kompletną zmianą jest też system walki. Do dyspozycji dostajemy zaledwie trzy grywalne postaci, które mają do dyspozycji ogromną ilość klas. W wersji International do naszej drużyny możemy dokooptować złapane stworki (czasem pod postacią znajomych NPCów), ale niestety nie możemy kontrolować ich czynności. Wracając do naszych dziewcząt, mogą one zmieniać klasy, dla niepoznaki nazwane w grze ‘Dresspheres’. Się znaczy dziewczyny zmieniają ubranka z każdym razem kiedy zmieniają klasę. Możemy nawet oglądać animację tej zmiany, rzewnie wspominając Sailor Moon i inne ukochane Magical Girls, ale wierzcie mi, że nudzi się to już po pierwszej walce. A właśnie! Klasy możemy zmieniać w trakcie i poza walkami. Nasze dresspheres montujemy w konstrukcjach zwanych Garment Grid, które dodają naszym heroinom rozmaite bonusy, a kiedy zmieniamy klasy w trakcie walki, odblokowujemy dodatkowe właściwości GG.

FFX-2_HD

Sama walka jest tak szybka, jak nigdy wcześniej w Final Fantasy. Jest to system oparty na starych, dobrych paskach ATB, które dodatkowo odnotowują czas, który nasze bohaterki potrzebują do odpalenia ataku czy użycia przedmiotu. Postaci atakują jednocześnie, dlatego często zdarza się, że ataki wzajemnie się anulują. Jedynym mankamentem jest kolejkowanie czynności, które potrafi zatrzymać akcję na kilkadziesiąt sekund. Szkoda, że remaster nie był w stanie rozwiązać tego problemu.

Niemal od początku gry mamy dostęp do całej mapy świata. Oznacza to, jak już wcześniej wspomniałam, że możemy zwiedzać Spirę wedle własnego widzimisię, niezależnie od głównego wątku. Towarzyszą nam rozmaite sidequesty (tym razem z cennymi nagrodami, bo tymi są kolejne kiece dla naszych dziewoj!) i masa pobocznych zadań w stylu ‘zeswataj NPCów’, ‘hoduj Chocobosy’, czy też nowa minigierka zwana Sphere Break, która – o zgrozo – wymaga podstawowej znajomości matematyki. Wszystko to jest lekkie i przyjemne o ile nie gramy dla nieszczęsnych 100%.

 Teraz coś z Last Mission.

Graficznie gra jest wprost proporcjonalna do tego, co prezentował sobą oryginał – troszkę taniej wyglądająca wersja FFX. Jest tu dużo skopiowanych z poprzedniej gry miejscówek i postaci, oraz kilka nowości, które nie porywają. Muzyka pozostaje niezmieniona z oryginalnej gry, skomponowanej przez Noriko Matsuedę i Takahito Eguchiego. Ta zawsze mi się bardzo podobała przez lekki, jazzujący charakter i zbrodnią nazywam fakt, że Noriko Matsueda przestała komponować muzykę do gier po fali krytyki opierającej się na jakże solidnym argumencie, że ‘to nie jest Uematsu!’. Matsueda co prawda nigdy nie potwierdziła powodu swojej wczesnej emerytury, ale jej ostatnią (notabene piękną) pracą było Piano Collections do FFX-2. Chwilami nienawidzę swojego hobby.

Wersja International Final Fantasy X-2 została wzbogacona o kilka nowych klas (równie silnych co głupich), nowe Garment Grid i Creature Creator, czyli wspomniane wcześniej potworki, z którymi walczymy, hodujemy i ostatecznie rozwiązujemy wielki i monotonny sidequest. Ostatnim dodatkiem jest Last Mission, czyli epilog gry w którym dziewczęta wspinając się po gigantycznej wieży, rozmawiają o swoich troskach, a my gramy w roguelike. Tak jest, FFX-2: Last Mission to roguelike, w którym jedna z naszych bohaterek tłucze rozmaite bestie, może nosić ze sobą ograniczoną ilość przedmiotów i co jakiś czas rozprawia się z bossami. Mówiąc szczerze gra szybko mi się znudziła, a jedyną radością były zadziwiająco życiowe dialogi bohaterek (nie mają czasu się spotykać, bo życie!) i bardzo jazzująca muzyka.

FFX-2_Last_Mission

Uwielbiam Final Fantasy X-2 z wielu powodów. Z tych solidnych to przede wszystkim system walki, który jest ekscytujący i potrafi zaskoczyć nawet po wielu godzinach gry. Drugą część dziesiątki lubię jednak przede wszystkim za to, że robi wszystko z przymrużeniem oka. Poważna tematyka oryginalnej gry została zastąpiona kiczem rodem z lat 70. ubiegłego wieku, głównymi bohaterkami są trzy one (a wiecie jaka to teraz wiekopomna chwila kiedy doczekamy się jednej), a do tego dochodzą dyskursy socjologiczne na temat życia jednostki po ogromnych przemianach w społeczeństwie… choć przyznaję, że trzeba być nerdem, żeby to zobaczyć. Poza tym gra jest wesoła, głupawa i stanowi idealną przeciwwagę dla smętu jakim było Final Fantasy X.

Jeśli należycie do tej grupy nieszczęśników, którzy wiele lat temu odrzucili X-2 przez to, jak daleko odeszła od głównej serii, zaklinam Was – dajcie tej grze drugą szansę. Kolejnego tak fajnego, wesołego i luźnego fajnala możemy już nie doczekać.

Reklamy

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s