Final Fantasy XIII, czyli jak stracić fanów i zrazić do siebie graczy

final fantasy xiii recenzjaNadeszła ta wiekopomna chwila. Po latach pasywnie-agresywnego narzekania na Final Fantasy XIII, postanowiłam nareszcie poświęcić tej grze osobny wpis. W końcu pomimo wielu problemów z sequelem, lubiłam Final Fantasy XIII-2, więc z pewnością moje jojczenie na temat pierwszej gry jest przesadzone, prawda?

Na dobry początek muzyka, bo troszkę się dziś rozgadałam.

Final Fantasy XIII jak każda gra z serii od czasów X-2, rodziła się długo i w bólach. Początkowo trzynastka miała wyjść na zasłużone PS2, ale pozytywny odbiór dema technicznego Playstation 3 przesądziło, że gra ukaże się na tej konsoli. Gdzieś po drodze był skandal związany z tym, że gra oprócz PS3 ukaże się też na Xboxie 360 (bo jakże to tak! Zdrada! Dajcie mego konia!), ale sprawa jakiś czas później rozeszła się po kościach. SE stworzyło swój własny silnik graficzny zwany Crystal Tools, dlatego proces wydania gry miałby być znacznie przyspieszony! Nie wspominając już o tym, że tworzenie FFXII szło jak po maśle, dlatego wszystko powinno było pójść szybko i gładko. Nie poszło. O ile pierwsze prace nad trzynastką rozpoczęły się w 2004 roku, to musiało minąć niemal sześć lat zanim gracze mogli położyć na niej swoje spocone paluchy. Możecie sobie tylko wyobrazić jak długie lata przeciągania i obiecywania mogły wpłynąć na hype otaczający grę. Ale Square Enix już się nauczył, że tak długie cykle między kolejnymi grami są szkodliwe dla odbioru produktów i z pewnością nie powtórzą tego błędu!

Tak czy inaczej Final Fantasy XIII ukazało się w Japonii w grudniu 2009 roku, a w reszcie świata w marcu 2010 i wywołało ogromne i zaskakująco skrajne emocje. Nie da się ukryć, że Final Fantasy XIII jest piękną grą. Wiadomo, że pewne tekstury się znieświeżyły, ale nawet dziś i nawet na okropnym PCtowym porcie gra imponuje rozmachem. Lokacje są niesamowite, postaci pięknie animowane, a filmiki zapierają dech w piersiach, jak to w serii Final Fantasy. Rzecz w tym, że poza pięknymi widoczkami i imponującą ścieżką dźwiękową (po raz pierwszy wykonywaną na żywych instrumentach), Final Fantasy XIII ma niewiele do zaoferowania. Zanim rzucicie się na mnie z pazurami, pozwólcie, że rozwinę myśl.

final fantasy xiii ps3 pc

Fabularnie Final Fantasy XIII jest złe. Po prostu. Nie chodzi o to, że historia jest nieciekawa, ale nie da się jej zrozumieć bez czytania dodatkowych materiałów. A jak to pięknie powiedział pan Plinkett w swojej recenzji The Phantom Menace, nie liczą się książki, tylko [gra]. Może w przeciwieństwie do niego przeczytałam w życiu parę książek, ale niczego z serii Final Fantasy XIII nie zamierzam. Problem w tym, że bez dodatkowej czytanki w postaci Datalogu, czyli zamieszczonej w grze małej biblioteczce, zrozumienie fabuły FFXIII jest niemożliwe. Postaci latają po świecie bez większego sensu, zmieniają motywacje co pół godziny i nie bardzo wiadomo jaki jest odgórny cel tego wszystkiego. Można się domyślać, że o ratowanie świata, ale nie do końca wiadomo po co. Spróbujmy sobie to jednak opisać.

Opowieść ma miejsce na Cocoon, sztucznej planecie na której żyją sobie ludzie skazani na łaski istot o niemalże boskich mocach zwanych fal’Cie. Cocoon unosi się nad planetą zwaną Gran Pulse, lub po prostu Pulse. Fal’Cie zapewniają mieszkańcom Cocoon to, że ich sfera unosi się nad Pulsem zamiast na niego zlecieć, oraz wodę i światło, ale za pewną cenę. Z bliżej niewiadomych przyczyn mają oni możliwość naznaczania ludzi jako swoich sługów i w zamian za ogromną moc, dają takim wybrańcom “Focus”, czyli zadanie do wykonania. Trudność polega na tym, że taka osoba nie wie na czym polega zadanie i jako wskazówkę dostaje jedynie niejasną wizję. Jeśli jakimś cudem szczęściarz wykona swoje zadanie, zmienia się w kryształ i ma przyobiecane wieczne życie. Jeśli nie podoła, zmienia się w bezmyślne, zmutowane stworzenie zwane Cieth. Ach, nie wspomniałam, że tacy naznaczeni (dosłownie, bo tatuażami), nazywają się l’Cie. Pech chciał, że niejaka Serah Farron zostaje naznaczona jako właśnie taki szczęśliwiec. Jeszcze większy pech natomiast chciał, że jej siostra Lightning postanawia postawić cały porządek światów przewrócić do góry nogami byle tylko siostrę odzyskać. Lightning po drodze spotyka zgraję równie zdesperowanych postaci, które w końcu łączy wspólny los.

final fantasy xiii pc ps3

Być może powiem coś zaskakującego, ale kiedy pierwszy raz grałam w FFXIII, byłam pod wrażeniem postaci. Final Fantasy dotychczas nie miało tak skonfliktowanych i moralnie niejasnych bohaterów, a bardziej animowe stereotypy. Pod tym względem wyróżniało się FFVI, ale tam z kolei postaci było zbyt dużo żeby można było je odpowiednio rozbudować. Bohaterowie trzynastki są tymczasem pod tym względem bardzo interesujący… przez pierwszych kilka godzin gry. Potem ich motywacje giną gdzieś w natłoku wymyślonych słów, a decyzje, które podejmują stają się coraz mniej logiczne (bo były częściowo wytłumaczone w datalogu!). W przeciwieństwie do większości graczy najbardziej odpowiadały mi pierwsze godziny FFXIII – wtedy miało miejsce fajne przeskakiwanie między postaciami, którymi sterowaliśmy (a’la FFVI), a i człowiek miał naiwną nadzieję, że wszystko jest dopiero przed nim.

Rozgrywka w Final Fantasy XIII jest drugim największym mankamentem tej produkcji. Gra jest upiornie liniowa, bardziej niż poprzedniczki. O ile FFX otwierało się pod koniec, to trzynastka oferuje nam jedną otwartą lokację (również bliżej końca), w której największą rozrywką jest wykonywanie identycznych dodatkowych misji polegających na tłuczeniu stworzeń. Gra nie oferuje żadnych minigierek, sekretnych miejscówek, czy nawet możliwości powrotu do wcześniej odwiedzanych miejsc. Jak pewnie wiecie, w grze nie ma jako takich “miast”, czyli miejsc, w których gracz może sobie kupić nową broń i pogadać z NPCami. Zamiast tego nowe bronie zdobywa się w sklepie dostępnym przy każdym save poincie, a NPCe szwędają się w losowo wybranych miejscach.

final fantasy xiii pc ps3 Palamecia

System walki jest mocno dyskusyjny. W dużym skrócie polega on na tym, że kierujemy tylko jedną postacią, na pozostałe możemy wpływać tylko poprzez zmianę ich klasy. To odbywa się dzięki systemowi Paradygmatów, czyli zmiany klas wszystkich trzech postaci w czasie rzeczywistym. Bohaterowie mają do dyspozycji klasy takie jak typowy wojownik, tank, mag i klasy wspierające. Celem (oprócz wiadomego zatłuczenia wroga) jest doprowadzenie przeciwnika do stanu “break”, w którym przyjmuje on więcej obrażeń i nie jest w stanie się bronić. To jest natomiast możliwe tylko poprzez odpowiednie naładowanie paska odpowiadającego za ten pseudo status. Żeby doprowadzić do “złamania” przeciwnika należy odpowiednio żonglować paradygmatami. Wszystko to brzmi fajnie i interesująco dopóki człowiek nie zda sobie sprawy, że każda walka wygląda dokładnie tak samo. Przez czterdzieści godzin. Nie pomaga również system rozwoju postaci kryjący się pod postacią ładnie wyglądającego Crystarium, czyli trójwymiarowego Sphere Grid bez możliwości jakiegokolwiek wpływu na rozwój postaci. Gracz ma za zadanie przytrzymać przycisk dopóki postać nie dotrze do odpowiedniego kryształka reprezentującego umiejętność bądź punkty życia/magii/siły/itp.

Final Fantasy XIII to długaśna gra, w której powtarzamy te same czynności przez kilkadziesiąt godzin z przerwami na bełkoczące scenki z postaciami, które nie do końca rozumiemy. Tak jak wspomniałam, wszystko to odbywa się w pięknych okolicznościach przyrody. Grafika jest piękna i płynna (dzięki tym wszystkim pozamykanym lokacjom), a muzyka orkiestralna i skomponowana przez Masashiego Hamauzu. Gra sama w sobie jest jednak monstrualnie nudna, bo nie angażuje gracza tak jak poprzedniczki. Wręcz przeciwnie, poprzez niejasny scenariusz wymagający doczytywania zewnętrznych publikacji (bo Datalog nie tłumaczy wszystkiego!) i zautomatyzowanie większości rozgrywki, gracz jest wręcz alienowany. I to chyba jest największy błąd, jaki gra może popełnić. Miejmy nadzieję, że piętnasta finalna fantazja nie pójdzie w tym kierunku, bo jak na razie popełniała wszystkie błędy trzynastki, ale na jeszcze większą skalę. Jak będzie teraz? Czas pokaże!

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Final Fantasy XIII, czyli jak stracić fanów i zrazić do siebie graczy

  1. No nie wiem, ja się tam trochę zgadzam z autorką. Zaczęłam grac w FFXIII bo to kolejny Final i graficznie jest piękny. Nie można się napatrzyć. Jednakże albo przez mój brak koordynacji psycho-ruchowej bądź przez fakt, że jednak seria Final Fantasy zawsze kojarzyła mi się z kontrolowaniem każdej postaci i wybieraniem komend, strasznie męczył mnie system walki. Walki z bossem ciągną się w nieskończoność, bo jakoś do tego breaka nie mogę dotrzeć bezproblemowo. Co do fabuły: nie doszłam daleko bo grałam tylko z jakieś parę godzin (i przez system walki mam dość tej gry), jednak nie bardzo ja rozumiałam. Na początku samym wydawało mi się, ze kumam , jednak za chwilę już nie wiedziałam co się dzieje. A dataloga nie bardzo chcę mi się czytać:P Może jeszcze wrócę do tej gry jak się przekonam.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s