Trauma Team – najlepsza gra Atlusa, w którą nigdy nie graliście

trauma team wiiJak pewnie podejrzewacie, po drugim dniu września nie odklejam się od Vity, żeby zarzucić Was swoimi wrażeniami z najnowszej Drogiejplomby vel Danganronpy. Coby nie zostawiać Was do tego czasu samopas, opiszę Wam grę, która jest najsmutniejszym przypadkiem Atlusa. Tak, tego od Personów i innych Tensejów.

Trauma Team to gra na Wii, która została wydana w pięknym roku 2010 jako odświeżenie zasłużonej serii Trauma Center. O ile Trauma Center polegała wyłącznie na operowaniu, Trauma Team pozwala graczowi zagrać aż w sześciu specjalizacjach: chirurgii, pierwszej pomocy, ortopedyce, endoskopii, diagnostyce i medycynie sądowej. Po drodze pojawia się magiczna, (niemalże) nieuleczalna choroba, banda sympatycznych postaci i zaskakująco dobrze napisana fabuła.

trauma team forensics

Rzecz dzieje się w niedalekiej przyszłości w Resurgam First Care, jednym z wielu szpitali w Stanach Zjednoczonych. Pracują tu między innymi dr Maria Torres (zwana latynoską Chie), specjalistka od pierwszej pomocy, Gabriel Cunningham – diagnostyk, Hank Freebird – ortopeda, Tomoe Tachibana – specjalistka od endoskopu, a dołącza do nich młodziutki chirurg znany pod swoim numerem więziennym – CR-S01. Ostatnią osobą w grupie jest znana z Trauma Center: Second Opinion Naomi Kimishima, która zajmuje się medycyną sądową. Każda z postaci ma własną ścieżkę fabularną, po których przejściu otrzymujemy wielki finał w którym bohaterowie łączą siły w walce z ostatecznym wrogiem, magicznym wirusem.

Jak już wspomniałam, fabularna warstwa Traumy Team jest zaskakująco solidna. Poprzednie gry z serii były śmieszne ze swoimi wirusami i przedramatyzowanymi zwrotami akcji, a Trauma Team jest poprowadzona w bardziej poważną stronę. Wciąż pojawiają się niedorzeczności w postaci ortopedy, który po godzinach robi za superbohatera, czy dwudziestoczteroletni wykwalifikowany chirurg z wyrokiem 250 lat więzienia, ale mimo to Trauma Team jest bardziej ugruntowana w rzeczywistości niż poprzednie gry. Bohaterowie są ludzcy, a ich przeżycia są autentycznie przejmujące.

trauma team forensics

Rozgrywkowo Trauma Team jest, moim zdaniem, najlepsza z serii. W zasadzie poza pozbawieniem limitu czasu chirurgia nie zmieniła się zbytnio wobec poprzednich gier. Znowu mamy magiczne zielone płyny, które dezynfekują wszystko i dodają pacjentowi sił, a my mamy się martwić o wycinanie guzków i robienie odpowiednich wzorków ze szwów. Pierwsza pomoc jest bardzo fajną wariacją tego systemu. Do dyspozycji dostajemy zaledwie cztery przyrządy i musimy ustabilizować stan pacjenta na tyle, żeby można było go przewieźć do szpitala. Dowcip polega na tym, że pacjentów zazwyczaj mamy kilku i musimy pilnować stanu każdego z nich. Dla odmiany ortopedyka polega na spokojnym i konsekwentnym wycinaniu fragmentów kości i utrzymywaniu równego tempa. Endoskopia polega na lawirowaniu po organizmie pacjenta i likwidowaniu problemów od wewnętrz. Głównym problemem tej specjalności jest niezgrabne sterowanie, które utrudnia grę. Nie zdarzyło mi się dostać wyższej oceny niż B w tej specjalności (inna sprawa, że posysam w niej okrutnie).

Diagnostyka i medycyna sądowa są zupełnymi nowościami w serii, bo są w zasadzie wizualnymi nowelami. W pierwszej doszukujemy się przyczyn złego zdrowia pacjenta na podstawie wywiadu i badań, a w drugiej niczym prawdziwy detektyw doszukujemy się przyczyn zgonu. Jako wielki fan wizualnych nowel jestem zachwycona tymi trybami gry i byłabym przeszczęśliwa gdyby jakaś dobra dusza jeszcze kiedyś do nich powróciła, bo zarówno Gabe, jak i Naomi są fantastycznymi postaciami i chętnie porozwiązywałabym z nimi kolejne sprawy. Z wywiadów wynika, że te dwa ostatnie tryby rozgrywki zostały wprowadzone głównie na prośby amerykańskiego oddziału Atlusa i przesyłam im za to wielkie podziękowania.

trauma team first response

Wizulanie Trauma Team jest świetnie przemyślana. Wii kobyłą graficzną nigdy nie było, więc do sprawy trzeba było podejść z pomysłem. Tryb fabularny TT prezentuje się zatem jak komiks (z pięknymi projektami postaci Masayukiego Doi, który niedawno pracował przy SMT IV), a w trakcie rozgrywki pokazuje nieco uproszczoną grafikę znaną z poprzednich gier. Krew wygląda jak galaretka, więc nawet jeśli jesteście pod tym względem wrażliwi, “cielesne” sprawy nie powinny Was odstraszać w tej grze.

Dźwiękowo to także jest najsilniejszy tytuł z serii. Muzykę skomponowali Atsushi Kitajoh, Ryota Koduka i Shoji Meguro, czyli najsilniejszy skład Atlusa, a i dubbing gry stoi na bardzo wysokim poziomie. Szczególne wyrazy uznania należą się tu Travisowi Willinghamowi, który najwyraźniej świetnie się bawił nagrywając dialogi doktora Cunninghama, ale pozostali aktorzy także zagrali na bardzo wysokim poziomie.

Trauma Team jest bezapelacyjnie moją ulubioną grą z serii i na Nintendo Wii, nijakie Xenoblade może się schować. Mamy tu komplet: zróżnicowaną i udaną rozgrywkę, interesującą fabułę i postaci, a wszystko zapakowane w odpowiednio wystylizowaną oprawę audiowizualną. Teraz zaś smutny epilog: Trauma Team nigdy nie została wydana w Europie, a w Stanach Zjednoczonych sprzedała się w porażającej ilości 11 tysięcy egzemplarzy, zabijając serię raz na zawsze. Czekając na najnowszą część symulatora waifu z RPGiem w tle, wspomnijcie przez chwilkę tę zabawną serię gier, w której walczyło się z kosmicznymi wirusami, a ja idę utopić smutki w szklance i Danganronpie.

Advertisements

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s