Zero Escape: Virtue’s Last Reward – recenzja

Zero Escape: Virtue's Last Reward recenzjaPrzejście tej gry zajęło mi 22 godziny. Określenie tego, czy mi się podobała – dzień. Opisanie tego w sposób wykluczający spoilery natomiast kolejne dwa dni. Kontynuacja 999: Nine Hours, Nine Persons, Nine Doors, gry, która jest pełna niespodzianek, nie zawodzi i jest nimi z kolei naszpikowana do nieprzyzwoitości.

Tradycyjnie muzyka Shinjiego Hosoe na zagrychę. Mam nadzieję, że w następnej części powróci do troszkę bardziej dynamicznych melodii, bo ambient mnie znużył.

Sigma, główny bohater gry, to przeciętny dwudziestoparolatek będący studentem. Kiedy biedaczek pracuje nad spóźnionym esejem, zostaje porwany przez niejakiego Zero. Po przebudzeniu ląduje w ogromnym magazynie, z którego może się wydostać tylko po otwarciu drzwi z namalowanym farbą numerem dziewiątym. Oczywiście nie jest to takie proste i Sigma będzie musiał rozwiązać mnóstwo zagadek, poznać abstrakcyjne koncepcje natury filozoficznej i zdecydować komu może ufać zanim w końcu opuści to miejsce.

Poznajcie najlepszą postać w grze.

Virtue’s Last Reward może i jest pozbawione narracyjnych dłużyzn z 999, ale to nadal niesamowicie długa Visual Novel. Moje dwadzieścia kilka godzin to wynik poniżej średniej głównie z tego powodu, że napastowałam X jak tylko mogłam, a zagadki rozwiązywałam na papierze. Niestety, wielokrotnie przechodzi się tutaj przez bardzo podobne wydarzenia, które ze względu na minimalne różnice są nie do przeskoczenia. Na całe szczęście końcówka gry gna na złamanie karku i nie ma tu większych dłużyzn czy przestojów.

Jak na sequel przystało, VRL jest większe od poprzedniczki pod każdym możliwym względem. Większe jest miejsce uwięzienia, stawka też wzrosła, a i postaci zdaje się być więcej. Wizualnie też się pozmieniało – bohaterowie zyskali trzeci wymiar, ale stracili przez to mnóstwo uroku. Designy Kinu Nishimury powinny jednak zostać w dwóch wymiarach.

Będę szczera: Virtue’s Last Reward nie podobało mi się nawet w połowie tak, jak 999. Postaci są znacznie słabsze niż w pierwszej grze, ich motywacje też do mnie nie przemówiły, a nawet główna intryga spłynęła po mnie jak po kaczce. Pojawiają się tu plot twisty, których mało kto się spodziewa, ale oprócz chwilowego zdziwienia nie wywołały u mnie większej reakcji. Żeby nie było wątpliwości – to wciąż solidnie napisana gra, w której większość rzeczy ładnie się splata i tworzy spójną historię. Szkoda tylko, że nie wyszło to tak dobrze, jak w pierwszej grze.

Kolejną rzeczą, która nie wyszła tak dobrze, jak w 999, są zagadki. Nie da się ukryć, że są bardziej skomplikowane, ale przy okazji stały się znacznie mniej spójne z historią i przyłapałam się na tym, że nie czułam motywacji do ich rozwiązywania. Poza tym wielki magazyn nie ma tego samego uroku jak gigantyczna łódź, na której utknęli bohaterowie poprzedniej gry.

Wielką zmianą jest pojawienie się głosów postaci. Nie wiem co myślało sobie Rising Star Games wybierając japońską ścieżkę językową jako jedyną dostępną w europejskiej wersji gry, ale popełnili błąd. Dawno nie słyszałam tak nijakiej i niestrawnej gry seiyuu. Dla odmiany angielski dubbing stoi na bardzo wysokim poziomie i polecam go bez wahania.

Poznajcie drugą najlepszą postać w grze.

Słyszę, że gra ma straszne problemy ze sobą na 3DSie. A to się bidna wiesza, a to zapisywanie stanu gry w trakcie zagadek może wywołać utratę tegoż zapisu. Vita, na której grałam, nie ma większych problemów, chociaż jajo można znieść przez bardzo niezręczną kamerę i niezgrabne paluchy, które nie potrafią trafić w to, co człowiek chce.

Mam problemy z Virtue’s Last Reward, ale z utęsknieniem będę czekać na kolejną odsłonę tej serii. Jeśli korci Was zagranie w dobrą Visual Novel to w Zero Escape możecie walić w ciemno. Są to najlepsze gry tego typu na rynku anglojęzycznym. Jeśli natomiast chcecie wypróbować Virtue’s Last Reward to zagrajcie najpierw w 999. Wydarzenia z pierwszej gry są bezpośrednio powiązane z tym, co się dzieje w sequelu i będziecie mieć większą frajdę z gry. No i koniecznie sobie sprowadźcie amerykańską wersję, bo ta wyłącznie japońska wersja językowa w wydaniu europejskim to dramat.

Kilkunastominutowe anime robiące za reklamę gry. Jest brzydkie i wprowadza w błąd, ale oferuje próbkę dubbingu.

Reklamy

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s