Atelier Ayesha: The Alchemist of Dusk – recenzja

atelier-ayesha recenzjaPrzygody Ayeshy są moim pierwszym zetknięciem się z serią Atelier. Do tego czasu wiedziałam o serii tylko to, że są tam alchemia, ograniczenia czasowe i niepokojąco dziecinne projekty postaci. W końcu wiadomo, że kiedy Japończycy robią z małych dziewczynek główne postaci, to należy uważać.

Tytułowa bohaterka dzisiejszej gry toczy samotny żywot w malutkiej pracowni, gdzie wytwarza leki. Kiedy podczas wizyty na grobie młodszej siostry świetnie ubrany pan w średnim wieku uświadamia Ayeshę, że wspomnianą dziewczynkę można uratować, ta rzuca wszystko w celu odnalezienia rodziny. Ma na to cztery lata, po których przygoda się kończy w sposób zależny od wyników naszych poszukiwań. Nie ma tu jednak zbyt napiętego grafiku, tak więc możemy spędzić cztery lata na poszukiwaniu rzadkich materiałów lub poznawaniu przygód co bardziej przyjaznych osób żyjących w różnych miastach i wciąż zdążyć odnaleźć małą Nio.

Być może to kwestia mojego zaawansowanego wieku, ale świat Ayeshy mnie oczarował. Nie ma tu dramatów w stylu grożnej wszechreligii czy zagrażającego monstrum, które może w każdej chwili zniszczyć planetę. Zamiast tego mieszkańcy tego dość pustego świata martwią się tym, jak związać koniec z końcem. Bohaterowie nie są zbyt skomplikowani, ale da się ich lubić. Właściwie wśród nich wszystkich najsłabiej wypada dość nijaka główna bohaterka, którą charakteryzują naiwność i ograniczona pierdołowatość.

Fani serii bali się, że nikt nie zastąpi Mela Kishidy, ale prace Hidari bardziej mi się podobają.

Skupiłam się na fabule i świecie, bo to one są kręgosłupem gry. Rozgrywka jest właściwie tylko otoczką dla (prostych, ale uroczych) wydarzeń. Chodzi się w jej ramach po różnych lokacjach, zbiera materiały do syntezy, walczy ze stworzeniami i odkrywa nowe miejsca. System walki jest zrobiony kompetentnie, ale nie wyróżnia się niczym szczególnym.

Synteza, czyli tytułowa alchemia jest tu najbardziej skomplikowanym tworem i sprawia sporo frajdy. Ayesha jest w stanie wytworzyć wiele przedmiotów: od chleba zaczynając, przez akcesoria przechodząc, na ładunkach wybuchowych nie kończąc. Wyjątkiem od reguły są bronie, które z niewiadomych przyczyn trzeba kupować lub wyciągać z pozostałości naszych przeciwników.

Trudność, a jednocześnie największa radość w alchemii płynie z kontrolowania właściwości wytwarzanych produktów. Zdarzają się questy typu: “stwórz zupę z zawartością ostrej papryczki, która nie zdradza swojej zawartości wyglądem ani zapachem”. Szkoda tylko, że takie prośby pojawiają się rzadko, bo można by na nich zbudować zupełnie wyjątkową grę.

Jestem pod wrażeniem otoczki audiowizualnej Atelier Ayeshy. Gust ma ograniczone środki, ale udało im się stworzyć jedne z najładniejszych modeli postaci, jakie zdarzyło mi się oglądać. Minusami są natomiast brak synchronizacji dźwięku z ruchem ust postaci, nijakie lokacje oraz paskudne chwilami spadki prędkości grafiki. Ayesha samotnie śmiga po lesie z prędkością ponad 50 klatek na sekundę żeby w mieście spadać do kilkunastu. Małe to to, a drażni. Dubbing jest znośny, słyszałam lepsze i gorsze. Najbardziej drażni głos samej Ayeshy, której aktorka ciągle mówi nienaturalnie podwyższonym tonem (bo tak mówią siedemnastolatki?). Muzyka natomiast jest fantastyczna, nie spodziewałam się takiej różnorodności i melodyjności od tej serii. Polecam przesłuchanie co najmniej kilku nagrań.

Nie wypowiadam się na temat waifus, natomiast jestem zadowolona z prezentowanych husbandos w Ayeshy. Oprócz eleganckich panów w średnim wieku do wyboru są jeszcze kupcy, artyści, barmani i łowcy.

Wbrew temu, czego mogliście się naczytać w internetach, seria Atelier nie jest robiona przez i dla degeneratów z pedofiliskimi skłonnościami (ciekawe kto wyląduje na blogu dzięki tym słowom kluczowym). Ayesha jest jedną z najbardziej uroczych gier, w jakie miałam okazję zagrać, nie ma w niej nawet macek i majtek na widoku. Zdarzają się tradycyjne sceny w łaźniach, ale nie przekraczają granicy dobrego smaku.

Atelier Ayesha: The Alchemist of Dusk balansuje na poziomie dobrej i bardzo dobrej gry. Z jednej strony mamy tu ciekawe podejście do zmęczonego gatunku poprzez alchemię jako podstawy rozgrywki, z drugiej gra niepotrzebnie trzyma się tradycyjnego systemu walki. Wszystkie elementy są jednak na tyle solidne, że nie bardzo jest się czego czepiać. Jeśli macie ochotę odpocząć od nadętych jRPGowych herosów i spędzić czas w towarzystwie kupców, pasterek i im podobnych, to Atelier Ayesha jest solidnym wyborem.

Reklamy

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s