Powspominajmy: seria Ace Attorney

Niedawno dotarło do mnie, że istnieją gracze, którzy nigdy nie zapoznali się z serią Ace Attorney. Kochani, żarty żartami, ale rzućcie wszystko, czym się zajmujecie (o ile to nie dzieci/zwierzątka) i nadrabiajcie. W pięciu punktach opowiem, co Was ominęło.

Będzie tego trochę, więc uzbrójcie się w muzykę.

1. Sądownictwo a’la anime
Jak sama nazwa wskazuje, w większości gier z serii Ace Attorney wcielamy się w adwokata. Właściwie to tyle, jeśli chodzi o podobieństwa do systemu sądownictwa na świecie, bo nasz bohater jest na ogół niekompetentnym bałwanem, sędzia jest tak zniedołężniały, że wierzy w każdą głupotę, a prokurator to zazwyczaj zło wcielone. Gracz nie tylko przebywa na sali sądowej wykłócając się z prokutarem i sędzią, ale prowadzi także samodzielne śledztwo, podkradając policji dowody i przesłuchując świadków. Brzmi być może poważnie, ale wierzcie mi, że nie jest.

2. Bohaterowie barwniejsi od Parady Równości w Berlinie
Jeśli myśleliście, że bohaterowie Final Fantasy mają śmieszne stroje i zachowują się jak primabaleriny, to przygotujcie się na lekki wstrząs. Postaci w Ace Attorney są tak niedorzeczne i przerysowane, że przedstawiciele władzy publicznej przy nich bledną. Standardem w tym świecie jest prokurator w garniturze o kolorze fuksji z licznymi falbankami u szyi, spiritystyczne media w tradycyjnych ubiorach oraz świadkowie w najbardziej niedorzecznych kostiumach, którzy przestają dziwić mniej więcej pod koniec pierwszej gry.

3. Więcej żartów i gier słów niż w polskim parlamencie!
Już imiona bohaterów to mniej lub bardziej zabawne gry słów (Phoenix Wright? Apollo Justice??), a tymczasem cały świat tych animowych prawników jest przesiąknięty żartami i przedziwnymi sytuacjami! Na przykład wiecznie spłukany Phoenix jest zmuszony kupować za ostatnie pieniądze hamburgery dla swojej asystentki, w międzyczasie kontynuując swój żmudny quest w poprawianiu ludzi, którzy błędnie nazywają drabiny. Tak, drabiny. Każda z postaci, która pojawia się w tych grach ma swoje własne spaczenia, a i sytuacje, w które się wplątują, są niemniej dziwne i zabawne. Wszystko to jest na ogół okraszone sarkastyczną narracją naszego relatywnie normalnego bohatera. Zresztą sami zobaczcie.

4. Mnóstwo serca
Na tym etapie mojego opowiadania pewnie rysuje Wam się obraz niemrawego slapsticku, czegoś w stylu współczesnych polskich kabaretów. Tymczasem nie dość, że postaci i wydarzenia są autentycznie zabawne, to tych bohaterów bardzo szybko zaczyna się lubić, a na pewnym etapie zaczynamy się przejmować ich losami. A te potrafią być dramatyczne, jak na sądownictwo przystało. Mogę się bez większego uszczerbku na dumie przyznać, że uroniłam parę łez podczas grania. Mało tego, zdarzało mi się wybałuszać oczy z wrażenia i nawet oddawać się zadumie nad dalszymi losami co poniektórych postaci. Ace Attorney kocha własny świat oraz postaci miłością pierwszą, co daje sie odczuć już po paru minutach gry.

5. Oprawa, która nadaje sali sądowej wyjątkowy charakter
W Ace Attorney pojawiają się najładniejsze i najbardziej ekspresywne sprite’y, jakie w życiu widziałam. Ich miny, reakcje i zachowania są cudownie animowane i podziwianie ich to prawdziwa gratka. Jakby tego było mało, muzyka w serii ma skłonność do wżerania się w mózg i nie puszczania dopóki wszyscy Wasi znajomi nie usłyszeli jak ją nucicie. Nie będę wymieniać kompozytorów do konkretnych części, ale nad grami pracował między innymi Noriyuki Iwadare, znany chociażby z Grandii.

Mój husbando i jego nieograniczona ilość kubków kawy. Źródło.

Załóżmy, że Was zachęciłam, gdzie tu zacząć? Najlepiej by było od pierwszej gry, która zwie się Phoenix Wright: Ace Attorney i ma kilka wersji na różne konsole. Najłatwiej jest chyba nabyć wydanie na Wii Ware, chociaż ideałem byłoby zdobyć wersję na Nintendo DS (ale coraz trudniej jest ją znaleźć w nie horrendalnych cenach).

W sumie na DSa wyszło sześć gier z serii, w tym trzy części przygód Phoenixa, jedna Apollo Justice i dwie troszkę inne bestie zwane Ace Attorney Investigations, których bohaterem jest faworyt fanów – Miles Edgeworth. Druga część jego przygód nie doczekała się lokalizacji, czego do dziś nie potrafią przeboleć fani serii.

Zakładając, że nie mamy kieszeni bez dna, które części warto kupić w pierwszej kolejności? Zdecydowanie należy zacząć od pierwszej części przygód Phoenixa. Według części fanów jest to najlepiej napisana część i zdecydowanie najlepszy moment na zapoznanie się z tym przedziwnym światem. Osobiście bardzo polecam trzecią grę o podtytule Trials and Tribulations, która ma bardzo długą i dramatyczną ostatnią sprawę, moją ulubioną z całej serii. Mam też ogromną słabość do Apollo Justice: Ace Attorney, która jest chyba najbardziej doszlifowaną częścią pod względem lokalizacji, a i wygląda najlepiej ze wszystkich gier. Nie znaczy to jednak, że pozostałe gry są słabe i jeśli jakąś wypatrzycie na wyprzedaży, to łapcie bez wahania.

Starałam się zawrzeć urok tej serii w jak najmniejszej ilości słów. Nie udało mi się to w ogóle, ale mam nadzieję, że jeśli jeszcze nie graliście w te cudeńka, to czujecie się do nich zachęceni. Z tego, co zawuażyłam, to bawią się przy nich dobrze zagorzali fani strzelanek, a nawet ludzie, którzy w ogóle nie grają. Ace Attorney to prawdziwe perełki i warto się z nimi zapoznać.

Reklamy

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s