Pograjmy: Growlanser: Wayfarer of Time

Atlus może i wkurza mnie niektórymi decyzjami, ale nie potrafię się na nich gniewać. W końcu jaka inna firma zajęłaby się tłumaczeniem przeróbki gry z 2003 roku na odchodzące PSP? Dzisiaj pogadamy sobie o moich pierwszych przeżyciach z czwartym Growlanserem!

Growlanser: Wayfarer of Time bardzo wolno się rozkręca. Mimo że pierwszą walkę możemy przeprowadzić już po paru minutach gry, to sama fabuła nabiera rozpędu dopiero po wielu godzinach tułaczki. Do tego czasu główny bohater i jego podejrzanie kobieco wyglądający towarzysz tłuką się z miejsca do miejsca, po drodze poznając ważne w przyszłych wydarzeniach postaci. Ten sposób rozpoczęcia historii przypomina mi piątego Suikodena. Wrażenie to przypieczętował fakt, że wkrótce zostajemy właścicielami skrawka ziemi, który mogą zagospodorować nasi grywalni i niegrywalni sprzymierzeńcy.

Cóż, przynajmniej istnieje pewna równowaga w dekoltach obu płci.

Sama fabuła sprawia pozytywne wrażenie kiedy w końcu nabiera tempa. Świat Growlansera toczy wojna na światową, czyt. dotyczącą trzech narodów, skalę. Giną nie tylko żołnierze, ale przede wszystkim cywile. W dodatku po dwóch tysiącach lat nieobecności powracają niebezpieczne istoty zwane Aniołami. Nasz niemy i główny bohater ma we wszystkim ważną rolę, co sprawia, że mimo braku głosu staje się dobrym przedstawicielem gracza. W dodatku praktycznie każdy dialog daje nam możliwość wypowiedzenia się poprzez rudzielca, co dodatkowo angażuje w całą historię. Wybory w dialogach nie są wyłącznie estetyczne, po pewnym czasie kształtują fabułę i ostatecznie przyczyniają się do ulokowania nas w jednym z chorej ilości możliwych zakończeń.

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z systemem walki obecnym w Growlanserze. Najprościej można go opisać jako RTS z elementami RPG. Sprowadza się to do tego, że wybieramy nie tylko zadania dla grywalnych postaci, ale także to, w którym kierunku i w jaki sposób mają podążać. Ze względu na zróżnicowanie misji, nie da się tylko nawalać napotężniejszymi zaklęciami z rogu mapy, ale trzeba wpływać na otoczenie (np. zniszczyć kładki łączące łodzie przeciwnika z portem).

Growlanser nie jest łatwy! Wygrana wymaga nie tylko zgrabnej strategii i wyczucia czasu, ale także łutu szczęścia coby mocniejszy od nas o dziesięć poziomów żołnierz nie przyrżnął naszemu dyżurnemu magikowi w pierwszej kolejności. Mimo tego, że zdarzało mi się parokrotnie powtarzać nieudane misje, ani razu nie pomyślałam, że gra jest niesprawiedliwa. Poziom trudności jest dobrze wyważony i przejście co bardziej skomplikowanych misji daje sporo satysfakcji. Zaniepokojonych robieniem za eskortę pragnę uspokoić, że większość osób, którymi się opiekujemy, ma spory instynkt samozachowawczy i chwilami potrafią być całkiem pomocni.

Biusty co poniektórych pań ciągle mnie straszą, ale zostałam fanką Urushiharowych facetów w mundurach.

Warstwa audiowizualna gry nie powala. Muzyka jest przyjemna, ale niczym się nie wyróżnia, a otoczenia są mało zróżnicowane i chwilami nudne. Sprite’y postaci są średnio uszczegółowione, za to ilustracje Satoshiego Urushihary nadają całości wyjątkowy urok. Dodatkowo co jakiś czas zostajemy potraktowani przepięknie animowanymi wstawkami filmowymi, więc absolutnie nie ma na co narzekać. Szkoda, że angielska wersja językowa jest niema przez 90% czasu, bo głosy postaci w trakcie filmików sprawiają świetne wrażenie. Jednak nie można się dziwić Atlusowi, że nie udźwiękowił pozostałych partii. Dialogów jest tak dużo, że samo wydanie gry stałoby się z finansowego punktu widzenia niemożliwe. Część fanów zastanawiała się dlaczego w tej sytuacji nie mogli zostać przy japońskiej wersji językowej. Niestety, aktorzy udzielający głosu w Japonii mają trochę inne umowy niż na przykład w takim USA. Użycie japońskiej wersji językowej najpewniej kosztowałoby Atlusa zdecydowanie więcej niż mógłby wynosić przychód z gry.

Growlanser: Wayfarer of Time to absolutny rarytas wyjęty prosto z lat 90tych. Jeśli lubicie Suikodena, a RPGi generacji PSX wywołują u Was ciepełko w sercu, to jest spora szansa na to, że pokochacie tę grę.

W przyszłym tygodniu oficjalnie wchodzę w fazę leciutkiego podskakiwania na krześle przed tegorocznym TGSem. Co prawda jutrzejsza impreza rocznicowa Square Enix ostudzi mój zapał, ale od następnego piątku spodziewajcie się dużo spekulacji i piszczenia z mojej strony.

Advertisements

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s