Fate/stay night – część 3: Heaven’s Feel – recenzja

Fate/stay night Heaven's FeelWitam w kolejnej odsłonie moich przygód z niezwykle popularną grywalną książką zwaną Fate/stay night. W pierwszej części wątpiłam, w drugiej uniosłam brew w wyrazie nadziei, żeby w dniu dzisiejszym podsumować te wielogodzinne przejścia.

Heaven’s Feel to ostatnie podrygi scenarzystów tej opowieści i widać, że zaszaleli. Nie dość, że w tej części pojawia się najwięcej animacji i nowych ścieżek muzycznych, to w dodatku podejmowane są znacznie bardziej ryzykowne tematy niż dotychczas. O ile Fate było romansidłem z “sytuacjami życiowymi”, a Unlimited Blade Works w dużej mierze było książką akcji, to Heaven’s Feel próbuje być horrorem. Słowo klucz: próbuje. Wszystkie problemy, jakie irytowały mnie w poprzednich ścieżkach fabularnych, czyli nierówne tempo akcji, koszmarna narracja i skupianie się na tym, co nieinteresujące skutecznie rozpraszają wszelkie potencjalnie straszne rzeczy.

Nie znaczy to jednak, że nie pojawiają się tu ciekawe wątki. Heaven’s Feel najwięcej opowiada o samej Wojnie o Święty Graal i jej długoletniej historii. Oczywiście wkłada ten wątek w najmniej odpowiednie momenty i atakuje monstrualną ilością nieciekawych opisów, ale to właśnie z tej części można najwięcej dowiedzieć się o tym, jak przebiegał ten konflikt przed rozpoczęciem akcji noweli. Takie opowieści nadają przedstawianemu światu dodatkowy wymiar i angażują czytelnika, więc dobrze, że ten wątek w ogóle się pojawił. Niedobrze, że autorzy kompletnie nie radzą sobie z jego realizacją. Żeby nie było, że przesadzam: kluczowa dla fabuły i rozwoju jednego z antagonistów historia jest przedstawiona w przedostatnim dniu akcji, w ramach wielogodzinnego gadania przy stole. Ma to miejsce po bardzo intensywnych walkach i ucieczce. Tak się po prostu nie robi, nawet jeśli jest się geniuszem pióra/klawiatury. A ludzie odpowiedzialni za Fate/stay night na pewno nimi nie są.

Założę się, że co bardziej utalentowani fani potrafiliby napisać znacznie lepszą historię na podstawie złego zakończenia #30 niż Type-Moon. A obrazek z niczym niezwiązany.

Heaven’s Feel jest najbardziej kontrowersyjną ścieżką fabularną wśród fanów. Wszystko to wiąże się z tym, w jaki sposób poprowadzone są losy niektórych postaci. Żeby nie wdawać się w szczegóły, role pewnych bohaterów zostały skrajnie pozmieniane. Sam zabieg mi nie przeszkadza, bo wymaga odwagi i może dać ciekawe efekty. Szkoda tylko, że nieudolne prowadzenie fabuły niszczy powagę problemu. Wyobraźcie sobie sytuację w której dobrze znana Wam postać zmienia się nie do poznania. Pojawia się na jedną scenę walki, a potem ma pojedyncze mignięcia po to tylko, żeby zginąć bez większego sensu tuż przed wielkim finałem. Oprócz wywołania u odbiorcy szoku, taki zabieg nie ma żadnego celu i ostatecznie tylko złości. Jest to także brak szacunku dla swoich własnych postaci, ale to akurat żadna nowość u Type-Moon.

A propos bohaterów, parę słów o Sakurze, która jest tutaj postacią przewodnią. Wiki Type-Moon dosłownie odnosi się do niej jako do “głównej kobiety” i muszę powiedzieć, że jest to znacznie bardziej adekwatne określenie. Jej historia jest faktycznie straszna i intrygująca (dla widzów/czytelników Fate/Zero dodatkowo smutna), ale ostatecznie ciężko mi ją lubić przez to, w jaki sposób została przedstawiona. Nie chcę się wdawać w szczegóły, więc powiem tylko, że Sakura jest skrajnie uzależniona od głównego bohatera i nie jest to przedstawione jako negatyw, ale sposób jej ratunku. Moja ograniczona znajmość psychologii każe mi rwać włosy z głowy.

Jeśli wierzyć twórcom Fate/stay night, to potworne katusze psychofizyczne da się prawie kompletnie zaleczyć odpowiednią osobą. Płci przeciwnej.

Podsumowując: elementy, z których składa się Heaven’s Feel (postaci, wydarzenia) są w większości w porządku, ale zawodzi szkielet, na którym się opierają. W efekcie zamiast angażować, historia spływa po czytelniku jak po kaczce. Zastanawiałam się, czy gdyby wziął się za tę historię dobry scenarzysta, coś by z tego było. Pewnie tak, ale prawdę mówiąc wolałabym poznać przebieg poprzednich Wojen o Święty Graal niż oglądać większość tej zgrai.

Tym sposobem kończy się moja przeprawa z Fate/stay night. Była ciężka, niewdzięczna i zdecydowanie za długa, bo zajęła mi około 45 godzin. Doświadczenie to nauczyło mnie patrzeć z niekłamanym zdziwieniem na fanów i z podziwem na Gena Urobuchiego, który z takiego materiału potrafił zrobić coś nieporównywalnie lepszego. Tylko jak mogę sobie wyrównać tyle godzin gapienia się w nieciekawie poustawiane literki? Bezmyślna nawalanka brzmi w takiej sytuacji nadzwyczaj dobrze. Hm…

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Fate/stay night – część 3: Heaven’s Feel – recenzja

  1. A mi się ta gra podobała, oczywiście zgodzę się z zarzutami o niespójnym tempie akcji czy niektórych dziwnych pomysłach scenarzysty( np. Wątek wzmocnienia głównego bohatera poprzez przeczep ręki jest dla mnie zrobiony trochę na siłe…) Co do olania części postaci, cóż taka jest już specyfika gatunku eroge, że każdym scenariusz jest poświęcony innej bohaterce i często poboczne postaci na tym cierpią. Osobiście mam żal do twórców za kompletne olanie wątku Ilyi. Moijm zdaniem była ona jedną z ciekawszych postaci i zasługuje na własną ścieżkę. Poza tym dziwni mnie trochę fakt, że 2 pierwsze scenariusze posiadają własny opening, a HF został kompletnie pominięty, oczywiście chodzi mi o zwykłą edycję PC bo Realta Nua już naprawiła ten problem. Przechodząc do plusów musze powiedzieć, że to co podobało mi się w tej nowelce to całkiem klimatyczny soundtrack, fajnie zrobione sceny walki i bardzo ciekawe uniwersum. Fate/ Zero jest bez porównania lepsze co jednak wcale nie oznacza, że FSN jest kiepską pozycją, bo akurat w swoim gatunku jest jedną z lepszych. Cóż to tylko moja opinia, a o gustach się przeciez nie dyskutuje ^^ Całkiem fajny blog czekam na więcej tego typu notek.
    PS. Udało ci się odblokować secret ending?( Ten po odblokowaniu wszytkich Tiger Dojo)
    PS2. Jeśli szukasz trochę lżejszej visual novelki to mogę polecić Yo-Jin-Bo. Nie jest to co prawda eroge ale całkiem przyjemna w odbiorze pozycja.
    Pozdrawiam

    1. Właśnie fakt, że FSN jest uznawane za jedną z lepszych pozycji tego typu mnie najbardziej z tego wszystkiego przygnębia. Opada mi przez to motywacja, że tak to ujmę. I bardzo dziękuję~ Miałam coś napisać o muzyce, bo przypadła mi do gustu, ale w końcu postanowiłam skupić się na mięchu.

      Oui, odblokowałam wszystko, co się dało odblokować. Właściwie złe zakończenia to była moja największa frajda w trakcie czytania, więc przyszło mi to z łatwością. Super sekretne zakończenie miało ładną muzykę, tyle z niego pamiętam.

      Dziękować za rekomendację, zdecydowanie się za tym rozejrzę. Jakiś czas temu czytałam jeszcze Saya no Uta, ale nie wiem czy mam siłę i odwagę by opisywać swoje wrażenia, heh.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s