Radiant Historia – recenzja

Radiant Historia recenzjaKolejna gra z cyklu “nadrabiam zaległości wydawnicze” to Radiant Historia wydana przez Atlusa  na Nintendo DS w 2010 roku. Radiant Historia okazała się na tyle popularna wśród amerykańskich odbiorców, że firma zdecydowała się na wznowienie produkcji i dopiero na ten dodruk załapałam się ja. Takie wznawiania zdarzają się wybitnie rzadko, więc warto zwrócić uwagę na ten tytuł. Co jest w nim tak fajnego, że kompletnie wykupiono pierwsze wydanie?

Jak każda dobra historia, Radiant Historia zaczyna od trzęsienia ziemi, a potem napięcie tylko rośnie. Opowieść zaczyna się od apokalipsy i dwójki magicznych dzieci, które chcą naprawić ten cały bałagan. W tym celu wybierają człowieka, który ma za zadanie przywrócić historię do porządku. Dzieciaki mają dobre oko, bo wybierają swoistego blond Bonda w czerwonym wdzianku.

Zanim zagłębię się w meandry rozgrywki, muszę pochwalić fabułę Radiant Historii. Nie jest może ona specjalnie oryginalna, ale przedstawiono ją w tak mądry i ciekawy sposób, że nie sposób jest odejść od konsolki. Bohaterowie mają swoje spaczenia, ale są logicznie myślącymi osobami i nie da się ich nie lubić. Szczególnie wyróżnia się pod tym względem Stocke, który w każdym innym RPGu byłby tą postacią, o której wszyscy marzą, żeby był głównym bohaterem. Jest małomówny, ale bystry i szybko łączy fakty. Przy tym nosi fajne wdzianko i jest bardzo rozsądnym facetem. To miła odmiana dla głównego bohatera jRPGa.

Kontekstu brak. Jest tylko mój chichot.

Stocke zostaje posiadaczem Białej Kroniki, która pozwala na podróż w czasie. Czas w Radiant Historii nie jest pojedynczą linią, ale serią wydarzeń w dwóch alternatywnych rzeczywistościach. W trakcie rozgrywki gracz często musi znajdywać rozwiązanie problemu w różnych ścieżkach historii. W podobny sposób rozwiązuje się questy poboczne. Pojawiają się w kronice jako poboczne wydarzenia związane z daną ścieżką historyczną. To bardzo ciekawy i fajnie rozwiązany sposób podróży w czasie.

Agent specjalny Stocke nie podróżuje w czasie i przestrzeni bez przeszkód. Pojawiają się, innymi słowy, walki. Całe szczęście nie są to random encounters, a rozpoczynane na mapie potyczki (przed przejściem na ekran walki można otumanić wroga mieczem). Radiant Historia ma turowy system walki ze strategicznym zacięciem. Przeciwnicy lądują na przestrzeni złożonej z dziewięciu pól w konfiguracji 3×3. Wrogów można swobodnie po tych polach przesuwać (za pomocą odpowiednich umiejętności) żeby skupić ich na jednym polu i wykończyć pojedynczym atakiem. Oprócz tego, że możemy kontrolować obecność wroga w przestrzeni, możliwa jest też jego manipulacja w czasie. Po ludzku zaś mówiąc, nasi bohaterowie mają możliwość zmiany kolejności własnych tur, a niektórzy z nich mogą nawet likwidować kolejność przeciwnika. Te dwa pomysły są genialne w swojej prostocie i nadają grze dodatkową żywotność. Bo powiedzmy sobie prawdę, gdyby walki były klasycznie turowe można by zasnąć po kwadransie gry.

Bardzo ciesząca mnie pierdółka: postacie wykonują postawowe ataki jednocześnie.

Radiant Historia nie wyróżnia się niczym specjalnym pod względem graficznym. Jest dość prosta, kolorowa i ma spójny interfejs. Boli tylko, że bardzo ładne portety postaci nie odzwierciedlają w żaden sposób emocji bohaterów. Tak więc jak zobaczycie Stocke’a w jego półśpiącym wyrazie twarzy po raz pierwszy, tak będziecie go oglądać do końca gry.

Muzycznie jest bardzo ładnie, bo kompozycjami zajęła się Yoko Shimomura, znana między innymi z pracy nad serią Kingdom Hearts czy Parasite Eve. Kompozycje są bardzo eleganckie i chwilami ciężko uwierzyć, że DS miał w ogóle możliwość wydawania z siebie takich przyjemnych dźwięków. Jedynym mankamentem melodii jest to, że jest ich strasznie mało – w pewnym momencie można się rozchorować od słuchania ciągle tego samego motywu biegania wśród łąk.

Radiant Historia bywa porównywana do Chrono Triggera. Nie sądzę, żeby gra była aż tak dobra, choć niewątpliwie jest bardzo spójną i solidną produkcją. Widać, że włożono w nią dużo serca i myślenia, choć niedużo środków. I właściwie tylko ten ostatni aspekt dzieli ją od pozostania klasykiem gatunku. Jeśli macie humor na opowieść, której twórcy uważają Was za inteligentnego odbiorcę, to w Radiant Historię walcie jak w dym. To chyba największe pochlebstwo jakie mogę grze ofiarować.

Reklamy

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s