Co się dzieje ze Square Enix?

Nie pisałam już bardzo długo, bo i prawdę mówiąc nie bardzo było o czym pisać. W chwili obecnej rynek jRPGów znajduje się w dziwnej sytuacji. W Japonii najlepiej sprzedają się gry na konsolach przenośnych, które z kolei nie są popularne na zachodzie. Kiedy już pojawiają się tytuły na konsole stacjonarne to wydają się przechodzić bez echa. Właściwie ostatnim japońskim RPGiem wydanym z jakąkolwiek pompą na zachodnim rynku było Xenoblade (a to głównie przez przesławną Operation Rainfall) i Final Fantasy XIII-2. Od tego czasu Square skupił się na Eidosowym zawrocie głowy, a z japońskich rzeczy póki co zajmuje się dwiema grami na 3DSa – Theatrhythmem i Kingdom Hearts Dream Drop Distance. Pomówmy chwilę o tym niegdyś jRPGowym kolosie, bo wydaje mi się, że to jedna z ostatnich okazji.

Coś zaczęło szwankować w Square Enix na długo przed wydaniem Final Fantasy XIII. Właściwie za początek „upadku” firmy można uznać klapę filmu kinowego Final Fantasy: The Spirits Within. Koszty kosztami, po tym incydencie z firmy odeszło (z własnej woli lub z niewielką pomocą zwierzchników) mnóstwo ludzi. To właśnie w tych okolicach czasowych Hironobu Sakuguchi pożegnał się Kwadratem na rzecz studia Mistwalker. Tymczasem Square zdołał wypluć z siebie Final Fantasy XII, ale odbyło się to w katuszach. Zwróćcie uwagę ile czasu minęło między wydaniem ostatniego fajnala (umówmy się, że to FFX, bo XI to trochę inna bestia), a dwunastką. W złotych czasach firmy, czyli epoki Playstation, nowe fajnale pojawiały się co roku. Tymczasem między dziesiątką, a dwunastką nastąpiła aż pięcioletnia przerwa. Podobnie zresztą stało się z kolejną częścią serii, na którą fani musieli czekać trzy lata. O tym, co działo się z czternastką trochę przykro mówić. Oryginalnie gra pojawiła się w 2009 roku, ale spotkała się z miażdżącą krytyką i od tego czasu studio przeprasza zajmując się wydaniem wersji 2.0 (planowana na przełom 2012 i 2013 roku). Gdzieś majaczy się też projekt Final Fantasy Versus XIII, który stał się chodzącym żartem. Gra została pierwszy raz pokazana sześć lat temu, a my wciąż nie jesteśmy pewni czy kiedykolwiek zobaczy światło dzienne. Tetsuya Nomura, czyli główny autor tego przedsięwzięcia, zapewnia, że tak, ale cóż innego może mówić?

Problem nie leży też w jakości produktów (mówcie co chcecie o wszystkich wydaniach Final Fantasy IV, ale każde było dopracowane), a w zarządzaniu firmy. Pamiętacie zapowiedź zremasterowanej wersji Final Fantasy X na PS3 i Vitę? Od czasu pokazania logo na Tokyo Game Show 2011 nie wiadomo co dzieje się z tym projektem. Chodzą plotki, że wtedy o tym pomyśle dowiedzieli się sami pracownicy.

O Versus XIII wspomniałam, teraz nieszczęsne XIII i XIII-2. Ostatnio autor tych dwóch cudeniek, czyli Motomu Toriyama wyjawił, że to jeszcze nie koniec tej historii. Rozumiałabym gdyby trzynastki były jakimś ogromnym sukcesem dla firmy, ale prawda jest taka, że XIII sprzedała się słabiej niż poprzednie gry z serii, a XIII-2 osiągnęło około jednej czwartej wyników sprzedaży pierwszej gry. Nie wyobrażam sobie żeby ewentualne Final Fantasy XIII-3 miało się w jakikolwiek sposób opłacać.

No i jak by nie patrzeć zajmujemy się tymi postaciami już sześć lat. Może już wystarczy?

Skupiłam się jak dotąd tylko na grach na stacjonarne konsole. Tymczasem Square Enix wydał bardzo dużo tytułów na konsolki przenośne. Wspomnę tylko o tytułach takich jak The World Ends With You, Kingdom Hearts: Birth By Sleep, czy obie Dissidie. Nie dość, że wszystkie sprzedały się całkiem przyzwoicie, to były bardzo dobrej jakości. Nie muszę chyba mówić o tym, z jak ciepłym przyjęciem spotkało się TWEWY. Wydaje mi się ono szczególnie dobrym przykładem tego, że w Kwadracie coś jednak działa. Zupełnie nowa historia, postaci, system walki, sposób poruszania się etc. Okazało się, że SE wciąż potrafi wydawać wysokiej jakości gry, które nie mają w tytule Kingdom Hearts czy Final Fantasy. Szkoda tylko, że jedyną wyniesioną z tego doświadczenia lekcją było wydawanie więcej gier na przenośne konsole. Tym sposobem wracamy do wspomnianych na samym początku gier na 3DSa. Gra rytmiczna wydaje się być wysokiej jakości rozrywką, a Kingdom Hearts nie ma zwyczaju zawodzić swoich fanów. Co prawda ten drugi tytuł w Japonii sprzedał się w alarmująco niskich ilościach egzemplarzy, ale należy wziąć pod uwagę fakt, że to ciągle początek żywota konsoli Nintendo i te numery mogą jeszcze wzrosnąć. W końcu firma szykuje kolejną grę na tę konsolę, więc musi wierzyć w jej powodzenie.

 Wciąż ma bezsensowny tytuł i wciąż wygląda przeuroczo.

Jesteśmy parę miesięcy przed Tokyo Game Show, więc coś może się w tej materii zmienić, ale póki co Square nie zapowiedział żadnych RPGowych tytułów na konsole stacjonarne. Pomówmy więc chwilę o tym co dzieje się w zachodniej części firmy.

Od czasu połączenia się z Eidosem zachodni oddział SE dostał przepotężnego kopniaka w zaplecze i zdaje się mocno zyskiwać na tej współpracy. Wydaje się też, że to właśnie na wyrobach Eidosa zachodni Square wydaje się skupiać. Zajrzyjcie na stronę europejskiej czy amerykańskiej gałęzi firmy, a tam powita Was Agent 47, nowa Lara Croft, albo Adam Jensen. Można by się oczywiście kłócić, że japoński oddział firmy nie dostarcza produktów wartych reklamowania, ale ta dominacja zachodnich tytułów wydaje się być znacząca. Zresztą, zachodni Square nie wydał jeszcze wszystkich gier japońskiego studia. Myślę, że wiecie do czego zmierzam.

Final Fantasy Type-0 to pierwszy od bardzo długiego czasu fajnal, którego autentycznie nie mogłam się doczekać. O tym, co mi się w nim podoba możecie poczytać tu. Martwi mnie brak zainteresowania zachodniej publiki tym tytułem. Widziałam większe jojczenie na temat wersji Final Mix co poniektórych części Kingdom Hearts niż na temat Type-0. Problem może leżeć w tym, że gracze nie zdają sobie sprawy z istnienia tego tytułu. Część na pewno przegapiła moment w którym zmieniono nazwę gry z Agito XIII i docelową konsolę. Zresztą nie można się dziwić temu, że zachodni oddział Square nie chce wydać gry na Playstation Portable. Nie dość, że konsola jest na tym etapie martwa, to piractwo na niej było problemem niemal od samego początku. Istnieją co prawda nasilające się plotki o wydaniu gry na jeszcze nie do końca przebudzoną Vitę, ale nie można się spodziewać po niej wysokich wyników sprzedaży – zachodni fani nie lubią przenośnych konsol, a już na pewno płacenia pełnych cen za gry na nie.

Abstrahując od problemów w zarządzaniu, obecna sytuacja Square Enix dość dobrze obrazuje problem z japońskimi grami na świecie. Istnieją, mają swoich fanów, ale absolutnie nie mogą się zgrać z potrzebami większości klientów spoza swojego kraju. Za to nieliczni fani nie przynoszą wystarczających zysków dużym zachodnim wydawcom i lądują w niszy, z której nijak nie da się ich wydostać. Czy coś się w tej materii zmieni? Ciężko powiedzieć. Być może z czasem zachodni fani będą coraz bardziej ignorowani przez japoński oddział firmy, a może rozpocznie się wielka kampania przypominająca czym było Final Fantasy i dlaczego warto je kupić. Z obecnym rozporządzaniem informacjami przez szefostwo kwadratowych spodziewałabym się absolutnie wszystkiego.

PS. Zachodni oddział Square postanowił zaszaleć i wydać PCetową wersję Final Fantasy VII do kupienia wyłącznie w ich sklepie internetowym. Oprócz paru bezużytecznych pierdółek (achievementy, zapisy stanu gry online i polepszacz postaci) dostaniemy dokładnie tę samą grę co w 1997 roku. Gorzki żart o wyczekiwanym remake’u gry wymyślcie sobie sami.

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Co się dzieje ze Square Enix?

  1. Pamiętam co powiedziała ekipa od lokalizacji Resonance of Fate – że robią to szybko bo wiedzą, że standardowe roczne oczekiwanie na RPGa powoduje ze ludzie tracą zainteresowanie (Inna sprawa ze dużo to tam tłumaczyć nie musieli). Ale to jest właśnie to – zła promocja, pakowanie w projekty będące ponad siły firmy i miałkie badziewia jak XIII i jej kolejne części, powoduje że ludzie tracą zainteresowanie. SE zresztą mam tez kryzys kreatywności, co pokazało choćby to groteskowe demo techniczne.

  2. „Martwi mnie brak zainteresowania zachodniej publiki tym tytułem.” – nie wiem, może mam znajomych z kosmosu, bo wszyscy jojczą o Type-0. O leniwą lokalizację na leciwe PSP. Cóż, ja poczekam na Tales of Innocence R (Vita), Role zdają się odwracać i Namco zaczyna przychylniej patrzeć na zachodnich graczy, podczas gdy SE prowadzi politykę izolacji co lepszych kąsków :]

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s