Tales of Graces ƒ – recenzja

Tales of Graces f recenzjaFani serii Tales, choć sami w sobie upierdliwi, mają ciężkie życie. Ostatnią grą z serii, w którą mogli pograć w języku Anglów i Sasów było Tales of Vesperia wydane w 2008 roku. Mimo że nowe gry pojawiają się w Japonii praktycznie co kwartał, to Namco uparcie odmawia ich przenoszenia na zachodni rynek. Sytuacja zmieniła się dopiero teraz, kiedy to na przestrzeni kilku miesięcy dostaliśmy przeróbkę Tales of the Abyss na 3DS i nową grę – Tales of Graces ƒ. Co prawda fani (jak to oni) jojczyli o to, żeby olać tę brzydszą grę i zająć się Tales of Xillia, ale Graces i tak pojawiło się w wersji anglojęzycznej. Kto miał rację – Namco, wydając tę grę, czy ci fani, którzy ją zignorowali?

Jak już zdarzyło mi się napisać, gry z serii Tales rzadko pojawiają się w pojedynczych wydaniach. Namco nabrało przykrego zwyczaju wydawania gier, a następnie wypuszczania ich wersji rozszerzonych na kompletnie inne konsole. Obiektem westchnień anglojęzycznych fanów jest okraszona masą dodatków Tales of Vesperia na PS3, a ostatnio zachwyt Xillią jakby zmalał, bo istnieje duża szansa, że i ona dostanie wersję reżyserską. Ostatecznie Tales of Graces oryginalnie było tytułem na Nintendo Wii, ale na rynek zachodni trafiła jej rozszerzona o epilog i mnóstwo dodatków edycja na PS3.

Fabularnie gra nie powala. Mamy do czynienia z bardzo standardową fabułą o przyjaźni i dorastaniu, która w dodatku jest dość nieudolnie poprowadzona. Jeśli nie możecie znieść gadania o ‘bronieniu kogoś’ bądź ‘przyjaciołach’ to z szacunku dla swoich nerwów omijajcie większość dialogów. Wstrzymajcie się tylko na rozmowy o przykrótkich spódniczkach i wszelkich wygłupach Pascal, bo te są autentycznie zabawne.

Dubbing jest dobry na tyle, na ile pozwoliły postaci… może ciut lepszy. W każdym razie stałam się fanką Kate Higgins.

Można by wnioskować, że chociaż miejscówki w grze są zapamiętywalne i ciekawe – w końcu Wii to nie konsola HD i da się na nią zaprogramować miasta i wsie. Można, faktycznie. Miasta, miasteczka, wsie i inne królestwa w Graces są, można między nimi podróżować (ale na zasadzie FFX – nie ma mapy świata). Inną sprawą jest, że są raczej nieciekawe i nie wprowadzają absolutnie niczego nowego, ale istnieją. Cały świat przedstawiony w Graces jest raczej nudny – NPCe nie intrygują, widoki nie powalają ani nawet nie interesują.

O ile Team Destiny nie bardzo sobie radzi z tą role-playową częścią RPG, to zdecydowanie rozwala konkurencję w samej rozgrywce. Z ręką na sercu mogę powiedzieć – Tales of Graces ma jeden z najfajniejszych systemów walki z jakimi miałam do czynienia. Właściwie na dzień dzisiejszy zajmuje drugie miejsce po moim ulubionym systemie z Valkyrie Profile 2: Silmeria.

Postaci, które kontrolujemy, nie wykonują czegoś takiego jak podstawowy atak. Zamiast tego mogą posługiwać się specjalnymi atakami zwanymi Artes, które mają dwie formy: A i B. Te pierwsze są prostsze do wykonania i dla wszystkich postaci są fizyczne. B Artes tymczasem są bardziej zaawansowane, magicy tu mają swój wachlarzyk zaklęć. Artes można i należy łączyć w łańcuchy ataków; to, jak będą długie zależy od Chain Capacity naszych bohaterów, które można porównać do TP z pozostałych gier z serii. O ile jednak TP pozwalało na bezmyślne nawalanie przeciwników bez przerw, to CC wymaga strategii. Bardziej zaawansowane ataki wymagają większej ilości CC, od ilości tych punktów zależy też to, czy będziemy w stanie uniknąć ataku. Swobodne bieganie jest tu możliwe, ale zupełnie nieopłacalne – lepiej zamiast tego wykorzystać system poruszania się jednym krokiem (side-step), który pozwala na bardzo szybkie i efektowne korzystanie z chwili słabości przeciwnika.

Dochodzę do wniosku, że ta gra najlepiej prezentuje się w ruchu, więc oto kolejny filmik.

System rozwoju postaci jest w tej grze genialny w swojej prostocie. Klasyczne ‘tytuły’, które otrzymywali bohaterowie Tales od najstarszych gier przestają grać funkcję ozdobną, ale stanowią trzon rozwoju postaci. Każdy tytuł, który ekwipujemy, oprócz gwarantowania pewnych bonusów daje możliwość nauki umiejętności. Każdy tytuł ma pięć poziomów oznaczonych gwiazdkami, z czego każdy poziom odpowiada danej umiejętności. Mogą to być nowe ataki, lub rozwój statystyk, a czasem możliwość odblokowania specjalnego kostiumu.

Dość gruntowną zmianę w tej grze przeżyło też gotowanie pojawiające się we wszystkich grach z serii. W Graces tworzenie materiałów, łączenie ich i właśnie gotowanie opiera się na systemie zwanym ‘Dualizing’. Ten prosty system pozwala na tworzenie nowych potraw ze znalezionych ingrediencji, usprawnianie broni, czy też tworzenie coraz bardziej wartościowych materiałów.

Wszystko to prędzej czy później trafi do garnka zwanego Eleth Mixer, który potrafi wytworzyć każdą rzecz za cenę Eleth, czyt. kolejna magiczna substancja, która pozwala funkcjonować RPGowym światom. W każdym razie Eleth Mixer służy także do gotowania i usprawniania naszych zdolności w walce, bo można do niego wrzucić także przepisy i księgi. Te pierwsze mogą się uaktywnić pod specjalnymi warunkami w trakcie walki, a te drugie zawierają rozmaite bonusy w postaci dodatku pieniężnego pod koniec walk lub możliwości dwukrotnego gotowania w trakcie walki. Jest to szalenie prosty, ale i wciągający system, który sprawia, że warto jest choć na chwilkę przestać walczyć.

Można też chwilę spędzić na szukaniu co dziwniejszych znalezisk, ale w nich najlepsze są scenki/skitsy. 

Zanim przepełniona miłością do tego systemu oddalę się w stronę zdobywania kolejnych przepisów kulinarnych dla moich herosów, muszę opieprzyć Motoiego Sakurabę i innych ludzi odpowiedzialnych za muzykę w tej grze. Słyszałam wiele kompozycji Sakuraby i muszę stwierdzić, że Tales of Graces to jak dotąd jego najgorsza praca. Czegoś tak przeraźliwie nudnego, a chwilami okropnie brzmiącego dawno nie słyszałam i mam nadzieję, że nie usłyszę przez dłuższy czas. Tymczasem pytanie dla ludzi, którzy wprowadzali muzykę do gry: kto wymyślił, że to będzie dobre tło do czegokolwiek?

Tales of Graces ƒ ma swoje słabości, całkiem ich nawet sporo. Mimo to oferuje naprawdę porządny kawałek dobrej rozgrywki, świetnie przemyślanego systemu walki i rozwoju postaci. Gdyby wcisnąć te dwa elementy do świata a’la Xenoblade, byłaby z tego gra idealna. A tak mamy do czynienia tylko z niezłą. Tak czy inaczej mam nadzieję, że wkrótce dostaniemy więcej gier z serii, bo mało co potrafi mi dać tak dużą dawkę fajnego, choć nieco bezmyślnego grywalnego animu jak Tales.

Advertisements

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s