Powspominajmy: Persona 3

Niczym Filip z Konopii z amerykańskiego PSN/SEN wyskoczyła Persona 3 FES, rozbudowana wersja gry z 2006 roku. Z jednej strony to świetna wiadomość dla spragnionych klasyków PS2 właścicieli amerykańskiego konta, a z drugiej jest tyle innych Atlusowych gier, które mogliby wydać… Mam spore problemy z Personą 3 i jej reinkarnacjami, chętnie się dziś nimi podzielę.

Persona 3 z poprzednimi częściami serii ma niewiele wspólnego. O ile pierwsze dwie Persony są może mrocznymi, ale raczej tradycyjnymi RPGami, to P3 postawiło na fikuśności w postaci kontrolowania tylko jedną postacią i wprowadzenia elementów Dating Sim. I dużo animu.

Fabuła Persony 3 wydaje się być sprawą dyskusyjną. Jest dużo osób, które bardzo ją cenią, osobiście jednak wydaje mi się być bardzo pretensjonalna. Jest dużo odwołań do przyjaźni, pamięci i śmierci, ale wszystko to ma bardzo słabą podstawę w postaci nic niewartego głównego bohatera – awatara gracza. W porywach dobrej woli mogę sobie wyobrazić niebieskowłosego chłopaczka jako cynicznego socjopatę, ale o żadnej przyjaźni czy oddaniu nie ma tu mowy. Pozostałe postaci są dobrze napisane i w zasadzie odstają od większości stereotypów, ale nigdy nie ma mowy o zespole. Jest to banda indywiduów, która trzyma się w kupie tylko dlatego, że muszą. Ciężko na tej podstawie poważnie tratkować fabułę opartą na przyjaźni.

Spoiler: Czerwonooki piesek najlepszym bohaterem. Nigdy nie był w mojej drużynie, bo robiono mu krzywdę i robiło mi się przykro.

Po drodze zdarzają się śmiesznostki w postaci dodatkowej godziny w dobie, podczas której przytomni są tylko wybrani (czyli nasi herosi!), a zwykli śmiertelnicy spędzają ją zamknięci w błyszczących trumnach. Wtedy na wolność wychodzą dziwne stworzenia, z którymi trzeba walczyć tytułowymi Personami, które wywołuje się strzałem z wyzwalacza… który wygląda jak broń. Żeby mieć jakiś cel, nasza dzielna brygada funkcjonująca pod nazwą SEES pokonuje pojawiających się co miesiąc bossów, a w międzyczasie przemierza jedyny loch w grze pod postacią gigantycznej wieży.

Zgadza się, Persona 3 ma tylko jeden dungeon z powtarzającym się motywem muzycznym. W FES sytuację poprawiono, bo dano opcję zmiany muzyki, ale problem w postaci koszmarnej monotonii pozostaje. Poza fabularnymi wstawkami pojawiającymi się co miesiąc w czasie gry, każdy dzień wygląda przygnębiająco: szkoła, poprawa Social Linków (poprawiamy, bo chcemy silniejsze Persony) i do wieży. Tam pokonujemy parę pięter, wypełniamy parę questów i spać. Tak niestety wygląda rozgrywka w P3 – od kwietnia do stycznia dzień w dzień będziemy wykonywać bardzo podobne czynności. Być może sprawia to radość ludziom lubiącym wracać do czasów liceum, ale osobiście gram po to, żeby uciec od monotonii życia codziennego.

Na całe szczęście dodatki zawarte w FES i wersji przenośnej troszkę zaburzają rutynę obecną w oryginale. Pododawano trochę ciekawych Social Linków i więcej opcjonalnych questów, które dość dobrze odwracają uwagę od tego, jak nieciekawy jest przedstawiony w tej grze świat. Szczególnie dobrze załatwiła to wersja przenośna, która dodała bardzo potrzebne Social Linki dla wszystkich członków SEES. Bo niestety większość NPCów, z którymi się zaprzyjaźniamy jest po prostu nudna. A tak przynajmniej mamy do czynienia z kimś, kto później może nam uratować skórę w trakcie walki.

Junpei to bro. I ma chyba najlepszy głos w grze. Nie liczę Akihiko, bo to by było niesprawiedliwe. (A tak serio to P3 ma bardzo dobry dubbing.)

Z bliżej nieznanego powodu wersja przenośna P3 nie dostała ekskluzywnego dla wersji FES dodatku fabularnego w postaci The Answer – długiego na kilkanaście godzin epilogu głównej historii. Nie ma tam Social Linków, a pałeczkę głównego bohatera przejmuje zaprzyjaźniona dziewczyna robot – Aigis. Postaci obecne w tym rozdziale dużo bardziej się rozwijają niż w trakcie całej głównej historii. Stawka wydaje się być także większa niż bliżej nieokreślone zło, o którym dowiadujemy się w ostatnich miesiącach fabuły i niewiele później je pokonujemy.

Fabuła jest dość rozlazła, postaci świetnie funkcjonują oddzielnie, ale zupełnie nie trzymają się kupy, a aspekt gry związany z symulacją randkowania jest nużący. Walki byłyby lepsze, gdyby nie torturujące dźwięki głównego motywu muzycznego, ale poza tym tworzenie nowych Person nigdy się nie nudzi. Mam dużo problemów z trzecią Personą, ale i tak wysoko ją oceniam. W końcu gdyby nie ona, to nigdy nie powstałby jeden z moich ulubionych jRPGów pod postacią Persony 4.

Tymczasem gdybym miała polecić jedną z wersji P3 to wskazałabym na świeżo dostępną wersję na Playstation Network. Nie dość, że są tam wszelkie wstawki anime, można biegać po miejscówkach (czego nie oferuje P3P) i dostaniemy interesujący epilog, to to wszystko kosztuje niecałych dziesięć dolców. Nie zastanawiać się i brać. Miejmy nadzieję, że P3FES to początek dobrych rzeczy, będę czekać na SMT Nocturne albo któregoś Raidou Kuzunohę.

Reklamy

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s