Devil Survivor 2 – recenzja

Devil Survivor 2 recenzjaPo wielu miesiącach oczekiwania druga część Devil Survivora wylądowała w moich spragnionych mordowania demonów dłoniach. Udało mi się nawet trochę w nią pograć, co uznaję za ogromny sukces. W dniu dzisiejszym jestem gotowa na podsumowanie całej przygody i odpowiedzieć na pytanie ‘czy warto było przez to wszystko przechodzić?’.

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy po odpaleniu Devil Survivora 2 jest fakt, że wygląda i gra się identycznie jak w pierwszą część. Kolorki może i pozmieniali, nawrzucali więcej biuściastych panienek i dorzucili parę migających dodatków, ale to wciąż jest ta sama gra. Ciągle mamy do czynienia z historią małolatów wrzuconych w środek apokaliptycznej sytuacji, z której mogą wyjść tylko poprzez walkę i tworzenie coraz to fikuśniejszych demonów.

Nawet nasze małolaty są podejrzanie znajome. Co prawda tym razem biuściasta panienka jest tym mądrzejszym członkiem drużyny, a najlepszy kumpel jęczy na każdym kroku, ale poza tym już ich gdzieś widzieliśmy. Żeby nie utrzymywać dyskomfortu wywołanego tym faktem dostajemy masę innych grywalnych postaci. Jest ich naprawdę dużo, bo aż dwanaście, plus jeszcze trzy zależnie od wybranej od nas ścieżki fabularnej. Żadna z nich nie wyróżnia się co prawda niczym wyjątkowym, a przez to, że w każdej chwili mogą zginąć dostają mniej dialogów niż nasi główni bohaterowie, ale są. Jeśli zapragniemy zintegrować się z nimi, mamy taką możliwość w postaci systemu Fate. W praktyce przejawia się on tym, że zamienimy z daną postacią trzy słowa i ewentualnie rozwiniemy naszą znajomość do następnego poziomu (dzięki czemu dostaniemy chwilami bardzo sympatyczne bonusy). Szczerze mówiąc wolę mniejszą ilość solidniej napisanych postaci, ale bohaterowie w DeSu 2 nie są jeszcze najgorsi. Szkoda tylko, że praktycznie każdy może być wymieniony bez większych strat.

Tyczy się także naszych prywatnych doradców, którzy różnią się od siebie tylko figurą i sposobem mówienia.

A propos strat, na Ziemi znowu wylądowały nieokreślonej natury stworzenia, które wywołały apokalipsę. Tym razem przejawiają się pod postacią lodowych rożków i innych śmiesznych kształtów, ale ciągle sieją zniszczenie. Robią to nawet skuteczniej niż demony z pierwszej gry, bo cywilów w dwójce jest o wiele mniej. Dominują członkowie silnej i tajemniczej organizacji zwanej JP’s oraz cywile, którzy się im sprzeciwiają. Ludzie, którzy po prostu próbują przeżyć w tej grze praktycznie nie istnieją. Podobnie jest zresztą z poczuciem zagrożenia. W pierwszej grze bohaterowie musieli od początku do końca samodzielnie borykać się z trudnościami, które wywołał atak demonów, w dwójce natomiast na samym początku trafiają pod ochronę JP’s. Także pochodzenie demonów jest dużo bardziej niedorzeczne niż ostatnio. O ile w pierwszej części istniało poczucie jakiegokolwiek realizmu, to tutaj zbyt wiele elementów fabularnych jest tłumaczonych magią bądź potężnymi organizacjami. Z jednej strony cieszy mnie to, że nie powtórzono fabuły jedynki, ale z drugiej historia sequela jest po prostu słabsza.

Widać, że pierwsze 20 minut gry. Potem zapominamy o taki rzeczach jak służby ratownicze, czy państwo.

W zasadzie oprócz malutkich dodatków, gra nie zmieniła się od pierwszej części. Ciągle mamy drużyny złożone z dwóch demonów i człowieka, który je kontroluje. Żeby przeżyć musimy kontrolować słabości własne i przeciwników. No i nadal najfajniejsze jest tworzenie coraz silnejszych sprzymierzeńców. System tworzenia demonów został wzbogacony o tzw. add-ony, czyli bonusy, które można dodawać w trakcie fuzji. Mogą to być ataki z danego rodzaju, lub możliwość dalszego wzmacniania demonów. Add-on zastępuje pasek Magnetite z poprzedniej części, który pozwalał na wymianę dowolnej umiejętności demona na inną. W gruncie rzeczy zmiana jest żadna, wymaga tylko lekkiej modyfikacji strategii przy tworzeniu demonów. Do gry dorzucono także kompendium, w którym rejestrujemy swoje własne zbyt silne demony żeby później móc przywołać je do fuzji. W końcu także używane demony mogą doprowadzić do rozwoju umiejętności danej klasy, co nieznacznie ulepsza sprzymierzeńców danego rodzaju. Po przejściu gry możemy wykorzystać punkty, które uzbieraliśmy w trakcie gry żeby ‘wykupić’ specjalne możliwości (np. dodatkowe walki z bossami, czy też likwidację limitu doświadczenia). To takie malutkie rzeczy, które usprawniają grę, ale też jej specjalnie nie zmieniają.

Jeśli chodzi o grafikę, to odniosłam wrażenie, że studio minimalnie bardziej się na nią szarpnęło. Tła są trochę bardziej szczegółowe, a i animacje pojawiają się znacznie częściej niż w pierwszej części. O muzyce wielokrotnie się już wypowiadałam i to tak naprawdę ona jest największym usprawnieniem wobec pierwszej części. Pozostałe rzeczy są zaledwie kosmetycznymi zmianami.

Koniec końców druga część Devil Survivora to jedynka z minimalnym liftingiem. Próbowano zawrzeć w niej jeszcze więcej bohaterów i fabuły, co moim zdaniem dało gorszy rezultat niż w pierwszej części. Nie zmienia to jednak faktu, że dwójka jest bardzo dobrą grą, choć nie aż tak udaną jak pierwsza część. Jeśli podobała Wam się jedynka to nie ma powodu, żeby nie wypróbować kontynuacji. Za to jeśli nie graliście w żadną z gier to zdecydowanie zacznijcie od pierwszego Devil Survivora lub jego remake’u na 3DSa. To po prostu lepsza gra.

Reklamy

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s