Growlanser: Wayfarer of Time – zapowiedź

W dniu dzisiejszym sięgamy do kolejnej niszy w niszy, wspominamy Working Designs, a ja walczę z demonami przeszłości. Innymi słowy Atlus postanowił wydać grę, która nie jest Personą, Etrian Odyssey, ani nawet nie została stworzona przez Sting Entertainment. Dzisiaj ekscytujemy się Growlanserem!

Growlanser to jedna z takich serii, która ma bardzo kochający fandom i dużo pecha w wydawaniu. Na dzień dzisiejszy seria składa się z sześciu części, z czego tylko trzy trafiły na rynek anglojęzyczny. Część druga i trzecia została wydana razem pod tytułem Growlanser: Generations przez nieistniejące już wydawnictwo Working Designs. Warto sobie poczytać czym byli i dlaczego wielu graczy lubi porównywać do nich XSEED. Dla naszej historii ważne jest to, że Growlanser: Generations było ich ostatnim wydaniem. Od tego czasu Atlus wydał jeszcze część piątą z podtytułem Heritage of War, ale miało to miejsce w 2007 roku. Od tego czasu w Japonii pojawiły się reedycje dwóch części na Playstation Portable, w tym części czwartej zwanej Growlanser IV: Over Reloaded.

Growlanser: Wayfarer of Time, czyli angielska nazwa tej właśnie gry, to taktyczny japoński erpeg. Oglądając filmiki z gry bardziej przychodzi mi na myśl RTS, ale nie będę się kłócić. Koniec końców trzeba będzie myśleć przy naparzaniu stworzeń.

Na obrazku: naparzanie stworzeń. Poza obrazkiem: myślenie.

Fabularnie sprawa ma się następująco: trwa wojna między czterema państwami, ale żeby nie było zbyt łatwo anioły zaczynają schodzić z niebios coby dodatkowo ludzkość pokarać. Bowiem dwa tysiące lat wcześniej ludzie przegrali wojnę z aniołami, tracąc przy tym między innymi dostęp do magii. Jak to ludzie. Zabawa zaczyna się kiedy główny i niemy bohater gry, Crevaniel, widzi sześcioskrzydłego anioła i staje się kluczem do pokonania zagrożenia, jakie stanowi on i jego pobratymcy.

Jeśli wierzyć materiałom prasowym (bo i czemu by nie), to wersja na Playstation Portable zostaje wzbogacona o sześć nowych postaci, animowane scenki i zakończenia. To ostatnie jest o tyle ważne, że gra oferuje ich w sumie około czterdziestu. Muszę to zobaczyć w akcji.

Pierwszą rzeczą, którą się zauważa we wszystkich grach serii są designy Satoshiego Urushihary, znanego artysty mangowego. Tak się jakoś złożyło, że mam co do jego prac najgorsze skojarzenia, mimo że kiedy nie są hardcore’owymi pornolami są piękne, złożone i bardzo kolorowe.

I tylko dlatego, moi mili, nie powinno się dopuszczać dziesięciolatków do japońskich pornoli. Po latach będą walczyć ze swoją fobią próbując grać w niszowe gry.

Growlanser ma bardzo sympatyczną historię jeśli chodzi o muzykę. Ścieżkę dźwiękową do pierwszej części skomponował sam Noriyuki Iwadare, w części drugiej i trzeciej zastąpił go Hiroshi Fujioka, częścią czwartą zajął się zaś Tomoyuki Hamada. Zostawiam sobie frajdę ze słuchania muzyki na samą grę, zwłaszcza że głównie ją będziemy słyszeć. Wspominam o tym, bo oryginalnie Growlanser IV: Over Reloaded był w zasadzie w pełni udźwiękowiony, prawie każda linijka była odczytywana przez aktora. Z oczywistych względów Atlus nie może sobie pozwolić ani na zatrudnianie armii aktorów do dubbingowania, ani wykupienie pełni praw do japońskich seiyuu, więc z wyjątkiem filmików dostaniemy opcję niemą. Oczywiście jest to trochę smutne, ale z drugiej strony dostaniemy podobno najlepszą grę z serii. To żadna cena.

Growlanser: Wayfarer of Time zostanie wydany w lecie tego roku. Nieoficjalnie mówi się o 24. lipca, czas więc przygotowywać portfele i zacząć się łudzić, że kiedyś załapiemy się na jakiegoś Langrissera.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Growlanser: Wayfarer of Time – zapowiedź

  1. OMUJBORZE GROWLANSER CHCĘ.
    Nienawidzę RTSów, ale mam dużo sentymentu do Urushihary. Ale nie przypominam sobie ostrego porno w jego wydaniu – soft i goliznę, owszem, wszędzie, ale pornole? Chyba, że po prostu jestem spaczona zbyt częstym odwiedzaniem 4chana.
    PSP ostatnio polubiłam dzięki Hakuouki, okazuje się, że tylko w bijatyki mi się na tym kijowo grało, będę więc gotowa. Trochę słabo, że udźwiękowienie będzie takie biedne (serio, nie mogliby zostawić po prostu samych japońskich głosów jak w Atelier Annie czy Hakuouki właśnie?), no ale i tak fajnie jest :3

    1. Pewnie gdybym teraz miała styczność z jego pracami to nie zrobiłyby na mnie żadnego wrażenia, ale wtedy wydały mi się wyjątkowo bezgustowne (byłam pruderyjnym dzieckiem).

      Wciąż nie kupiłam Hakuouki, strasznie mi z tego powodu źle. Jest fajnie?

      Ano właśnie nie mogą zostawić samych japońskich głosów, bo za to też się płaci i to dość duże pieniądze (widocznie za duże jak na ich wymagania). Trudno, przeżyjemy i to.

  2. Ach tak, fakt, ja go poznałam na początku jako twórcę ładnych, błyszczących artów np. z Chun-Li, do erotyki dorwałam się dopiero później i na własne życzenie, więc i przygotowana.

    Hakuouki to czysty VN, tylko tekst i wybory, żadnego gameplayu. Jest fajne, jeśli lubi się przystojnych samurajów, bo intryga taka sobie, typowo japońskie bzdety, ale postaci naprawdę sympatyczne. Mój największy problem to to, że nie mogę romansować z najbardziej interesującymi facetami, choć zdaję sobie sprawę, że jest to zapewne spowodowane moimi niszowymi gustami. (Nie lubię mieć niszowego gustu, lubię lubić popularne rzeczy!) Historia jest za to potraktowana zaskakująco realistycznie (jeśli, oczywiście, zignorować, że wszyscy są superpiękni i że pojawiają się ponadnaturalne wątki), a mechanika bardzo przyjazna (wygodna encyklopedia i możliwość sejwu w każdej chwili, np. tuż przed ważnym wyborem). Dokładniej swoje wrażenia opisałam na Tumblerze, ale jest trochę spoilersko z pierwszych kilku godzin. (Ciekawe, czy link zadziała~)

    Nie wiedziałam, że za pozostawienie oryginalnej ścieżki dźwiękowej też się dopłaca. Szkoda, kojarzy mi się to z biedadubbingiem z amerykańskiej wersji Rorony :( No bo np. w Hakuouki zostawili japońskie głosy, a wszyscy się odzywają, tylko bohaterka jest bezgłośna.

    1. Mówienie o lubieniu popularnych rzeczy komentując wpis o Growlanserze, a opowiadając o Hakuouki. Tee hee. Grę sobie sprawię przy jakiejś obniżce na PSN, bo chwilowo wszystko mi się rozpływa na premiery. >.>

      Czy słyszałaś o Hatoful Boyfriend? Wydaje mi się, że będzie relevant to your interests, jak to mówio.

      Biedadubbing to był w Tales of the Abyss czy Tales of Symphonia, nie przestaje mnie to bawić. Ale niestety, państwo seiyuu są dobrze olicencjonowani i trzeba te licencje wykupywać żeby móc używać ich talentów. Tymczasem w amerykańskim dubbingu aktorzy, którzy nie należą do związku zawodowego nie są nawet wymieniani w liście płac. -shrug-

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s