Powspominajmy: Devil Survivor

W dniu dzisiejszym premierę ma (Shin Megami Tensei:) Devil Survivor 2, sequel jednej z moich najulubieńszych gier na Nintendo DS. Jako że dotrze do mnie dopiero za tydzień, do tego czasu dobrze będzie powspominać co było fajnego w pierwszej grze.

Devil Survivor został wydany w 2009 na wspomnianego już Dual Screena. Najkrócej można go opisać jako sRPG w konwencji Shin Megami Tensei, zaś dokładniej rzecz biorąc jest to mariaż strategii z turowym systemem walki. Szczegóły za moment.

Akcja gry ma miejsce we współczesnym Tokio. Bezimienny awatar gracza i jego przyjaciele zostają właścicielami urządzeń łudząco podobnych do DSa, zwanych COMPami (aka Communication Player). Sprzęty pokazują nastolatkom dziwne wiadomości wieszczące dramatyczne wydarzenia. Wkrótce okazuje się, że są to jak najbardziej prawdziwe zapowiedzi, a miasto zostaje po kolei sparaliżowane, objęte kwarantanną i zaatakowane przez charakterystyczne dla Shin Megami Tensei stworzenia. Główna trójka bohaterów odkrywa, że COMPy mają też inną funkcję: pozwalają kontrolować demony. Tym sposobem zaczyna się wielka walka o przetrwanie w ogarniętym chaosem mieście.

Devil Survivor ma bardzo dobrze napisaną, ciekawą fabułę, którą szkoda psuć. Mało tego, ma kilka zakończeń, z których większość jest warta obejrzenia. Poruszana jest też tematyka, której nie powstydziłyby się filozofia i socjologia. Dzięki temu, że postaci są przy tym bardzo ludzkie dostajemy idealną mieszankę komentarza społecznego, sci-fi i animu.

Mam niepopularną opinię na temat Yuzu: uważam, że zachowywała się jak normalna nastoletnia dziewczyna, a nawet jak normalny człowiek (sic!).

A propos animu, za projekty postaci odpowiedzialny jest znany z Baccano! czy Durarara!! Suzuhito Yasuda. To, że uwielbiam się wyśmiewać z jego tendencji do wyolbrzymiania pewnych aspektów ludzkiego ciała nie zmienia faktu, że mam słabość do kreski tego artysty. Najważniejsze jest to, że demony są cały czas reprezentowane przez designy Kazumy Kaneko i ciągle wyglądają fantastycznie.

Opowiedzmy sobie krótko jak wygląda samo clou rozgrywki. Na pole bitwy możemy wpakować maksymalnie cztery zespoły złożone z postaci ludzkich i dwóch demonów każdy. Zespół jest reprezentowany przez postać ludzką i to nią będziemy kierować. Poruszanie się postaciami na polu prezentuje się klasycznie sRPGowo. Nie ma znaczenia w którą stronę będzie zwrócony dany bohater, więc element strategii jest tu mocno symboliczny. Jak już wspomniałam, przy ataku gra zmienia się w klasyczną turówkę. Domyślnie każdy obecny w takiej walce ma jeden ruch, kiedy uda mu się wyhaczyć słaby punkt przeciwnika dostaje dodatkową turę.

Marzy mi się tylko, że w nieuniknionych następnych częściach wrogowie będą animowani i to bardziej niż w Strange Journey.

Nie jest to skomplikowany system, ale nie jest też prostacki. Żeby pozamiatać przeciwnikiem trzeba jak najlepiej skomponować swoją grupę, czyli dobierać do postaci ludzkich takie demony, które zniwelują ich słabości (np. dyżurna magiczka jest wolna i ma malutki zakres ruchu, więc do jej COMPa możemy dorzucić demona, który jest szybki i daje większe pole manewru). Do tego dochodzą umiejętności, które możemy odebrać przeciwnikowi, a także ogromne ilości demonów, które można kupić, połączyć/sfuzjować i wytrenować. Devil Survivor to zabawka na dłuższą chwilę.

Jedyny mankament, do którego na siłę można by się przyczepić w grze to muzyka. Jest to króciutki soundtrack złożony z kilkunastu piosenek, które siłą rzeczy po jakimś czasie się nudzą. Do tego większość z nich oparta jest na agresywnej gitarze, która szybko staje się męcząca. Jednak biorąc pod uwagę ciekawą tematykę, niezmiennie cudowne demony i solidną rozgrywkę jest to pierdółka.

Devil Survivor to jeden z najlepszych jRPGów nie tylko na DSa, ale tej generacji. Gra jest do nabycia za wielką wodą, alternatywnie można też kupić rozbudowaną wersję na 3DSa z dubbingiem i dodatkowym dniem gry. Gorąco polecam, nawet niezaznajomionym z serią Shin Megami Tensei. Jest to bardzo dobry tytuł na rozpoczęcie przygody z tą serią. Nie odchodzi od klasycznych gier jak Persona, zachowując przy tym indywidualny charakter. Pozostaje mieć nadzieję, że sequel da radę doskoczyć do tej wysoko postawionej poprzeczki. Tym akcentem oddalam się do mojego ciemnego rogu z którego będę czekać na listonosza z wiadomą przesyłką.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Powspominajmy: Devil Survivor

  1. Dla mnie najwięcej radości sprawiało wyszukiwanie analogi do SMT I-II i to własnie tym gra ta zdobyła moje serce. Niemniej uważam ze nawet bez tak zboczonego podejścia jak moje, gra ta ma sporo dobrego do zaoferowania.

  2. Wątpię niestety. Jakiś czas temu PSXowe wersje SMT I-II oraz If zostały wydane na japońskim PSN. Tym samym myślę, że nie doczekamy się raczej żadnej nowej wersji. Swego czasu liczyłem na remake’i na DS na silniku Etrian Odyssey/Strange Journey, ale jak widać nic takiego nie nastąpiło.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s