999: Nine Hours, Nine Persons, Nine Doors – recenzja

999 Nine Doors Hours PersonsDzisiejszy wpis sponsoruje odurzenie środkami znieczulającymi. Nie umiem oddać nastroju tego tytułu, więc pozostaje mi choć częściowo utożsamić się z bohaterami. Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś eksplodował, ale dzień jeszcze młody.

W tekście o tym nie wspominam, ale ta gra ma muzykę (autorstwa Shinjiego Hosoe zresztą)! Nie czytajcie komentarzy na YT jeśli kiedykolwiek macie zamiar zagrać w ten tytuł.

999: Nine Hours, Nine Persons, Nine Doors to gra autorstwa firmy Chunsoft wydana pod koniec 2009 roku na Nintendo DS. Traf (?) chciał, że gra spodobała się komuś z Aksys Games i pod koniec 2010 roku gra została wydana także w Ameryce Północnej. Od tego czasu zyskała spore oddane grono fanów, podobno liczniejsze na zachodzie niż w Kraju Kwitnącej Wiśni. Wytłumaczymy sobie to zjawisko za trochę. Póki co opowiedzmy sobie o co właściwie chodzi.

Przede wszystkim 999 to gra dla dorosłych (w Europie zapewne dostałaby PEGI 16). Dziewięć osób zostaje porwanych na pokład tonącego statku i mają dziewięć godzin na wydostanie się z niego. Żeby nie było zbyt łatwo, kolejne etapy przechodzą pokonując ponumerowane drzwi, które można otworzyć tylko za pomocą bransolet, które (wbrew swojej woli) otrzymali po dostaniu się na statek. Na zewnątrz wydostaną się tylko wtedy, gdy znajdą drzwi z numerem dziewięć.

Wierzcie lub nie, ale wszyscy na tym obrazku są pełnoletni.

Już samo wprowadzenie jest dość intrygujące, a 999 oferuje jeszcze ciekawe grono bohaterów. Zapewne domyśliliście się po tytule, że w tej historii mamy do czynienia z dziewięcioma postaciami. Jako że sama wchodziłam w grę z zerową wiedzą o kimkolwiek, pozostawię Was w tej samej sytuacji. Praktycznie 80% frajdy z tej opowieści płynie z poznawania tej dziewiątki i ich rozmaitych reakcji na kolejne wydarzenia. Że już nie wspomnę o mniej lub bardziej zabawnych komentarzach przy okazji rozwiązywania kolejnych zagadek.

Słowo zagadka może i brzmi poważnie, ale 999 raczej nie oferuje ich zbyt wiele w porównaniu do ilości tekstu, jaką nas atakuje. Mało tego, łamigłówki są dość proste, a nawet jeśli zdarzy nam się gdzieś zaciąć, postaci naprowadzają na właściwy trop. Tak więc jeśli liczycie na dużą ilość zagadek to muszę Was rozczarować – 999 skupia się na swojej opowieści.

Nie ma się co oszukiwać: żeby grać w 999 należy lubić czytać. Być może brzmi to jak oczywista oczywistość w kontekście visual novel, ale warto to podkreślić. Jeśli przewijacie dialogi w RPGach, a w Phoenix Wright jak najprędzej przechodziliście do wrzeszczenia ‘Objection!’, to w 999 nie znajdziecie nic dla siebie. Fabuła i narracja stanowią kręgosłup i większość ważnych organów tej gry. Okazjonalne łamigłówki to ‘tylko’ jelito grube. Gra nie oferuje licznika czasu, ale wydaje mi się, że o ile rozwiązywanie zagadek zabierało góra pół godziny, to czytanie co dłuższych scenek między nimi zajmowało mi nawet czterokrotnie więcej czasu. A czytam dość szybko.

Porównanie do jelita może niezbyt fortunne, ale cóż. W każdym razie nie spędzicie wiele czasu patrząc na ten obrazek.

Przejdźmy więc do meritum, czyli fabuły. Jak już wspomniałam podoba mi się założenie: dziewięciu ludzi uwięzionych na statku ma dziewięć godzin by przedostać się do dziewiątych drzwi. Napięcie trzyma od początku do końca, stawka jest wysoka, a w dodatku praktycznie każdy z bohaterów ma takie tajemnice, o które byśmy ich z początku nie podejrzewali. Jeśli nie zrobimy się zbyt podejrzliwi, rzecz jasna.

Gra posiada pięć pełnoprawnych zakończeń, plus jedno wkurzające. Ignorując to ostatnie każde z nich jest inne i wprowadza bardzo ciekawe rozwiązania historii. Zastosowano też bardzo ciekawy zabieg: żeby dostać prawdziwe zakończenie, należy najpierw przejść inne, zapoznając się z pewnymi faktami. To dobry pomysł, bo prowokuje do obejrzenia wszystkich możliwych rozwiązań. Zwłaszcza, że przeczytany wcześniej tekst można omijać, a gra automatycznie wyłącza tę opcję przy nowych wydarzeniach. Jedyne, co się powtarza, to zagadki, ale te przy kolejnym podejściu rozwiązuje się w mniej niż pięć minut. Polecam zapoznanie się ze wszystkimi możliwymi ścieżkami fabularnymi, bo niektóre z nich oferują informacje niedostępne w innych. A te, jak dowiecie się z gry, są bezcenne…

A że czyta się dobrze, to już inna sprawa.

Pragnę posłać szczególne wyrazy miłości w stronę amerykańskiego wydawcy gry, Aksys Games, którego pracownicy potrafią świetnie pisać. Nie mam jak porównać wersji angielskiej z oryginałem, ale wydaje mi się, że duża część uroku płynie z tego, jak gra została przetłumaczona. Dzięki temu oraz faktowi, że interaktywne nowelki to duża rzadkość na zachodnim rynku, gra spotkała się z bardzo ciepłym przyjęciem na zachodzie. Jako że w Japonii znacznie większe i bardziej rozbudowane VN są na porządku dziennym, gra nie jest tam aż tak popularna. Co nie zmienia jednak faktu, że szykuje się sequel na 3DSa i Vitę.

Gdyby nie pewien felerny plot twist w prawdziwym zakończeniu, 999 byłoby moją ulubioną grą tego typu na DSa. Ale nawet z tym uszczerbkiem znajduje się w pierwszej piątce. To trzymająca w napięciu, klimatyczna opowieść z bandą intrygujących postaci. Jak już wspomniałam, jest tylko jeden warunek potrzebny do czerpania radości z tego tytułu: należy lubić czytać. Jeśli spełniacie ten warunek, to gra praktycznie gwarantuje udaną zabawę.

Siłą rzeczy 999 trzeba importować, ale we właściwym miejscu i we właściwym czasie można je kupić za całkiem sympatyczną cenę. Nie jak Radiant Historię. -grumble-

Reklamy

3 uwagi do wpisu “999: Nine Hours, Nine Persons, Nine Doors – recenzja

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s