Xenoblade (Chronicles) – część 2 – recenzja

Xenoblade Chronicles recenzjaW ostatnim odcinku grania w Xenoblade (Chronicles) potłukłam w grę około dwunastu godzin i stwierdziłam, że jest kandydatem na dużo wyższy wynik w liczniku czasu gry. Nie myliłam się. Jako że omówiłam większość rzeczy, które sprawiają, że w Xenoblade świetnie się gra, dziś skupię się na tym, o czym nie miałam szans się wypowiedzieć. Innymi słowy o fabule i postaciach.

Na mój słowotok najlepszym znieczuleniem jest headbanging.

Pierwsze co uderzyło mnie kiedy ludzie zaczęli masowo podniecać się tym tytułem to albo kompletne ignorowanie fabuły, albo histeryczne ukrywanie spoilerów. Zaintrygowało mnie to niezmiernie, bowiem intrygująca historia w japońskich RPGach to jedna z tych rzeczy, których ostatnio zaczyna brakować[1]. Jeśli sugerować się podejściem internetu, to Xenoblade powinno mieć jedną z najlepszych historii ever. W końcu Xenosagi… miały… chyba[2].

Nie będę kłamać, jeżeli przeczytaliście w życiu więcej niż trzy książki i zagraliście w ze dwie tego typu  pozycje to są niewielkie szanse na to, żeby Xenoblade miało Was czymś zaskoczyć. Ma solidną i ciekawą fabułę, ale jest ona praktycznie od początku do końca łatwa do przewidzenia. Największą zaletą jest to, w jaki sposób jest poprowadzona. Do zrozumienia wydarzeń nie potrzebujemy żadnego przeklętego dataloga, wiadomo kto jest głównym bohaterem, a kto jego oponentem… przez większość czasu. W końcu to jRPG. Jeżeli po czytaniu rozmaitych forów internetowych sądziliście, że fabuła XB to kolejne zesłanie ulubionego proroka, to absolutnie tak nie jest. Przygotujcie się na czytanie dobrze napisanej, ale dość typowej książki.

Nawet kiedy zdarza się, że fabuła gry nie robi zbyt dużego wrażenia, to spokojnie można jej to wybaczyć kiedy oferuje interesujące postaci. Z radością zawiadamiam, że bohaterów Xenoblade da się lubić. Główny bohater, jak już wspominałam, przez większość czasu zachowuje się inteligentnie i nie irytuje. Ku mojemu zaskoczeniu natomiast jego najlepszy przyjaciel, Reyn, jest jedną z najrozsądniejszych postaci (kiedy nie dostaje akurat Idiot Ball, uwaga na TV Tropes) w grze. Wielokrotnie łapałam się na tym, że zadawałam podobne, zdroworozsądkowe pytania co on. Zapewne w większości spodziewaliśmy się, że Dunban będzie typem mentora i faktycznie, to on raczej przewodzi temu niedużemu stadku. Najciekawsze jest jednak to, jak bardzo zmienił się przez rok, który minął od czasu prologu gry do momentu rozpoczęcia się faktycznej fabuły gry. Na koniec pozostaje nam Riki, czyli obowiązkowa maskotka. Szczęśliwie zamiast mdlącego moe Riki prezentuje sobą raczej dużą dawkę wredoty i bezczelności, no i jest niezastąpioną postacią w trakcie walki. To miła odmiana.

I tak wszyscy są jego przydupasami sidekickami.

Na panie postanowiłam przeznaczyć osobny akapit. Są ich trzy: Fiora, Sharla i Melia. Pierwsza z nich jest przyjaciółką Shulka i Reyna i mimo że potrafi trącić stereotypem zazdrosnej przyjaciółki z dzieciństwa, to szczęśliwie Fiora potrafi się obronić przed tą szufladą. Następna w kolei Sharla jest w zaawansowanym wieku lat 21 i traktowana przez otoczenie jak matka, albo przynajmniej starsza siostra (wyjątkiem od reguły niezastąpiony Reyn). Muszę przyznać, że Sharla to jeden z najbardziej badassowatych medyków w japońskich RPGach. Nie dość, że po godzinach faktycznie uczy się, żeby zostać profesjonalnym lekarzem, to w dodatku jej bronią jest gigantyczna giwera. Ponownie miła odmiana. Ostatnia jest Melia, która jest prawdopodobnie najlepiej napisaną postacią żeńską w grze. Aż szkoda mi opisywać charakter tej postaci, bo odkrywanie jej kolejnych warstw (psychicznych, skupcie się jeszcze) jest bardzo ciekawe.

Nie wiem czy znacie Test Alison Bechdel. Stosuje się go głównie wobec filmów i chodzi w nim o to, by sprawdzić funkcjonowanie postaci kobiecych w danym dziele[3]. Żeby przejść test film musi spełnić trzy warunki: 1) posiadać co najmniej dwie postacie żeńskie, 2) które rozmawiają ze sobą 3) o czymś poza facetami. Xenoblade przechodzi Test Bechdel, ale czas jaki panie spędzają na rozmawianiu o głównym bohaterze mocno mnie zastanowił. Szczególnie pod tym względem drażniła mnie Sharla, która z okazji swojej matczyności próbowała wszystkich z nim swatać.

Wybaczam ci ze względu na wybór broni, ale uważaj kochana.

Jedna rzecz, która bardzo mi się spodobała w Xenoblade to fakt, że można dbać o relacje między wszystkimi bohaterami. Jako weteranka nowych Person gdzie dba się jedynie o związki między głównym bohaterem, a danymi postaciami, przywitałam tę odmianę z otwartymi ramionami. W grze pojawia się coś na wzór scenek z podwyższania poziomu Social Linku, tutaj zwane Heart to Heart. Są to raczej nieciekawe dialogi, ale pozwalają na zobaczenie jak wygląda przyjaźń między bohaterami, o których fabuła mogła już dawno zapomnieć. A ona, niestety, ma taką tendencję. Nie ma tu sytuacji z Suikodenów, gdzie postacie lądowały w naszej grupie tylko po to, żeby już nigdy więcej się nie odzywać. Zdarza się jednak, że kiedy skończą się ich wątki, bohaterowie potrafią usunąć się w cień na boleśnie długi czas.

Mogłabym pisać jeszcze o różnych kwestiach pod różnymi kątami, w końcu tłukłam w Xenoblade ponad 170 godzin, ale tu zakończę. Przy pisaniu o Muramasie zastanawiałam się, czy dla tamtej gry warto byłoby kupić Wii. Wtedy nie było. Mogę jednak zapewnić, że XB jest warte takiej inwestycji jeżeli jest się fanem japońskich RPG. Fabuła jest bardzo przyzwoita i nie sposób jest nie polubić bohaterów, których poznajemy trakcie jej trwania. Świat oferowany przez grę jest ogroooooomny, a jego odkrywanie daje masę satysfakcji. Dodajmy do tego genialny w swojej prostocie system walki oraz masę pierdółek do zrobienia i przynajmniej miesiąc życia ma się z głowy. Plotki o tym, że Xenoblade to najlepszy jRPG tej generacji nie są przesadzone.


[1] A tak naprawdę to Square systematycznie obniża poprzeczkę jeśli chodzi o tworzenie zrozumiałego przebiegu wydarzeń.

[2] Autorka jest na początku epizodu trzeciego.

[3] Dla niektórych jest to wyznacznik tego, czy warto w ogóle oglądać daną rzecz, ale ja nie idę tak daleko. Większość moich ulubionych filmów (i gier) nie przechodzi tego testu.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Xenoblade (Chronicles) – część 2 – recenzja

  1. Miałaś popiszczeć nad randomowymi Brytolami z voiceactingu :3

    Plotki o tym, że Xenoblade to najlepszy jRPG tej generacji nie są przesadzone.
    Na ten temat nie mam zdania bo po prostu nie grałam w ich aż tyle żeby je mieć, ale tak z ciekawości pytam: co w takim razie nim jest?

    1. Skleroza nie boli, już mi się nie chce. :P Ale są naprawdę dobrzy! Swoją drogą dałaś mi pomysł na wpis o dubbingu i co fajniejszych voice actorach.

      Też nie grałam we wszystkie, nie mam przecież ani PS3, ani X360, ale mam naiwną nadzieję, że jeszcze takowej gry nie dostaliśmy. Że się tak wywinę z odpowiedzi.

  2. Plotki o tym, że Xenoblade to najlepszy jRPG tej generacji nie są przesadzone.
    Na ten temat nie mam zdania bo po prostu nie grałam w ich aż tyle żeby je mieć, ale tak z ciekawości pytam: co w takim razie nim jest?
    +1

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s