Podyskutujmy: Tokyo Game Show 2011

Tegoroczny TGS stanął pod znakiem mniej lub bardziej oczekiwanych portów i remake’ów. Na pierwszy ogień poszły handheldy i mocne teoretyzowanie na ich temat. Nie przepadam za gadaniem o konsolach, które ledwo co pojawiły się na rynku/jeszcze nie zostały wydane, bo ich promowanie wygląda jak zabawa sześcioletnich chłopców[1]: ‘I on będzie miał takie wieeeelkie lasery! Najpierw będzie dwadzieścia sześć tytułów, a potem jeeeeeszcze więcej!’. A jak ponad rok temu 3DS dostał imponującą listę potencjalnych tytułów, tak do tej pory nie zrealizowano nawet 1/4 tych ambitnych zamiarów. Dlatego kiedy Sony wyskoczyło z równie długim… potencjałem dla Vity, nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Szczęśliwie jednak pojawiło się parę rzeczy, które można wstępnie obślinić.

Konsolka Nintendo miała wyjątkowo ciężkie przeżycia w ostatnim czasie. A to gier mało, a to przed konferencją firma wyskakuje z nieporęczną i brzydką jak noc przystawką z drugim analogiem. Dobrze przynajmniej, że pojawił się Monster Hunter 4.

Potencjalnie interesujące rzeczy:

Fire Emblem

Wstyd się przyznać, ale jak dotąd nie miałam okazji zagrać w nic z tej serii. Sama się dziwię, bo są tu dwa elementy, które praktycznie gwarantują moją miłość: animu i strategia. Designy postaci mi nie przeszkadzają, ale jestem z tej nielicznej grupki, której nie przeszkadzały też te w Valkyria Chronicles II.

Może kiedyś…?

Layton VS Ace Attorney – Zdążyłam już o tym cudeńku zapomnieć, a pojawiły się nowe screeny. Oczywiście ciężko oczekiwać po tytule na 3DSa, że będzie prezentował dwuwymiarową grafikę, ale wolałam Phoenixa i jego bandę w dwóch wymiarach. Chociaż paluch w trzech wymiarach to jak dotąd najlepsze wykorzystanie możliwości konsoli. I raczej nie do przebicia.

Beyond the Labyrinth – odkąd potwierdzono moje obawy, że niebieskowłose dziewczę będzie głośnym wsparciem głównego bohatera – gracza – moje zainteresowanie spadło do zera. Nigdy nie pociągały mnie małoletnie dziewczynki i ich cudne skądinąd barchany. No i aż tak nie lubię dungeon crawlerów.

Bravely Default: Flying Fairy – Patrząc na trailer wydaje się, że to kontynuacja DSowego FF: The 4 Heroes of Light pod zmienioną nazwą. Wygląda ślicznie, z pozdrowieniami dla Akihiko Yoshidy.

Kingdom Hearts Dream Drop Distance – Nie lubię tej serii, ale niezmiennie zazdroszczę jej fanom entuzjazmu. Dużo sztuk bielizny zostało rzuconych w niebo gdy zapowiedziano cameo z The World Ends With You (a mój egzemplarz kurzy się na półce…).

Japońska premiera konsoli będzie miała miejsce 17. grudnia, sprzedawana będzie bez karty pamięci i możliwości wymiany baterii, której żywotność ma oscylować wokół 3-5 godzin. Brzmi niekorzystnie dla kupujących, ale widać, że Sony chce naprawić błąd popełniony przy PSP.

Potencjalnie interesujące rzeczy:

Ys: Celceta, Sea of Trees

Obecnie panuje leciutki bajzel informacyjny, nie do końca wiadomo czy to remake Ys IV czy zupełnie nowy tytuł. Nawet jeśli to przeróbka, to da się ją ładnie wytłumaczyć: Ys IV nigdy nie zostało wydane w języku Anglów, a także nigdy nie tworzył go sam Falcom, a zewnętrzne firmy (vide: seria The Legend of Heroes na PSP – tylko Trails in the Sky było zrobione przez Falcom). Póki co wiadomo, że gra będzie miała system walki znany z Ys Seven. To świetna wiadomość, bo zapowiada się niesamowicie miodna rzecz. To, że gra wygląda brzydko i staro mnie nie obchodzi. Jest ruda, fajna i ma poczucie humoru.

Final Fantasy X (także na PS3)

Dziesiątka to jedna z tych gier, które uwielbiam wyśmiewać. Ciekawe jest czy mamy do czynienia z przeróbką, czy z portem. Jak dotąd SE dość rozsądnie oddzielali jedne od drugich, więc będę bacznie obserwować ich dalsze poczynania. Że nie wspomnę o perwersyjnej przyjemności, którą czerpię z obserwowania fanbojowników FFVII.

Może kiedyś…?

Lord of Apocalypse – Trailer ma całkiem, całkiem. Czekam na konkrety.

Inne, niegodne osobnego banerka rzeczy:

  • Konami zapowiedziało nowego Suikodena na PSP. Wszystko wskazuje na to, że to coś na wzór Triekreisa.
  • Nowy trailer z Final Fantasy XIII-2 prawie mnie zabił. Kolejna nauczka żeby nie pić przy Square-Enixowych designach.
  • Persona 4: The Ultimate in Mayonaka wygląda bardzo fajnie. Gdybym miała jakiekolwiek ciągoty w stronę mordobić prawdopodobnie cierpiałabym na ślinotok.
  • Valkyrie Profile co? Tri-Ace zbytnio oszołomiło ww. barchanami, żeby ktokolwiek się tym przejmował.
  • FF Type-0 będzie dostępne na PSN. Tymczasem XSeed tłumaczy fanom, że Falcom nie tworzył pod tym kątem drugiej części Trails In The Sky (która również mieści się na dwóch płytkach UMD), stąd brak wiadomości z ich strony. Fani węszą spisek.
  • Amerykańskie/Europejskie SE nadal milczy w sprawie Type-0, chociaż ci drudzy byli na tyle dobrzy, żeby napisać dwa akapity o FFX.
  • Mainstreamowe portale straszą, że wyjątkową popularnością na imprezie cieszyły się rzeczy społeczno-komórkowe. Nie jestem pewna jakiej reakcji oczekują.

Dziwny był ten tegoroczny TGS. Wiem, że wiele osób jest zachwyconych wyborem tytułów na <tu ulubiona konsola mówiącego>, ale osobiście czuję spory niedosyt (rozpieścili mnie w zeszłym roku, ot co). Najbardziej interesujące mnie rzeczy zapowiedziano parę dni przed imprezą, a nie należę do grupy ekscytującej się nowymi sprzętami. Cieszę się tylko, że nie było tak źle jak na E3 i Gamescomie. Z drugiej strony to jak cieszyć się z tego, że nie dostało się pięścią w brzuch.


[1] Praktyki w szkole pozwoliły mi na uczestniczenie w takich zabawach. Młodzi panowie pochwalili mnie za grę w Ninjago.

Reklamy

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s