Muramasa: The Demon Blade – recenzja

muramasa wii recenzjaZainspirowana niedawnymi zapowiedziami zbliżających się nań gier, stałam się szczęśliwą posiadaczką Nintendo Wii. Najbliższa growa premiera jednak w połowie sierpnia, cóż więc taki ktoś jak ja może zrobić z konsolą do tego czasu? Gdyby nie brak odpowiedniego kontrolera i funduszy na koncie, bez wahania rzuciłabym się na Virtual Console. Oczywiście tuż po tym, jak kupiłabym grę, na którą ostrzyłam sobie zęby przynajmniej od dwóch lat.

Muramasa: The Demon Blade wylądowało w moich łapkach parę dni po zakupie konsoli. Jak już pewnie zauważyliście, jestem entuzjastką gier Vanillaware, więc wiedziałam w co się pakuję. Czy warto było jednak kupować kolejną konsolę (między innymi) dla tego tytułu?

Zacznijmy od tego, co oczywiste. Muramasa jest przepiękną grą i studio za nią odpowiedzialne po raz kolejny udowadnia, że coś wybitnie pięknego można stworzyć na każdy sprzęt. Muzykę stworzyło niezawodne studio Basiscape. Jak sugeruje sam tytuł, Muramasa wiąże się z szesnastowieczną Japonią. Muzycy postanowili stworzyć więc muzykę opartą na tradycyjnych japońskich instrumentach i pogodzić je z elektroniką oraz okazjonalnym rockiem. Ścieżkę dźwiękową polecam nawet niezainteresowanym grą ze względu na bardzo udany mariaż muzycznych stylów.

Jeśli chodzi o fabułę gry, to ma ona dwóch głównych bohaterów: Jinkuro Momohime, księżniczkę, której ciało przejął Jinkuro Izuna duch pewnego człowieka oraz Kisuke, młody ninja z amnezją. Na dzień dzisiejszy kończę dopiero opowieść Jinkuro Momohime, dlatego pozwólcie, że skupię się głównie na odczuciach niż na samej historii.

Jinkuro może i nie ma urody Momohime, ale cała historia kręci się wokół niego.

Odin Sphere było dość mocno skoncentrowane na fabule, miało wielu bohaterów i rozbudowany świat. W Muramasie ciężar przeniesiono na rozgrywkę, bohaterowie są znacznie mniej ważni, a postacie drugoplanowe rzadko kiedy mają jakiekolwiek znaczenie. Najbardziej zabolał mnie niewielki nacisk na bossów. W Odin Sphere każda walka na końcu rozdziału miała swoją wagę, bo trzeba było pobić kogoś, kto miał większe lub mniejsze znaczenie dla historii. Tutaj tłuczemy legendarne smoki, demony i innych fantastycznie wyglądających bohaterów, ale nie ma to większego znaczenia. Tak naprawdę i tak chodzi o to, żeby zdobyć kolejny miecz.

Być może jestem trochę niesprawiedliwa, ale dialogi wcale mi nie pomagają. Tutaj z kolei winię Ignition odpowiedzialne za tłumaczenie gry. Zostawili oni głosy oryginalnych japońskich aktorów, co można odebrać jako chęć pozostania przy stylistyce gry (albo lenistwo). Nawet ktoś bez podstawowej znajomości języka może wyczuć, że coś jest nie tak. Wyobraźcie sobie całą grę w której macie odpowiednik sceny z ‘Między słowami’, gdzie wielokrotnie złożone zdanie reżysera zostaje przetłumaczone jako proste polecenie. To sporo odbiera z całego doświadczenia.

Rozgrywka w Muramasie to cud, miód i malina. Co prawda zmieniłabym przycisk odpowiedzialny za skoki, ale poza tym sterowanie jest bardzo łatwe i przyjemne. Gra oferuje trzy poziomy trudności, trzeci do odblokowania, które ratują osoby z niewielkim upośledzeniem motorycznym i manualnym (czyt. mnie). Walki odbywają się szybko, zwinnie i sprawiają masę frajdy, znacznie więcej niż w Odin Sphere. Brak większej ilości kontrolowanych postaci rekompensują miecze, które wykuwa dla nas Senji Muramasa. Każdy z mieczy ma własny atak specjalny, a cała radość płynie z ich odkrywania.

Pierwszy boss, a przy okazji pretekst, żeby wprowadzić fabułę. Muramasa ma przedziwne wprowadzenie.

Mam mieszane uczucia co do samego wykuwania mieczy. Gra oferuje nam całe drzewko, które można wykuć, jednak wiele z nich otrzymujemy dopiero po odbyciu walki z odpowiednim bossem, co pozwala na odblokowanie kolejnych broni. Kończy się tym, że wykuwanie odbywa się w przewidywalnej kolejności. To tak jak z levelowaniem postaci w Final Fantasy XIII. Niby można to robić samodzielnie, ale po co, skoro efekt byłby taki sam gdyby konsola robiła to automatycznie?

Z Odin Sphere wraca food porn… niestety o znacznie mniejszym znaczeniu niż w tamtej grze. Jedzenie wytwarza materiał do wykuwania mieczy, ale ze względu na niską cenę szybko staje się tylko miłym dodatkiem. Że już nie wspomnę o tym, że japońskie knajpki są fajne, ale Pooka Kitchen i Café to sprawa wyjątkowa.

Mam duży problem z Muramasą. Gra sprawia masę frajdy, jest przepiękna, ale posiada spore braki w kwestiach, które sobie cenię. Niestety, wygląda na to, że kolejne gry Vanillaware będą coraz mniej skupiać się na fabule. Nie twierdzę, że Odin Sphere i GrimGrimoire zasługiwały na growego Oscara za scenariusze, ale sprawiały, że cała rozgrywka nabierała jakiegoś wymiaru. W przypadku braku wyrazistych postaci ciężko jest znaleźć motywację do grania. Przecież nawet najprostsze strzelanki mają głównego bohatera, którym z jakiegoś powodu chce się kierować.

Czy kupiłabym Wii gdybym wiedziała, że Muramasa to jedyna gra, w którą na nim zagram? Tylko gdybym dostała jakiś magiczny i nagły przypływ gotówki. Ale nawet wtedy nie wiem czy nie byłoby mi jej szkoda na sprzęt dedykowany niedzielnym graczom. Szczęśliwie wkrótce pojawi Xenoblade, a w międzyczasie wywołuję salwy śmiechu grając w pewną grę o operowaniu ludzi, więc problemu w nie ma.

Czy poleciłabym Muramasę właścicielowi Wii? Absolutnie. Szybki system rozgrywki i niesamowite widoczki spodobają się nawet ludziom, którzy nie mieli wcześniej do czynienia z podobnymi tytułami. A że gra jest pozbawiona czegoś, co umownie nazwijmy głębią? Tym bardziej staje się przyjazna dla casuali.

Reklamy

11 uwag do wpisu “Muramasa: The Demon Blade – recenzja

  1. Gratuluję zakupu konsoli i gry. Ja bym Wii w sumie chciał tylko dla Sin & Punishment 2 i Metroid Prime 3 więc zdecydowanie tej konsoli nie kupię, bo naprawdę mi się to nie opłaca. A na PS3 i DSa mam jeszcze w co grać (wręcz za dużo).

    A co do samej gry to wychodzi na to, że to ma taki bardziej arcade’owy posmak niż RPGowy.

  2. Wii? Jak Wii to Okami, nie jRPG ale action-adventure, ale za to Najlepsza Gra Kosmosu ;)
    No i widzę, że Trauma Center też w ruchu, co? Spokojnie, niedługo będziesz się pokładać ze śmiechu nie z powodu operacji, a fabuły. Ogólnie jest trochę fajnych gier na Wii, ale w tej chwili ich nie widzę, bo nie piszę z domu, mogę jednak później wymienić.
    Gdzie kupiłaś Muramasę? Nigdzie jej nie widziałam. Napaliłam się swego czasu, bo zawsze chciałam zagrać w grę od Vanillaware, ale GG i OS są za ciężkie gameplayowo (straszny casual ze mnie), ale nie widząc w żadnym sklepie olałam, mając inne rzeczy do grania. Więc pytam, skoro mam okazję: słyszałam, że gameplay jest w Muramasie łatwiejszy, czy to prawda?
    Also, niepozwolenie na komentowanie gościom jest złem. Dobrze, że przypomniało mi się hasło do Twittera.

    1. Okami kupiłam parę lat wcześniej na PS2. Może kiedyś nawet doń powrócę, jak do tych wszystkich innych porzuconych tytułów. :P

      Z Traumą Center mam w ogóle dłuższą historię, ale o tym kiedy indziej. Zachowałam sobie wyśmiewanie się z futurystycznych wirusów z kosmosu i własnych umiejętności na kolejny wpis.

      Nie spodziewałabym się tego nigdy, ale proszę bardzo: http://www.sklep.psxextreme.pl/muramasa-the-demon-blade-wii-gra-p549.html . Nawet tanio! I owszem, gameplay w Muramasie jest łatwiejszy, ogranicza się do wyczucia czasowego, bo wszystkie ataki obsługuje się w zasadzie jednym przyciskiem. Muszę za to ostrzec, żeby nie grać zbyt długo dziennie, bo gra robi się bardzo monotonna.

      Przepraszam, ale cierpię na awersję wobec gości i Galli Anonimów. ^^;

  3. Okami na Wii po prostu lepsze – na tej konsoli je przeszłam, ale z wersją na PS2 też miałam na tyle do czynienia, żeby porównać. Na Wii jest ładniejsze, a wiilot jest wręcz stworzony do Pędzla, w przeciwieństwie do gałki. Chociaż to podnosi też poziom trudności, zwłaszcza przy nieprawidłowym skalibrowaniu czujnika.
    Nie mogę się doczekać wpisu o Traumie w takim razie.
    O. Warszawska wygoda ze mnie wychodzi, bo sprawdzałam tylko sklepy, które tu mają swoje siedziby, więc dzięki :D
    Spoko, szczęściem się mi to hasło przypomniało. tyle tylko że nie każdemu się będzie chciało, no ale już olać, elita ma twittery :)

    1. Może kiedyś dokupię, mam złotą zasadę nakazującą kupować każdą wersję Final Fantasy Tactics, kto wie czy nie poszerzę jej na Okami. :)

      E, trzeba szperać. Urodziłam się i mieszkam w Warszawie, ale tu (prawie) nigdy nic nie ma. A w Polsce mamy zazwyczaj niskie koszty wysyłki, więc warto.

      A propos, właśnie rozważam ponowne założenie konta na twitterze. Ostatnio gadałam do ściany, a to równie dobrze mogę robić bez komputera. No cóż, może… kiedyś… Dziękować w każdym razie za odwiedziny~

  4. Urodziłam się i mieszkam w Warszawie, ale tu (prawie) nigdy nic nie ma.
    E, chyba tylko z Muramasą miałam prawdziwy problem. Takiego Okamidena dało radę kupić tylko w Ultimie (no fakt, gry na DSa się w Polsce nie sprzedają, to nikt nie sprowadza), a Atelier Rorona i Cross Edge tak zwyczajnie zauważyłam w sklepie w Złotych Tarasach. No i szpernęłam i znalazłam Muramasę na Allegro, ale drożej niż to czym rzuciłaś :)

    1. No dobra, to była krzywdząca generalizacja. Nigdy nie ma tego, co mnie interesuje w odpowiedniej cenie. :P Chyba nawet wiem o którym sklepie mówisz, podobno ostatnio mieli Tales of the Abyss. Wyrywam sobie włosy z głowy, że nie udało mi się tego zdobyć. Tak, wiem, też przecież od Allegro zaczęłam szukać. Możliwe, że jestem growym odpowiednikiem dziewczyn, które szukają ciuchowych okazji po całym kraju.

  5. Muramasa bardzo mi się podobało, ale jednak nieco bardziej polubiłem Odin Sphere. Powiedziałbym, że Muramasa to taki uboższy krewny tej drugiej gry.
    Odin Sphere było dla mnie bardzo trudne na normalnym poziomie, w pewnym momencie już sobie odpuściłem i grałem na łatwym, szkoda mi było nerwów i czasu na ciągłe powtarzanie bossów czy pakowanie postaci. Z Muramasą za to nie miałem żadnych problemów, gra okazała się łatwa i przyjemna. Co więcej, sama rozgrywka odpowiadała mi chyba nieco bardziej, głównie ze względu na zwiększoną szybkość walk i niesamowitą muzykę. :) Za to czas zabawy w Muramasie jest znacznie krótszy. Dla mnie to największa wada tej produkcji. :(
    Na pewno nie warto kupować Wii dla tej jednej gry. Warto jednak skusić się, jeśli już konsolę posiadamy. :)

    Co do innych ciekawych gier na Wii – polecam Little King’s Story. Tytuł często zaliczany do RPG, chociaż wcale nim nie jest. Warto jednak dać szansę, średnia ocen w necie (nie towarzyszył jej hype, nie było reklamy!) oraz opinie graczy mówią same za siebie.
    Sam za to zagrywam się ostro w zaległości z GameCube’a. Wydałem na te stare gry więcej niż na tytuły z Wii, ale było warto. Paper Mario, Tales of Symphonia, Skies of Arcadia, Baten Kaitos – jest kilka niezłych pozycji. :) Plus mój cichy hit – Ogre Battle 64 z Virtual Console. :)

    1. Też tak uważam. Mimo że kocham Vanillaware prawie bezkrytycznie to nie kupiłabym konsoli tylko dla Muramasy. Bawiłam się przednio (choć niezbyt długo), ale serducha mi to to nie złapało.

      O, dzięki za hint! Ogre Battle 64 i The March of the Black Queen są na szczycie mojej listy zakupów kiedy już tylko wykaraskam się z dotychczasowych opłat. Próbowałam znaleźć obie części Tales of Symphonia w jakiejś rozsądnej cenie, ale póki co mi nie idzie.

  6. Jak to przeczytałem gdzieś w necie – Dreamcast to jedyna konsola, która jest tańsza od gier. I chyba to samo można powiedzieć o GC. :) Chodziło w każdym razie o Skies of Arcadia.
    Te kilka jRPGów z GC znalazłem na Allegro, ale tanio niestety nie było. Kupowałem z wielkim bólem, ale jak na razie było warto.
    Arcadię skończyłem dosłownie przed chwilą i muszę przyznać, że gra jest rzeczywiście świetna, zdecydowanie zasługuje na te wszystkie wysokie oceny, ale pewne wady jednak posiada (i wymieniają je właściwie wszyscy recenzenci).

    Druga część Tales of Symphonii na Wii ponoć jest grą mocno przeciętną i raczej tylko dla fanów. Sam jednak nie grałem, więc trudno mi się wypowiedzieć.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s