Powspominajmy: Final Fantasy XII

Wiadomość o tym, że Yasumi Matsuno dołączył do Level-5 (zaiste, piękny to news) to pretekst dobry jak każdy inny by napisać o Fajnalu, Do Którego Tylko Część Z Nas Się Przyznaje.

Każdy fan jRPGów, a nawet fan gier jako takich ma jakąś historię z Final Fantasy. Jest to zbyt duża i zbyt długo trwająca seria żeby móc przejść obok niej obojętnie. Nawet ci, którzy zupełnie nie interesują się tego typu grami w jakiś sposób zetknęli się z FF (popatrzyli na FFVII i z obrzydzeniem odeszli do swych FPSów czy czego tam). W odróżnieniu jednak od takiego Dragon Questa każdy z fajnali różni się w mniejszym lub większym stopniu od pozostałych gier z serii. Każdy ma swoją historię, wierny obóz fanów i gdyby nie tytuł, większość z nich mogłaby spokojnie robić za osobne gry.

Odkąd pamiętam najbardziej popularnym tytułem było FFVII, dlatego zdziwiły mnie wyniki sondażu, w którym to Japończycy wytypowali FFX jako swój ulubiony tytuł. Wnioskuję, że wchodzi tu w grę zmiana pokolenia i pochodzenie. Nie zdziwiło mnie natomiast to, że Final Fantasy XII wylądowało na jednej z najniższych lokat. Ta gra jest równie niepopularna wśród Japończyków, jak i zachodnich fanów.

Final Fantasy XII rodziło się w okropnych męczarniach. Był to pierwszy tytuł z serii, który pojawił się z tak dużą obsuwą. W trakcie tworzenia kilkakrotnie zmieniała się ekipa, jeden z reżyserów całego przedsięwzięcia (Matsuno) odszedł w wyniku złego stanu zdrowia (i tej wersji się trzymajmy, to już nie ma większego znaczenia), a cały projekt wiele razy był drastycznie zmieniany. Obecnie Square-Enix takie przesuwanie i zmienianie weszło już w nawyk, jednak do FFX nowe tytuły wysypywali praktycznie jak z rękawa. Ostatecznie jednak po pięciu latach od rozpoczęcia produkcji FFXII zostało wydane w Japonii i Stanach Zjednoczonych (w pozostałych regionach rok później).

Jako że czekałam na ten tytuł z metaforycznie wywieszonym językiem dość dobrze pamiętam zachwyty ludzi, którzy mieli okazję wcześniej dostać grę do rąk. FFXII było inne od reszty fajnali o tyle, że posiadało MMORPGowaty system walki, otwarty i rozbudowany świat oraz dość dojrzały sposób przedstawiania fabuły. Zachodni recenzenci byli takim obrotem sprawy w większości bardzo zadowoleni, jednak fani poprzednich tytułów z serii dość szybko obwołali grę najgorszym fajnalem. Do dziś można się spotkać z bardzo negatywnymi opiniami na jej temat.

Osobiście uwielbiam Ashe z całą jej jędzowatością. Miła odmiana po cukierkowych fajnalowych bohaterkach z poprzednich paru gier.

Z jednej strony rozumiem to podejście. Final Fantasy XII bardzo różni się od poprzednich tytułów. Bohaterowie spadają tu na dalszy plan, jak to w grach Matsuno, fabuła jest dość poważna i ratujemy tu tylko jeden kraj, a nie cały świat, a sama gra poprzez swoją otwartość jest dość przytłaczająca. Wszystkie wymienione powody sprawiły, że wpakowałam w ten tytuł za pierwszym podejściem około 110 godzin, ale rozumiem osoby, którym ten styl nie podchodzi. Z drugiej strony natomiast widać, ile ta gra ma problemów. Fabuła jest mocno poszatkowana, główny bohater stanowi niezbyt udaną doczepkę, a i sama rozgrywka nie jest idealna.

Jeśli jest jedna rzecz za którą jestem wdzięczna FFTA2: Grimoire of the Rift, to koszula dla Vaana.

Większość graczy narzeka na Gambity, czyli system własnoręcznego ustawiania zachowania członków drużyny, które zabiera cały sens z grania (bo ‘grę można przejść bez naciskania żadnych przycisków’), ja jednak nie miałam nic przeciwko temu systemowi. FFXII da się spokojnie przejść bez używania Gambitów, a ich ustawianie zawsze sprawiało mi frajdę. Gdyby oryginalna Persona 3 miała coś w tym stylu, znacznie przyjemniej by mi się w nią grało. Osobiście mam spory problem z License Board, czyli tablicą, na której wykupywało się możliwość używania danego rodzaju broni, zbroi itd. Wygląda ona identycznie dla każdej postaci, co sprawia, że pod koniec gry każda z nich ma te same możliwości. Nikt nie ma unikalnych zdolności, ani wyjątkowych ataków. Oczywiście można się kłócić o to, że to kwestia wyboru gracza, jednak problem pozostaje. Pod względem rozgrywki postaci są identyczne. Eidolony/Summony/jakichniezwał są kompletnie bezużyteczne, specjalne ataki są identyczne i mają dziwny sposób wprowadzania. Z jednym wyjątkiem goście są irytującym balastem, którego nie da się kontrolować.

Nie wspomniałam, że gra ciągle wygląda zachwycająco. A wygląda.

Mimo tych wszystkich uchybień, Final Fantasy XII należy do czołówki moich ulubionych gier. Wszystko wskazuje na to, że wstrzeliło się po prostu w moje growe fetysze. Oprócz wcześniej wymienionych mamy: bezczelne zrzynanie z Gwiezdnych Wojen, muzykę Hitoshiego Sakimoto i jego ekipy oraz jedną z najlepszych lokalizacji gry RPG ever (więcej o mojej lekkiej obsesji na punkcie Alexandra O. Smitha i jego firmy tu). Zdaję sobie sprawę z tego, że w innych okolicznościach FFXII mogłoby być znacznie lepszą grą. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze będzie miał kiedyś ochotę i pieniądze na stworzenie RPGa z takim rozmachem. Póki co zaś zbieram do skarbonki na Wii i Xenoblade. Po ponad dwustu godzinach Tactics Ogre można wrzucić na ruszt coś nowego.

PS. W Japonii wyszła niezwykle specjalna edycja gry pt. Final Fantasy XII International Zodiac Job System, która zlikwidowała kilka problemów trapiących oryginalne wydanie (zamiast jednej, stworzono dwanaście License Board, każda z nich odpowiada znakom zodiaku, gości i Eidolony/Summony/Aeony można kontrolować). Oficjalnie ta edycja nie pojawiła się w wersji angielskiej, jednak fani stworzyli łatkę, która pozwala na grę w tym języku.

Advertisements

6 uwag do wpisu “Powspominajmy: Final Fantasy XII

  1. Jeden z moich ulubionych Finali. Przez pierwsze kilkanaście godzin naprawdę miałem poczucie grania w grę wszech czasów. ; ) Nie rozumiem tak ostrej krytyki mimo pewnych mniejszych lub większych niedociągnięć, ten tytuł sprawił, że straciłem niemal wszelki szacunek do fandomu FF. I mówiąc o niedociągnięciach zawsze mnie zastanawiało po pierwszych wypowiedziach Matsuno jeszcze niedługo po oficjalnej zapowiedzi czy „dwunastka” nie miała w pewnym momencie ukazywać konfliktu Archadii z Rozarrią, co wydawałoby się lepszym rozwiązaniem dla fabuły niż to z czym mieliśmy do czynienia.
    Popisałbym na ten temat znacznie więcej, ale jestem zmęczony. Może więc następnym razem. : )

    1. Haha, fandom FF jest chyba zbyt wymieszany i niestały żeby zasługiwać na czyjkolwiek szacunek. Osobiście stawiałabym na fandom każdej gry z osobna, może wtedy da się to ogarnąć.

      Oj tak, fabuła FFXII to straszna plątanina. Miałam wrażenie, że coś, co zostało pierwotnie wymyślono wrzucono do maszynki do mięsa, która miała stworzyć w miarę lekkostrawną historyjkę o księżniczce i odzyskiwaniu niepodległości. W efekcie powstała jakaś przedziwna mutacja.

      1. Jeszcze w czasach gdy po prostu wiadomo było ze grę robi Matsuno to liczyłem na bardziej tradycyjnego Finala tyle, że w klimatach bliskich Vagrant Story. Jak zobaczyłem MMO z światem bliższym FFTA niż VS, to mnie to zniesmaczyło i już na zawsze pozostałem uprzedzony do tej gry. A jak usłyszałem, że to jak Star Wars jest, to absolutnie mi się odechciało.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s