Powspominajmy: GrimGrimoire

VanillaWare robi fajne gry, ale ich dzieła mają pecha do lokalizacji. Princess Crown na Saturna w ogóle nie została przetłumaczona, w przypadku Muramasa: The Demon Blade praktycznie połowę kwestii zgubiono w tłumaczeniu i nawet Atlusowe tłumaczenie Odin Sphere pozostawia trochę do życzenia. Osobiście uważam, że z dotychczasowych gier tego studia najlepiej przeniesiono na rynek anglojęzyczny tę najmniej popularną, czyli GrimGrimoire.

Jak często zdarzało się Wam grać w RTSy w stylistyce anime? Mi nieczęsto. Właściwie GrimGrimoire to jedyna taka gra, z którą się spotkałam. Wszystko stało się przypadkiem. Po tym, jak zaśliniłam się nad Odin Sphere, postanowiłam rozejrzeć się za czymś autorstwa tych samych ludzi. Siłą rzeczy wpadłam na tę grę, która nie była nawet w połowie tak popularna jak Odin Sphere. Warto powiedzieć dlaczego.

Kocham bohaterów Odin Sphere miłością pierwszą, ale z ich dylematami moralnymi i zranionymi uczuciami dużo śmiechu nie ma. Ci porąbańcy natomiast chętnie w tej kwestii pomogą.

Główną bohaterką GrimGrimoire jest młodziutka Lillet Blan, która właśnie została uczennicą szkoły dla czarodziejów i czarownic. Przyjmuje ją sam dyrektor placówki, profesor Gammel Dore. Jeśli imię brzmi znajomo i budzi uśmiech, to przygotujcie się na masę radości w tej grze. Zrzyna ona całkowicie i bezczelnie z Harry’ego Pottera, wszystko upraszcza i ośmiesza. Dodatkowo wszyscy chcą ze sobą iść do łóżka. Serio. Postaci z GrimGrimoire to dziwna i zupełnie przerysowana banda wyrzutków z Hogwartu. Osoba, która mogłaby być profesor McGonagall tutaj spędza czas usiłując uwieść jednego z kolegów po fachu. Ten natomiast jest tak zajęty swoimi badaniami, że nie przeszkadza mu to, że został zaklęty w lwa. Jest tu też jakaś fabuła związana z Dniem Świstaka i przechytrzaniem demonów ciemności, ale w porównaniu ze świństwami, na które pozwalają sobie bohaterowie, jest mniej ciekawa. To jednak odstraszyło część fanów Odin Sphere. Ta druga gra jest bardzo patetyczna i poważna. GrimGrimoire, które w porównaniu jest trollem, nie przypadło im do gustu.

Żeby nie było wątpliwości, GrimGrimoire to prześliczna gra. Możliwe, że nie powinnam w ogóle tego wspominać przy okazji Vanillaware, ale mimo wszystko fakt ten podkreślę. Za projekty postaci odpowiedzialny jest fantastyczny George Kamitani. Jest tu mnóstwo koloru, wdzięku i radości. Pomówmy jednak o samej rozgrywce. Podobnie jak w większości gier VanillaWare, zaczynamy w bibliotece. Każda z książek odpowiada za scenki i bitwy, przybywa ich wraz z rozwojem fabuły. Scenki, wedle przypuszczeń, są w dwóch wymiarach i polegają na „gadających głowach”. Mało tu urozmaiceń, ale jeśli nudzą Was, to poślińcie się nad piękną animacją i dziwactwami bohaterów.

Obrazek jest mylący. Sugeruje jakoby Advocat coś robił w trakcie gry.

Mięskiem gry jest system walki, którym jest RTS w dwóch wymiarach. Dostajemy do dyspozycji cztery rodzaje szkoły magii, które oferują różnego rodzaju konstrukcje i jednostki. Każda ze szkół ma pewne siły i słabości, które ustawiają je w zależności ‘papier-kamień-nożyce’ wobec innych. Nawet jeśli nie czujecie się mocni w takim gatunku, to gra oferuje bardzo dobre tutoriale i możliwość zmiany poziomu trudności. Najważniejsze, jednak jest to, że gigantyczne na ćwierć ekranu smoki mogą być rozłożone na łopatki przez maleńkie kotki. Taka to właśnie gra. GrimGrimoire jest króciutkie. Jestem jednym z najwolniejszych graczy, jakich spotkacie, ale nawet mi ta gra nie zajęła piętnastu godzin. Nie zajęłam się co prawda dodatkowymi zadaniami, ale one zapewne nie podwoją tego wyniku.

Powiedzmy parę słów o dźwięku. VanillaWare współpracuje z Basiscape, którego szefem jest Hitoshi Sakimoto. Dlatego do każdej ich gry można podchodzić z pewnością, że soundtrack będzie bardzo mocny. Nie inaczej jest tutaj. Jedyne, nad czym ubolewam to to, że płyta jest bardzo krótka i nigdy nie dostała oficjalnego wydania.


Nic nie świadczy o tym, że batalia jest poważna jak naparzający jednorożec wspierany przez armię wróżek.

W końcu jednak przejdźmy do tłumaczenia, za które jest odpowiedzialne NIS America. Jak na początku wspomniałam, uważam, że to najlepsza lokalizacja produktu Vanillaware. Nie dość, że zachowany został sens, to tłumacze dodali parę własnych żartów, co jest zawsze mile widziane. Dubbing jest świetny, wśród aktorów znaleźli się najlepsi w swoim fachu. Najbardziej jednak cieszy mnie zupełnie nietypowe obsadzenie Yuriego Lowenthala (który jest w każdej grze, zaraz obok Nolana Northa) w roli mojego faworyta, Advocata.

GrimGrimoire to śliczna, zabawna i ciekawa gra. Odpowiedzialne za nią Vanillaware wie, jak robić fajne rzeczy. Zdobycie fizycznej kopii GrimGrimoire graniczy z cudem, ale szczęśliwie można także nabyć je na Playstation Network za dziesięć dolarów.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Powspominajmy: GrimGrimoire

  1. Jakoś ignorowałem GrimGrimoire, gdyż jak słyszałem skrót RTS to uciekałem z krzykiem (choć jest akurat jedna taka strategia, w która bym pograł z ciekawości, ale o tym to napiszę kiedy indziej i w innym miejscu). Kolesie z HCG101 też jakoś nie zachęcili do tej gry, gdy omawiali ją w jednym ze swoich podcastów. Dopiero Twój wpis mnie przekonuje do tej gry. Choć raczej nie sprawdzę tego tytułu (bo lista gier do skończenia lub zaczęcia, jest kosmicznie długa, a brak PS2 też robi swoje), to nabrałem nowej perspektywy w stosunku go GG.

    1. Cieszy mnie to bardzo. :) Zupełnie nie rozumiem dlaczego GG jest uważane za czarną owcę wśród gier VanillaWare. Jak dla mnie spełnia najważniejszy warunek jaki można mieć: zapewnia dobrą zabawę. A to, że jest RTSem (i to grywalnym!) tylko dobrze świadczy o twórcach, którzy chcieli spróbować czegoś nowego.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s