Valkyria Chronicles 2 – recenzja

Valkyria Chronicles 2 recenzjaTak się jakoś złożyło, że nie zdążyłam po dzień dzisiejszy nabyć żadnej konsoli stacjonarnej obecnej generacji. Nie chodziło nawet o brak pieniędzy, ale o to, że zawsze brakowało mi wystarczającej liczby argumentów na kupienie tej, a nie innej konsoli. Wii ma Muramasę i wszystkie Traumy Center/Team[1], 360tka ma Tales of Vesperia i wszystko to, co PS3 tylko podziabane na kilka dysków. PS3 ma natomiast Valkyria Chronicles.

Valkyria Chronicles została wydana w 2008 roku przez Segę i trochę namieszała. Okazuje się, że mało tego, że ciągle można wydawać gry w stylu anime i to o wojnie, to można też stworzyć do nich interesujący system walki. Porównać go można do szachów połączonych z First Person Shooterem. Zacznijmy od tego, że istnieje tu podział na tury. Wykonujemy określoną ilość ruchów wynikającą z ilości punktów, które dostajemy na początku tury. Jeden taki punkt pozwala na ruch piechurem. Większe jednostki (np. czołgi) wymagają większej ilości punktów. Kiedy wybierzemy dzielnego żołdaka, przechodzimy do trybu akcji, który wygląda jak wspomniany wcześniej FPS. Żołdacy są jednak ograniczeni przez pasek AP, który pozwala na pokonanie tylko określonej liczby kroków. Kiedy pasek robi się pusty, żołdak staje w miejscu i może albo zakończyć turę, albo wykonać jakąś akcję. Należy tu myśleć w miarę sprawnie, bo podczas poruszania się czas płynie normalnie i przeciwnicy mogą z naszego dzielnego wojaka zrobić szwajcarski ser. Kiedy decydujemy się na wykonanie jakiejś akcji, czas zatrzymuje się i można w spokoju namierzyć słaby punkt przeciwnika (hint: u ludzi do głowa). Zależnie od rodzaju jednostki i broni, którą ona posiada oddajemy określoną ilość strzałów. Wszystko to robimy albo po to, by wyczyścić całą mapkę z przeciwników, albo zdobyć bazę nieprzyjaciela, albo pokonać dowódcę. W dużym skrócie na tym polega rozgrywka w Valkyria Chronicles. Trudność polega na przestawianiu myślenia z klasycznie strategicznego (czyt. dość powolnego), na nieco szybsze.

Porównanie: Wygląd ‚trybu dowodzenia’ (czy jak go nie zwał) z pierwszej gry…

…oraz z drugiej. Widać głównie niedomagającą grafikę PSP, ale w trakcie gry na faktycznej konsolce w ogóle nie zwraca się na to uwagi.

Fabularnie gra była bardzo sprawnie napisana. Nie jest to żaden kamień milowy w historii animowanych gier, ale poznajemy sympatycznych bohaterów i dostajemy całkiem interesującą opowieść. Mimo że Valkyria Chronicles oferuje zupełnie nowy świat (no dobra, może nie taki nowy, bo bezczelnie skopiowali mapę Europy i opowiadają o wydarzeniach z roku 1935), to potrafi przedstawić charakterystyczne dla niego wydarzenia, określenia i przedmioty w prosty sposób, który nie wymaga zaglądania do obszernej encyklopedii (którą ma, ale nie jest ona niezbędna do zrozumienia fabuły), w przeciwieństwie do Fajnala z tej samej generacji konsol[2].

Z tego, co mi wiadomo, Valkyria Chronicles sprzedało się naprawdę nieźle nie tylko w Japonii, ale także poza nią. Nic więc dziwnego, że kiedy ogłoszono drugą część gry, Sega wzięła się ostro za tłumaczenie. Niestety, japońska Sega całkiem słusznie skonstatowała, że wydanie gry na konsolę przenośną nie dość, że będzie tańsza, to znacznie lepiej się sprzeda. Dlaczego niestety? Otóż większość fanów wydała przydługi jęk zawodu. Przydługi na około rok.

Niezależnie jednak od tego, co fani jojczyli, VC2 pojawiło się w 2010 roku na Playstation Portable. Z technicznego punktu widzenia zmiany w rozgrywce z pierwszej gry są raczej nieliczne, w większości chodzi o usprawnienia. Wprowadzono nowy system podklas, które można danemu żołdakowi wybrać. Tylko główny bohater może być każdym rodzajem żołnierza, cała reszta porusza się w obrębie swoich domyślnych klas. Kiedy dana postać uzbiera odpowiednie certyfikaty, można zmienić jej profesję na bardziej wyspecjalizowaną. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie to, że certyfikaty niezbędne do tej zmiany zdobywa się losowo, co przy odbrobinie pecha może człowieka doprowadzić do szału. Ze względu na mniejsze możliwości PSP zmniejszono i rozmnożono mapy oraz ograniczono ilość jednostek, które można wprowadzić do walki, jednak umożliwiono błyskawiczne przywoływanie żołdaków w bazach i pozbyto się upiększających pierdółek z pierwszej gry. Usunięto też permanentną śmierć, po minięciu dwóch tur bohater automatycznie ląduje w szpitalu i będzie niedysponowany przez następnych kilka walk, ale będzie jak najbardziej żywy. Gdzieś po drodze pojawił się wskaźnik morale grupy, który może pomagać, gdy jest wysoki, lub utrudniać życie (lub nawet wywołać game over), gdy jest niski. Nigdy nie zwracałam na niego uwagi. Graficznie VC2 jest całkiem przyzwoita, jednak wielu fanów wciąż wzdycha nad urodą pierwszej części. Bo faktycznie, jest to jedną z najładniejszych gier na konsole tej generacji.

Muzykę, tak jak i w pierwszej grze, skomponował Hitoshi Sakimoto. Obie części mają bardzo przyzwoite ścieżki dźwiękowe, druga gra jednak znacząco krótszą i w dużym stopniu zapożyczoną z pierwszej części. Sakimoto nareszcie może wprowadzać marsze i wojenno-podobne ścieżki, które tak lubi. Nie są to może symfonie rodem z FF Tactics i Tactics Ogre (do nich potrzebny jest Masaharu Iwata!), ale tak czy inaczej polecam oba soundtracki.

Jeśli chodzi o fabułę drugiej gry, to można się o nią długo kłócić. Najważniejsze jest to, że akcja toczy się dwa lata po wydarzeniach z pierwszej części. Głównym bohaterem jest siedemnastoletni (i znowu ci nastolatkowie! Bohater pierwszej gry miał 22 lata.) Avan Hardins, który w pierwszych minutach gry dowiaduje się, że jego brat Leon zginął w walce. Jako że Avan cierpi (tak, cierpi) na bezkrytyczne przywiązanie/zaufanie do niego, nie wierząc w śmierć w Leona pędzi do akademii wojskowej, gdzie starszy brat uczęszczał, by dowiedzieć się prawdy. Jeśli brzmi bardzo stereotypowo, to mam złą wiadomość: będzie jeszcze gorzej. VC2 jest przeraźliwie standardową grą pod względem fabularnym, szalenie łatwą do przewidzenia. Lądujemy w akademii wojskowej, tam do najgorszej klasy i rozpoczynamy szkolenie. O ile pierwsza gra była przedstawiana w formie książki, to druga porzuca ten pomysł. Czas upływa miesiącami i zmienia się na podstawie tego, jakie misje wykonaliśmy w naszej Alma Mater. Poza wykonywaniem misji mamy okazję się bratać z naszymi mocno stereotypowymi kolegami i koleżankami z klasy, oraz wykonywać ich zdania, które pozwolą nam usprawnić możliwości danej osoby. Jest to poprawa w stosunku do pierwszej gry, w której jedyny kontakt z osobami spoza głównej bandy bohaterów ograniczał się do przeczytania o nich paru zdań w encyklopedii. Nowa paczka, chociaż mocno przewidywalna, jest liczna i zgrana.

Klasa G. Obiecuję, że z czasem człowiek zaczyna rozróżniać tych wszystkich pomyleńców.

Na dzień dzisiejszy jestem w drugiej połowie gry, spędziłam na niej jakieś 60 godzin. Jak na moje ostatnie nawyki jest to bardzo dobry wynik (wygląda na to, że ostatnio gram tylko w rzeczy, które mają w tytule słowa Tactics Ogre i tylko je przechodzę). Gra się bardzo dobrze. System walki jest ciekawy, fabuła może nie trzyma w napięciu, ale są w niej aspekty, które cieszą. Graficznie nie ma na co narzekać, muzycznie jest bardzo przyzwoicie. O ile wciąż ogromnie żałuję, że nie miałam okazji dołączyć do swojej kolekcji pierwszej gry[3], to bardzo się cieszę, że druga wpadła w moje lepkie łapy. Bo i nie ma większej radochy niż napieprzać z samodzielnie skonstruowanego czołgu.

PS. Na początku tego roku Japończycy dostali trzecią część serii. VC3 również zostało wydane na PSP i wygląda na to, że jest najlepszą grą z serii. Czy faktycznie tak jest, nie wiem, bo mój japoński niestety nie nadaje się do zrozumienia jakiejkolwiek fabuły, a rozgrywka ponownie została tylko nieznacznie zmieniona. Jak dotąd Sega nie zapowiedziała angielskiego wydania gry, jeśli będą milczeć na E3 2011 to należy przypuszczać, że gra nie zostanie przetłumaczona. To sobie anglojęzyczni fani wyjojczyli.


[1] Swoją drogą nawet nie wiecie jaka to radocha, cierpieć na permanentnie trzęsące się łapy i granie w tego typu gry. Większy ubaw mają jedynie obserwujący.

[2] Nie, nie odczepię się od FFXIII. Dali jedne z najlepiej napisanych postaci (chociaż zapomnieli o nich w połowie gry) i do tego fabułę, do której zrozumienia trzeba poczytać pół tony encyklopedycznych wpisów. Tak. Się. Nie. Pisze. Scenariuszy.

[3] Są w sumie dwie gry na PS3, które obiecałam sobie, że kupię: VC i Resonance of Fate.

Advertisements

4 uwagi do wpisu “Valkyria Chronicles 2 – recenzja

  1. Persono 3 coś ty najlepszego narobiła! Nie dość że niszczysz swoją serię to jeszcze zarażasz tym syfem inne gry. :CRY:

    Boli mnie niemiłosiernie druga cześć gry. Boli mnie tak bardzo, że odmawiam grania w to to.

    Jedynka z kolei to moja ulubiona gra na PS3 (zaraz po Folklore). Widać że niedobitki od Skies of Arcadia oraz Sakura Wars dalej potrafią.

    Wiele obiecuje sobie po trójce, widać ze chara-designer tym razem się postarał i przebił sam siebie. A sama gra to nie będzie to już high school musical tylko znowu dramat wojenny (może dość prostoduszny, ale jednak).

    1. Czekaj, co ma do tego P3? Czy ja znowu o czymś nie wiem? o.o

      E, przy omijaniu scenek dwójka jest bardzo przyzwoita. Gra się miodnie.

      Jak stawiasz, wydadzą w końcu tę trójkę zagranico, czy nie? Bo tłumaczenie dwójki ogłosili jeszcze przed japońską premierą, jeśli mnie pamięć nie myli. A tutaj mija kolejny miesiąc i cisza.

  2. Ewidentnie ta cała high school drama z VC2 jest wymyślona pod wpływem high school dramy z P3.

    Wierzę, że to dalej bardzo dobra gra, ale dalej się brzydzę.

    Jeżeli SEGA może wydawać nierentowne Yakuzy, to może wydać i nierentowne VC3. Mocno się zdziwię jeśli gra nie trafi na zachodnie rynki. Ruby i spółka wtedy naprawdę doproszą się o Falcon Punch.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s