Catherine – zapowiedź

Nie zdążyłam tego jeszcze uzewnętrznić na tym blogu, ale jestem wielką fanką serii Shin Megami Tensei. Szalenie lubię specyficzny klimat tej serii, jej podejście do mitologii, religii i filozofii oraz dobór tematyki. W ilu RPGach spotkaliście się z odrzuceniem wywołanym przez inną orientację seksualną, albo z chorobą Alzheimera? Przy tym mamy do czynienia z realistycznie napisanymi postaciami. Mimo że spotkamy się tradycyjnie z nastolatkami, będą oni posiadali masę zdrowego rozsądku, ale i wariactwa charakterystycznego dla licealistów. Ponadto SMT prezentuje jedne z najlepiej napisanych dialogów w RPGach. Weźcie pierwszą z brzegu grę z tej serii (a wybór jest spory), a zawsze znajdziecie tam rozmowy odpowiednie dla miejsca i czasu akcji. A tymi najczęściej nie są zaklęte i wymyślone lądy, a współczesne japońskie miasta i miasteczka. Shin Megami Tensei to oddech świeżego (choć nieco mrocznego) powietrza, o którym tak często mówi się w kontekście japońskich RPGów.

Fani serii i jej twórców, firmy Atlus, długo czekali na tytuł przeznaczony na współczesną generację konsol. Najczęściej można było spotkać się z okrzykami proszącymi o Personę 5[1], jednak do dnia dzisiejszego żadnych newsów na ten temat nie słychać. W sierpniu zeszłego roku ukazały się pierwsze raporty na temat Catherine, gry autorstwa tej samej ekipy. Ku zdziwieniu fanów w okolicach tytułu nie pojawiły się magiczne litery SMT, ani nawet potwierdzenie z jakim gatunkiem gry mamy do czynienia. Pierwsze newsy na temat samej rozgrywki pojawiły się zresztą grube dwa miesiące po pierwszych raportach, do tego czasu zostaliśmy zapoznani z głównymi bohaterami, fabułą i nawet wpływem decyzji gracza na grę.

Wiem, że większość ludzi ślini się na śliczną Catherine, ja jednak skupiam się na fantastycznym cieniowaniu.

Raporty o rozgrywce w Catherine były dla wielu fanów prawdziwym szokiem. Gra nie dość, że nie jest RPGiem, to jest grą logiczną. Żeby nie było zbyt łatwo mamy do czynienia z grą na czas, jednak głównym mechanizmem Catherine są puzzle. Mogłoby się wydawać, że będzie to szalenie nieciekawy pomysł (przyznaję się bez bicia, sama byłam zniesmaczona newsami o układankach), jednak dodajmy do tego charakterystyczny smaczek SMT i nagle nawet układanie bloków staje się ekscytującym zajęciem.

Głównym bohaterem Catherine jest Vincent Brooks, przeciętny przedstawiciel pokolenia trzydziestolatków. Ma mieszkanie, pracę i piękną dziewczynę, Katherine, która zaczyna dopominać się o ślub. Vincent przez całe życie unikał zaangażowania, więc naciski Katherine musi mocno opić w zaprzyjaźnionym barze. Wtedy poznaje Catherine, 22-latkę jego marzeń, z którą tego samego wieczoru ląduje w łóżku. Wszystko byłoby (relatywnie) w porządku, gdyby nie bardzo realistyczne koszmary, które zaczynają dręczyć naszego bohatera. Po drodze pojawiają się też plotki o mężczyznach, którzy giną w śnie po tym, jak zaczęli zdradzać swoje partnerki.

Główna rozgrywka w Catherine rozgrywa się w koszmarach Vincenta. Ląduje on, uzbrojony jedynie w baranie rogi, bokserki i poduszkę, na dole monstrualnych wież złożonych z bloków i jego zadaniem jest przedostać się na szczyt. Brzmi prosto, prawda? Po drodze jednak mamy do czynienia ze wspomnianym czasem, którego upływ przejawia się stopniowym rozpadaniem się wieży. Do tego dochodzą rozmaite mutacje przesuwanych bloków, które mogą być najeżone kolcami, rozpadać się pod nogami itd. Mamy też okazję spotkać się z bossami, którymi są najczęściej manifestacje podświadomości naszego bohatera. Demoniczna forma Katherine, która próbuje zabić Vincenta ogromnym widelcem to tylko początek imponującej listy dziwaków.

Vincent, baranie rogi, bokserki i poducha. Wokół: miejsce rozgrywki.

Catherine od początku była reklamowana jako gra dla dorosłych. Oprócz kuszenia dekoltami i krągłościami, mamy tu bardzo graficzne przedstawienie śmierci (już w po odpaleniu gry mamy do czynienia z rozpaćkaną baraniną) i wspomniane przedziwne twory w formie bossów. Do tego wszystkiego dochodzi obecność baranów, które mają prezentować innych uwięzionych w koszmarach nieszczęśników.

Wydawałoby się, że tak dziwna gra z bardzo specyficznym gronem odbiorców mogłaby spotkać się z niedużym odbiorem. Okazuje się jednak, że w pierwszym tygodniu Catherine zawojowała japońskie listy sprzedaży, a wśród zachodniej publiki… stała się czymś w rodzaju obiektu kultu. Możliwe, że to wszystko przez to, że to pierwsza gra, której losy obserwowałam od samego początku, jednak Catherine przeżyła sporo przygód do tego momentu. Najbardziej godnym odnotowania przypadkiem był wywiad nikomu nieznanej strony (która uzyskała tym sposobem ogromny rozgłos) z przedstawicielem amerykańskiego oddziału Atlusa, gdzie padły standardowe zapewnienia o braku planów na wydanie gry na rynek angielskojęzyczny. To, co się stało po rozpowszechnieniu tej wiadomości można porównać do informacji o wykonywaniu tematu przewodniego Final Fantasy XIII przez Leonę Lewis[2]. Dopiero oficjalna zapowiedź gry uspokoiła rozsierdzonych fanów[3]. Catherine będzie wydana na rynku amerykańskim w lecie (Amazon i inne sklepy podają datę 26. lipca) tego roku.

Co może Was zainteresować w Catherine? Cóż, jest to jedna z najpiękniejszych gier na współczesne konsole… pod warunkiem, że lubi się tę stylistykę. W przypadku awersji do anime mimo wszystko dałabym szansę tej grze. Są tu charakterystyczne dla japońskiej animacji ekspresje (plus niesamowity rozdziaw szczęki głównego bohatera), jednak wszystko jest podane w tak specyficznym sosie, że po pewnym czasie przestaje się zwracać uwagę na te stereotypowe elementy. Wiem, że wielu ludzi nie lubi angielskich dubbingów w japońskich produkcjach. Ja jednak polecam je serdecznie, szczególnie w grach Atlusa. Persona 3 i 4 mają najlepsze dubbingi jakie zdarzyło mi się usłyszeć, moim zdaniem przebijają oryginalne wykonania. Wygląda na to, że ekipa lokalizacyjna podeszła do sprawy bardzo poważnie i będzie starać się sprostać oczekiwaniom fanów.

Jeszcze trochę czasu może upłynąć do następnej gry Atlusa na konsole stacjonarne[4], więc polecam tę przestrzeń zapchać stylową propozycją horrorowo-erotyczną z dużą ilością owiec.


[1] Persona w Japonii jest oddzielnym bytem, jednak na zachodzie jest reklamowana jako część serii Shin Megami Tensei. Początkowo przedrostek SMT miał rozreklamować Personę, jednak obecnie jest ona najpopularniejszą serią Atlusa i ma miejsce odwrotna sytuacja: to Persona reklamuje przedrostek Shin Megami Tensei.

[2] Przy skali 1:20.

[3] Cała sytuacja była o tyle absurdalna, że Atlus bardzo rzadko nie tłumaczy współcześnie wydawanych gier japońskiego oddziału firmy. Catherine to najgłośniejszy tytuł Atlusa ostatnich lat, brak lokalizacji nigdy nie wchodził w rachubę.

[4] Abstrahując już od niedawnego trzęsienia ziemi i tsunami, Atlus przeżywa od niedawna wstrząsy na poziomie finansowym. Cienko, niestety, przędą i zostali przejęci przez giganta Index Holdings, co znacząco wpływa na ich działania.

Advertisements

3 uwagi do wpisu “Catherine – zapowiedź

  1. Po pierwsze, nie jest tak, że P4 ma fajny dubbing. Gdyby nie Arc Rise Fantasia to powiedziałbym, że to najgorszy angielski VA jaki słyszałem od dawien dawna. ATLUS USA ewidentnie się spieszyło i wyszło naprawdę marnie. P3 z kolei ma faktycznie bardzo dobry VA (tylko, że są czasem spore wały w tłumaczeniu).

    A przejęcie przez Index Holding nic nie znaczy. To firma matka ATLUS i tym samym nic w zakresie niezależności twórczej ATLUS się nie zmieniło. W tej fuzji chodziło o łatwiejsze wykorzystanie marek ATLUS do tworzenia gier na telefony (zresztą jedną już zapowiedziano) przez Index. Dużo większym problemem dla ATLUS było odejście naczelnego wizjonera SMT – Koujiego Okady, parę lat temu.

    1. Szczęśliwie dubbing to tylko kwestia gustu, mi P3 podobało się mniej. Jak Ci się (póki co) widzi Devil Survivor Overclock?

      Z Index Holdings najpewniej masz rację, chociaż wciąż trochę się martwię jak będzie z dalszymi SMTowatymi grami na konsole HD. Podchodzą do ich robienia raczej niechętnie, z tego, co zauważyłam.

  2. Jestem Overclock podekscytowany (ale najpierw hakerzy muszą coś zrobić z ta blokadą regionalną 3DS, bo wątpię by gra została wydana oficjalnie w Europie), jednak boje się właśnie o VA w wersji angielskiej, bo gra ma znowu wyjść dość szybko i pewnie nie będą mieli czasu się przyłożyć. Choć aż taką tragedia jak w Sands of Destruction od SEGI, raczej nie nastąpi. A w razie czego, na pewno będzie opcja by go wyłączyć (nie to co we wspomnianym SoD)

    Jeżeli chodzi o konsole HD to wszytko rozbija się o pieniądze. Jedynym teamem w ATULS, który je ma jest Team Persona. Kaneko ze swoimi ludźmi dostaje grosze (dlatego Devil Summoner to taka techniczna bieda, a Strange Journey powstało na DSa), tak samo jak team od Devil Survivor. A że nawet Team Persona nie jest duży (jakiś czas temu ogłaszali chyba nabór na pracowników) i ma pełne ręce roboty (gdyż remake’i P2 to też bodaj ich dzieło), to idzie to wszytko tak opornie.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s