Tactics Ogre: Let Us Cling Together – wstępna recenzja

Tactics Ogre PSPIleż to lat minęło odkąd skończyłam Final Fantasy Tactics! Mimo że dialogi w wersji na stare dobre Playstation były w swojej klarowności podobne do mojej gramatyki, to i tak fabularnie gra wielokrotnie przebijała pozostałe części serii. FFT było poważne, dramatyczne i opowiadało historię w której nie było jednoznacznych wyborów. Że już nie wspomnę o takim drobiazgu jak szalenie udana rozgrywka taktyczna i rewelacyjna muzyka. FFT to było to.

Przewijamy do roku 2010 kiedy to samozwańczy weteran wszystkiego, co RPGowe[1] bez większego entuzjazmu ogląda nowości. Spojrzenie przykuwa ten oto trailer:

Ten design! Ta muzyka! Wszystko na odległość jechało najukochańszym Final Fantasy Tactics. Oko mi błysnęło niczym zęby Zygmunta Chajzera i rzuciłam się na google. Po chwili czytania zdałam sobie sprawę z własnej głupoty. Oczywiście wcześniej słyszałam o serii Ogre Battle, jednak nie zgooglałam tego, że odpowiedzialni za nią byli ci sami ludzie, którzy później stworzyli umiłowane FFT. W lipcu 2010 praktycznie znikąd pojawiła się zapowiedź remake’u ostatniej gry z serii, a niewielki świat fanów wspomnianych wyżej tytułów zadrżał z podniecenia. Polecam poczytanie o Yasumim Matsuno, szefie całego projektu, i jego relacji ze Square-Enix, a dowiecie się skąd te emocje.

Ku (nie tylko) mej radości niedługo po pierwszym trailerze pojawiła się zapowiedź angielskiego tłumaczenia gry i to przez moją ulubioną Kajiya Productions. Już bez zbędnego opowiadania półrocznych przeżyć związanych z kolejnymi zapowiedziami, oglądaniem japońskiej wersji gry na YouTubie i publicznego odliczania dni pozostałych do premiery, Tactics Ogre w końcu pojawiło się na moim biurku. Zaśliniłam sobie praktycznie cały mebel oglądając specjalną europejską edycję wyposażoną w artbook i mini (dosłownie!) soundtrack i w końcu mogłam zagrać.

Europejski oddział Square-Enix ostatnio bardzo nas rozpieszcza. Zakup The 3rd Birthday Twisted Edition to w moim przypadku tylko kwestia czasu.

Tactics Ogre: Let Us Cling Together (Unmei no Wa/Wheel of Fortune w wersji japońskiej) to remake gry z 1995 roku przeznaczonej na SNESa, dwukrotnie przerabianej na Segę Saturn (1996) i Playstation (1997). Ta ostatnia edycja została przetłumaczona na język Anglów i Sasów w 1998 roku dzięki firmie Atlus. Miała ona jednak mnóstwo błędów (zarówno ze strony ekipy tłumaczącej, jak i samych twórców) i była szalenie trudna, dlatego spotkała się z umiarkowanym przyjęciem na zachodzie. Mimo to Tactics Ogre stało się obiektem kultu i do dziś jest jedną z najulubieńszych gier zarówno wśród japońskich odbiorców, jak i niewielkiego grona zachodnich graczy.

Cóż jednak sprawiło, że gra została tak pokochana? Można przypuszczać, że to wyjątkowy jak na tamte czasy system rozrywki (dwanaście jednostek na planszy! Niezliczone ilości klas! Od groma i ciut ciut możliwości budowania swoich postaci!) i piękna prezentacja, ja jednak stawiam na fabułę. Matsuno traktuje swoich odbiorców poważnie i kiedy robi opowieść o wojnie, to należy spodziewać się porządnej dawki dylematów moralnych, okrucieństwa oraz śmierci. Przy tym postacie, które tworzy są szalenie ludzkie, a ich decyzje w pełni zrozumiałe. Gra oferuje trzy ścieżki fabularne (patrz: Shin Megami Tensei), ale przede wszystkim stawia na to, jakim człowiekiem jest gracz. Decyzje, które podejmuje się w trakcie rozgrywki w bezpośredni sposób wpływają na to jak toczy się fabuła, oraz jakim człowiekiem staje się główny bohater gry, Denam Pavel (aka Denim Powell).

Wróćmy jednak do współczesności. Oprócz oczywistych przeróbek graficzno-muzycznych[2], grę wyposażono nowy system budowania postaci, możliwość cofania poprzednich akcji w trakcie walki oraz możliwości powrotu do punktów decyzyjnych w fabule (ale to dopiero po ukończeniu gry), a także nowe wątki fabularne. Dopiero po porównaniu do poprzednich wersji można zobaczyć ile pracy weszło w ten pozornie prosty remake.

Seksowne tłumaczenie dodaje całości jeszcze więcej stylu.

Nie mogę nacieszyć się nowym interfacem. Jest przepiękny, klasyczny i wydaje fantastyczne dźwięki. Portrety postaci także zostały odrestaurowane, jest więc na co popatrzeć. Muzyka, jak wspomniałam, jest fantastyczna i powoduje, że moje biedne PSP niedługo przegrzeje swój niewielki głośniczek.

Gra ma też swoje problemy. Do szału doprowadza mnie levelowanie całych klas, które przewijają się w grze. Wszystko byłoby w porządku gdybyśmy niczym w Valkyria Chronicles posiadali od początku ich ograniczoną ilość. Tutaj niestety nawet pod koniec gry pojawiają się postaci na levelu pierwszym, które trzeba hartować oddzielnie od naszych wyćwiczonych jednostek (bo wrogowie zdobywają doświadczenie razem z nami). Oczywiście można daną postać zignorować, jednak zazwyczaj mowa jest o unikalnych postaciach, których trenowanie na dłuższą metę po prostu się opłaca.

Mimo tych (łatwych do przyswojenia) niedociągnięć Tactics Ogre to jedna z najlepszych rzeczy, która została ostatnio wydana. Tak w ogóle, nie tylko na PSP. Nawet jeśli nigdy wcześniej nie graliście w Final Fantasy Tactics, ani żadne RPGowe gry taktyczne, powinniście spróbować swoich sił w tej grze. Nie jest ona zbyt łatwa, ani szczególnie trudna. Powiedziałabym, że trudność rozgrywki w dużym stopniu zależy od nas i od tego, na co pozwalamy wirtualnemu przeciwnikowi. Jeśli lubicie poważne historie i grzebanie w swoich ciężko wytrenowanych wojakach, Tactics Ogre to jest to.

Gra jest do kupienia praktycznie w każdym dobrze zaopatrzonym sklepie konsolowym. Dostępna jest też wersja na Playstation Network (ale gdzie tu radość z artbooka i atrakcyjnego opakowania?).

PS: W 2009 roku ukazał się remake Final Fantasy Tactics, opatrzony podtytułem The War of the Lions. Osobiście nie jestem fanką tej przeróbki. Oprócz ślicznych wstawek filmowych, paru nowych postaci i scen (i nowego tłumaczenia, Hurej!) gra nie została w żaden sposób usprawniona. Niedawno jednak ukazał się news mówiący o wydaniu gry na Playstation Network. Mam cichą nadzieję, że przy tej okazji uda im się pozbyć nieznośnego spowolnienia obecnego przy każdej wykonywanej akcji. W tym przypadku rzucam się na PSN w dniu ewentualnej angielskiej premiery.


[1] Że niby ja. Tak naprawdę to nie przeszłam więcej niż trzydziestu tytułów, chociaż w mojej kolekcji jest ich trzy razy więcej.

[2] Sama nie mogę w to uwierzyć, ale zremasterowany soundtrack przebił mojego dotychczasowego faworyta w postaci (duh) Final Fantasy Tactics.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Tactics Ogre: Let Us Cling Together – wstępna recenzja

  1. Trudno nie podniecać się Tactic Ogre (choć widziałem w internecie takich co są w stanie się nie podniecać i nie mam pojęcia jak to robią). Gra naprawdę zachwyca jak mało co ostatnimi laty.

    Warto jeszcze nadmienić że TO zdobyło taką popularność w Japonii (bo zachód, jak wiadomo, wiedział lepiej i grę miał gdzieś tę grę, choć akurat wersja na PSXa to koszmar porównywalny z FFT na PSP), przez zredefiniowanie mechaniki taktycznych RPGów (to właśnie za swoje nowatorskie rozwiązania gameplay’owe Matsuno jest przeze mnie tak ceniony), która wyparła tę z Fire Emblem.

    1. Może to duchowni, albo inni mnisi. Są różni ludzie, pamiętaj.

      Ależ mi się marzą inne gry z serii (poza serią zresztą też!) w takim wydaniu. Gdyby sprzedaż TO zadowoliła Square to może… Powinnam w międzyczasie dotrzeć do The Knight of Lodis, słyszałam o tym tylko dobre rzeczy.

Komentarze

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s